Reportaże

Mali diabetycy po raz kolejny pokazali czerwoną kartkę cukrzycy!

Cukrzyca to nie koniec świata i po raz kolejny udowodniły to dzieci na turnieju EuroSweet Cup, który odbył się w miniony weekend w Suchym Lesie. Specjalnie na to wydarzenie przyjechały nie tylko ekipy z całej Polski, ale i z Węgier czy Niemiec. Mnóstwo radości, kapitalna atmosfera, wielu inspirujących diabetyków, którzy są dowodem na to, że można osiągnąć w życiu naprawdę wiele. Dla nich sport to też zdrowie! To nie jest zwykły turniej piłkarski. Byliśmy tam i to sprawdziliśmy.

Na pierwszy rzut oka turniej jak każdy inny – dzieci grają w piłkę na hali, rodzice dopingują z trybun, a przy stoliku organizatora są uszykowane puchary, medale i upominki dla wszystkich uczestników. Poziom spotkań? Taki, jaki zazwyczaj możemy oglądać na turniejach dziecięcych – zróżnicowany. Jedni mają większe umiejętności, a drudzy mniejsze.

W takim razie, co jest wyjątkowego i innego w tych rozgrywkach? Przechadzamy się po obiekcie i na każdym kroku słyszymy słowo “cukier” odmieniane na różne sposoby: “muszę zjeść ciastko, bo spadł mi cukier”, “sprawdzałeś cukier? Po tym meczu my gramy”. Nikt nie rozmawia o piłce i samych spotkaniach. Tematem głównym jest cukrzyca, która łączy wszystkich uczestników tego wydarzenia.

Cały czas o niej myślą i kontrolują swoją glikemię. Gdzieś wokół cały czas kręcą się znani sportowcy, którzy bardzo chętnie rozmawiają z dziećmi, wspierają ich i dzielą się swoim doświadczeniem związanym z cukrzycą. Mocno zapadł nam w pamięci obrazek, gdzie mały chłopczyk o imieniu Bruno, był zmartwiony swoją postawą na turnieju, a Mateusz Rudyk, kolarz torowy, olimpijczyk z Tokio podszedł do niego i powiedział, że nie ma czym się przejmować, zaraz przyjdzie kolejny mecz, gdzie będzie mógł pokazać klasę.

Zarówno ja, jak i te dzieci mamy wspólnego partnera – cukrzycę. Przyjechałem na ten turniej, żeby ich wspierać i dzielić się swoim doświadczeniem, bo sam dobrze pamiętam, jak wyglądały moje początki – mówi nam Mateusz Rudyk, kolarz torowy, olimpijczyk z Tokio, który sam jest diabetykiem, ale swojej choroby nie definiuje jako wroga, wręcz nazywa ją swoim partnerem, dlaczego? – Nie podchodzę do swojej cukrzycy jak do wroga, czy nawet choroby, a partnera życiowego, z którym pokonuje wszelkie przeszkody i przeciwności losu. Pokazuję już nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, że z cukrzycą można robić wszystko i być w ścisłym topie sportowców na świecie – podkreśla z dumą.

– Piłka nożna była moim pierwszym sportem, który zacząłem uprawiać, gdy byłem dzieckiem. Oglądając ten turniej z bliska, wróciły do mnie wspomnienia z moich meczów i tego, co mówił do mnie trener: “stój niżej na nogach!”, “przeciwnik ma być przed tobą, a nie za tobą!”, “nie podawaj piłki przez środek boiska!” – opowiada z uśmiechem na ustach Mateusz Rudyk.

Wynik jest sprawą drugorzędną lub nawet trzeciorzędną, choć na samym parkiecie tego nie widać, bo drużyny walczyły do upadłego i chciały za wszelką cenę wygrać mecz. Mamy bardziej na myśli rodziców, trenerów i postronnych obserwatorów. Świetna atmosfera, wspaniały doping. Na słowa uznania na pewno zasługują Węgrzy, którzy cały czas wspierali swoje drużyny głośnymi przyśpiewkami. 

Najważniejsze jest to, że nikomu nic się nie stało podczas turnieju. Nie było żadnej sytuacji, gdzie ktoś byłby niedocukrzony. Dla mnie jako organizatora jest to kluczowa informacja. Owszem, doszło do drobnych kontuzji i urazów, ale na szczęście to nic poważnego. Jestem zadowolony z tego wydarzenia pod względem organizacyjnym, tym bardziej, że graliśmy na dwóch halach w Baranowie i Suchym Lesie – mówi nam Mikołaj Illukowicz, organizator turnieju EuroSweet Cup.

To nie jest zwykły turniej, gdzie gra się mecze, odbiera medale i wraca do domu. Tu występuje budowanie niesamowitej społeczności. Praktycznie wszystkie osoby, które tutaj są, dodają coś od siebie. Każdy sobie pomaga i panuje tu świetna atmosfera. I przede wszystkim wiedza i świadomość tych ludzi na temat cukrzycy jest imponująca i budująca – podkreśla nam Ilona Mądra, była koszykarka, mistrzyni Europy z 1999 roku. 

Dla dzieci z cukrzycą sport jest bardzo ważnym elementem codziennego życia. Bardzo się cieszę, że takie wydarzenie odbywa się cyklicznie. Muszę przyznać, że Mikołaj Illukowicz, organizator tego turnieju, włożył wiele serca i pracy, co widać gołym okiem. Świetna inicjatywa, której z dumą się przyglądamy i wspieramy jako Wielkopolski ZPN – mówi Paweł Wojtala, prezes Wielkopolskiego ZPN.

– Na takim wydarzeniu można dowiedzieć się, że dzieci z cukrzycą mogą uprawiać sport, wręcz jest on dla nich wskazany. Podziwiam te dzieci, bo dla mnie wygrały już dwa razy – z chorobą i na boisku, gdy cieszą się ze zdobytych bramek. Z kolei organizator tego wydarzenia Mikołaj Illukowicz otwiera oczy innym rodzicom, których syn lub córka jest diabetykiem. Nie trzeba siedzieć z dzieckiem w domu, a można z nim wyjść do innych i uprawiać sport – uważa Beata Predehl, była koszykarka, mistrzyni Europy z 1999 roku. 

Ten Turniej obecnie nazywa się EuroSweet Cup, jednakże jeszcze kilka lat temu inaugurował jako Mistrzostwa Polski dla dzieci z cukrzycą. Początkowo miało to być ogólnopolskie wydarzenie, którego głównym celem i ideą jest pokazywanie innym, że dzieci z cukrzycą też mogą uprawiać sport. Na pierwszym miejscu edukacja, a dopiero gdzieś dalej sportowa rywalizacja. 

Chcemy cały czas namawiać dzieci z cukrzycą do tego, żeby się ruszały i aktywnie spędzały czas. Bo sport pozytywnie wpływa na ich zdrowie. Naszym celem dalej jest edukacja i ona nie będzie miała nigdy końca, bo cały czas pojawiają się nowi ludzie. Cukrzyca to choroba cywilizacyjna i już u dzieci kilkuletnich jest ona diagnozowana. Na takich wydarzeniach można poznać ludzi z tymi samymi problemami, wymieniać się doświadczeniami i wspierać. A mecze piłki nożnej to świetna zabawa dla dzieci – zaznacza Illukowicz.

Aczkolwiek jak już sama nazwa wskazuje to wydarzenie urosło już do rangi międzynarodowej. W miniony weekend w Suchym Lesie mogliśmy oglądać drużyny Sportos Cukros z Węgier i FC Diabetes Bayern z Niemiec. – W Europie jest dwadzieścia seniorskich reprezentacji diabetyków. Do tych federacji wysłaliśmy informację o tym, że w Polsce odbywa się turniej dla dzieci z cukrzycą. Otrzymaliśmy wiele informacji zwrotnych i niewykluczone, że już w przyszłym roku nasz turniej urośnie do rangi Młodzieżowych Mistrzostw Europy dla dzieci z cukrzycą. Szwedzi, Czesi, Duńczycy, Anglicy i Holendrzy wyrazili chęć udziału w naszym wydarzeniu. W tej edycji byli Niemcy i Węgrzy, gdyby nie obecna sytuacja na świecie to już teraz mielibyśmy więcej ekip z zagranicy – tłumaczy Illukowicz.

– Niesamowite jest to, że zawodnicy z Węgier, którzy reprezentowali barwy Fundacji “Sportos Cukros” poznali się… dopiero w autokarze zmierzającym do Polski. Wcześniej nie mieli okazji na to, żeby ze sobą trenować czy grać. I dobrze wypadli na tym turnieju, gdyż w najstarszej kategorii wiekowej zajęli drugie miejsce, a w młodszych piąte i szóste – dodaje.

Oprócz zagranicznych ekip na parkietach w Baranowie i Suchym Lesie oglądaliśmy również takie zespoły jak: CukierAsy Poznań, Pogromcy Cukrów, Waleczni, S.O.S Diabetyka, Sugar Team i Moja Cukrzyca. Mimo że turniej był rozgrywany na hali to w młodszych kategoriach wiekowych były zamontowane bramki z orlika. – W najmłodszych kategoriach liczy się frajda ze strzelonego gola. Stwierdziłem, że im więcej tej radości, tym lepiej, szczególnie u tych maluchów. Krótkie były te mecze i zależało nam na tym, żeby było jak najmniej wyników 0:0. Dzieci, nawet jak przegrają 3:9 to pamiętają o tych golach, które strzelili i się z nich cieszą – wyjaśnia organizator turnieju.

FC Diabetes Bayern

Od dwóch tygodni cały świat żyje tym, co dzieje się na Ukrainie, gdzie trwa agresja zbrojna ze strony Rosjan. Polacy mocno zaangażowali się w pomaganie wschodnim sąsiadom. Organizatorzy turnieju EuroSweet Cup postanowili również wspomóc Ukraińców i zorganizowali pewną zbiórkę. – Zbieraliśmy dla Ukraińców sprzęt medyczny przeznaczony dla cukrzyków. Celem było wypełnienie dwóch kartonów, a efekt końcowy był taki, że odjechały trzy pełne samochody. Fundacja Dla Dzieci z Cukrzycą poprosiła nas o zorganizowanie takiej zbiórki, gdyż organizacje z Charkowa i Kijowa potrzebują tego sprzętu i do tych punktów on trafi. Ponadto, zebraliśmy ponad dwa tysiące złotych podczas trwania Turnieju i za te pieniądze również zakupimy sprzęt medyczny – mówi nam Illukowicz. 

Gdy ktoś z zewnątrz zerknie na to wydarzenie z boku to może sobie pomyśleć, po co organizować takie turnieje? Dlaczego dzieci z cukrzycą są odizolowane od tych zdrowych? Czy to nie sprawi, że będą one jeszcze bardziej wyobcowane, gdy przypisze się ich do jednej konkretnej grupy? – Izolacja dzieci z cukrzycą od zupełnie zdrowych dzieciaków występuje tylko raz w roku na takim turnieju. Na co dzień większość z nich trenuje w szkółkach piłkarskich ze swoimi rówieśnikami. Zatem to nie jest tak, że takim wydarzeniem separujemy diabetyków od zdrowych, a dajemy możliwość na poznanie innych ludzi z cukrzycą, którzy też uprawiają sport. To jest świetne miejsce na wymianę doświadczeń i nawiązanie nowych znajomości – uważa Wojtala.

Kiedyś dostałem taką propozycję, żeby zorganizować igrzyska olimpijskie dla dzieci z cukrzycą. Odmówiłem, gdyż jestem za tym, żeby diabetyków integrować ze zdrowymi ludźmi. Odebrałem ten pomysł jako zaprzeczenie tej idei. Gdy kilka lat temu po raz pierwszy przyjechałem na ten turniej to zauważyłem, że te dzieci nie są odizolowane od świata, bo też w nim na co dzień funkcjonują i grają w piłkę ze zdrowymi rówieśnikami, a to wydarzenie jest czymś dodatkowym, gdzie spotykają się z innymi dziećmi, których spotkało w życiu to samo. To też jest ważne, szczególnie dla tych najmłodszych, gdy widzą, że ten problem dotyka nie tylko ich – podkreśla nam Michał Jeliński, mistrz olimpijski w wioślarstwie z Pekinu.

CukierAsy

Z uwagi na fakt, że na tym wydarzeniu spotkaliśmy się z osobami, które są związane na co dzień z cukrzycą, postanowiliśmy zadać im kilka pytań, stricte związanych z tą chorobą. Czy cukrzyca przeszkadza w uprawianiu sportu? – Na pewno nie mogę powiedzieć, że cukrzyca pomaga mi w uprawianiu sportu, bo w jakimś stopniu przeszkadza, gdyż mam więcej obowiązków niż moi rywale. Gdy oni mogą już skupić się na rozgrzewce i wyścigu, a po samym starcie szybko się regenerować to ja z tyłu głowy muszę zawsze mieć cukrzycę i kontrolować poziom cukru przed zawodami i po nich. Przez te wszystkie lata nauczyłem się funkcjonować z tą chorobą, wyrobiłem pewne nawyki, które wykonuje z automatu. Może źle to zabrzmi, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie życia bez cukrzycy, bo nie wiedziałbym, co robić z wolnym czasem, gdy moja uwaga jest skupiona na kontrolowaniu poziomu cukrów tuż przed startem. Cukrzyca towarzyszy mi od dziecka i wszystkiego uczyłem się już z nią, stąd to moje przemyślenie, że nie wyobrażam sobie życia bez niej – tłumaczy Mateusz Rudyk.

Na pewno mój syn Wiktor, który jest diabetykiem, musi o siebie dbać i pilnować cukier. Aczkolwiek nie można też oczekiwać od dorastającego młodzieńca, że będzie wszystko kontrolował, bo od tego są rodzice, żeby sprawdzali i trzymali rękę na pulsie. Nie powiedziałbym, że cukrzyca przeszkadza w uprawianiu sportu, ale stawia pewne warunki, które trzeba zaakceptować i do nich przywyknąć. Bo, gdy masz za wysoki lub za niski cukier to nie możesz w tej chwili trenować. Mocno trzeba zadbać o przygotowanie swojego organizmu do zajęć czy meczu – tłumaczy Paweł Wojtala, prezes Wielkopolskiego ZPN. 

Wiadomo, że wolałbym trenować bez cukrzycy. Moi koledzy wstawali po popołudniowej drzemce i od razu szli na trening. Z kolei ja, musiałem zawsze wcześniej wstać i patrzeć na to, jaki mam cukier i czy muszę wziąć insulinę, czy zjeść posiłek. A trzeba te czynności wykonać odpowiednio wcześniej przed treningiem. Cukrzyca nieraz jest upierdliwa i zaburza cały twój harmonogram dnia. Trudno też wyczuć organizm, bo każdy dzień jest inny. Na pewno moi koledzy mieli łatwiej, ale też nie uważam siebie za bohatera. Stanąłem przed faktem dokonanym, nie miałem wyjścia i musiałem się dostosować. Było warto, bo jednak jestem czterokrotnym mistrzem świata i mistrzem olimpijskim – przypomina Michał Jeliński. 

Jak zareagowali, gdy dowiedzieli się, że cukrzyca będzie im to towarzyszyć w codziennym życiu? – Gdy dowiedziałem się o tym, że choruję na cukrzycę, miałem 23 lata, więc spotkało mnie to w momencie, gdy już byłem dorosłym człowiekiem. Gdy usłyszałem diagnozę od lekarza to byłem w szoku. To był czas, gdzie źle się czułem i często chodziłem do toalety, ale nie spodziewałem się, że jest to spowodowane cukrzycą. Tym bardziej, że to było krótko po tym, jak przegrałem kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich w Atenach. Dla młodego człowieka jest to szok, gdy nagle zdaje sobie sprawę, że będzie brał insulinę do końca życia. Aczkolwiek to nie wzięło się z niczego, bo wtedy sobie uświadomiłem, że od długiego czasu traciłem na wadze i często chodziłem zmęczony, bez energii. Informacja o chorobie wiele mi wyjaśniła i to też była forma ulgi, że wystarczy, że będę brał insulinę i wszystko wróci do normy. Początki były trudne – opowiada nam “terminator z Pekinu”. 

– Inspiracją był dla mnie Steve Redgrave, legenda wioślarstwa, pięciokrotny mistrz olimpijski, który też choruje na cukrzycę. Fakt, diagnozę o chorobie usłyszał po Igrzyskach w Atlancie w 1996 roku, gdy już miał na swoim koncie cztery złote medale, ale jeszcze zmobilizował się do tego, żeby wraz z cukrzycą sięgnąć po jeszcze kolejny krążek. Jego historia pokazała mi, że jest to fizycznie do zrobienia. Owszem, w tamtym momencie jeszcze nie myślałem o tym, że zostanę kiedyś mistrzem olimpijskim, ale był to dowód na to, że można osiągać wysokie wyniki sportowe, będąc diabetykiem – dodaje.

Z kolei Mateusz Rudyk miał 12 lat, gdy dowiedział się o tym, że będzie diabetykiem do końca swojego życia. – Gdy usłyszałem, że mam cukrzycę to nie miałem zielonego pojęcia, co to jest za choroba. Można powiedzieć, że moi rodzice wcześniej coś słyszeli o niej, ale nie mieli takiej wiedzy i świadomości, jaką mają, choćby ci chłopcy na tym turnieju. Początek był dla nas bardzo ciężki, z uwagi na niewiedzę, ale przez to przebrnąłem i teraz jestem zawodowym sportowcem – zaznacza. 

Jaka była reakcja Pawła Wojtali, gdy dotarło do niego, że jego kilkuletni syn będzie musiał żyć z cukrzycą? – Gdy dowiedziałem się, że mój syn Wiktor choruje na cukrzycę typu pierwszego to moja wiedza na temat tej choroby była znikoma. Kojarzyła mi się tylko z cukrzycą typu drugiego, na którą chorują głównie dorośli. Na początku pojawił się strach i pytanie: “dlaczego akurat mój syn?”. Trzeba było dostosować się do nowej sytuacji, zdobyć wiedzę i zacząć normalnie funkcjonować, ale już z tą chorobą. To na pewno jest trudne doświadczenie dla rodzica – podkreśla.

Sportos Cukros

Często mówi się, że aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na nasze zdrowie, jednak już sport wyczynowy wyniszcza nasz organizm. Jak to wygląda w przypadku diabetyków? – Na pewno rekreacyjna aktywność fizyczna jest zdrowsza i lepiej wpływa na organizm diabetyka niż sport wyczynowy, gdzie eksploatacja organizmu jest tak wielka, że nie jest już to optymalny wysiłek. Początki przechodzenia na zawodowstwo nie są łatwe, gdyż organizm musi przywyknąć do innego treningu, dlatego cukry “świrowały” i trudno było wyczuć, w  którym momencie będą wyższe, a którym niższe. Jednak to wszystko jest do ogarnięcia i nauki. Za mną już lata doświadczeń łączenia sportu zawodowego z cukrzycą i dbanie o to, żeby się to ze sobą zazębiało. Już wiem jak mój partner reaguje na dane bodźce sportowe i daję radę – stwierdza Mateusz Rudyk, mistrz Europy i medalista mistrzostw świata w kolarstwie torowym. 

Gdy ktoś mi mówi, że sport wyczynowy nie jest zdrowy to ja mu odpowiadam: “wolę mieć chory kręgosłup po dwudziestu latach siedzenia w łodzi niż po dwudziestu latach siedzenia za biurkiem”. Każdy będzie miał te problemy. A nawyki, które wyrobisz jako sportowiec, będą sprzyjały zdrowiu. Podczas kariery sportowej wychodziłem z założenia, że lepiej, gdy mam wahania glikemii podczas uprawiania sportu niż, gdybym je miał podczas kanapowego trybu życia – dodaje mistrz olimpijski.

Co jest najtrudniejsze w byciu zawodowym sportowcem, który choruje na cukrzycę? – Najtrudniejsza jest kontrola cukrów. Trzeba przewidywać, jaki poziom cukrów będę miał w okolicach treningów, co jeść dzień wcześniej itd. Każdy wysiłek też jest inny, bo wszystko zależy od tego, w jakim okresie sezonu jesteśmy i rodzaju treningu, który wykonujemy. Dlatego też trzeba zadbać o to, żeby poziom cukrów był odpowiedni, aby móc wejść na wyższy poziom intensywności organizmu. Konkretny rytuał też mam przed zawodami, gdzie jest o tyle trudniej, że stres i adrenalina wpływają na wzrost cukrów w organizmie. Dlatego trzeba wnikliwie obserwować i podjąć decyzję odpowiednio wcześniej, czy przed startem należy przyjąć insulinę – tłumaczy Rudyk.

Stres i adrenalina mają duży wpływ na produkowanie cukrów w naszym organizmie. Dlatego diabetycy muszą zwracać szczególną uwagę na swoją glikemię w dniu zawodów. Igrzyska Olimpijskie to najważniejsze sportowe wydarzenie czterolecia. Czy organizm diabetyka inaczej reaguje na tę imprezę? – Igrzyska Olimpijskie rządziły się swoimi prawami. Gdy myślałem, że jestem gotowy pod względem mentalnym i cukrzycy na te zawody to okazało się, że wcale tak nie było. Mistrzostwa Świata czy Europy to zupełnie inne wydarzenia, którym towarzyszy inny stres. Na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio na pewno dowiedziałem się czegoś nowego o swoim organizmie i tę wiedzę postaram się wykorzystać w Paryżu – zapewnia kolarz torowy. 

– Stres na Igrzyskach Olimpijskich jest długotrwały, nie tylko przeddzień startu i na samych zawodach, bo już zaczyna się miesiąc wcześniej. Większa uwaga jest skupiana na tobie niż przy każdej innej imprezie. Media chciałyby wiedzieć, co u ciebie słychać i jak wyglądają twoje przygotowania. Sugerując się twoimi ostatnimi wynikami, piszą i mówią o tym, że jedziesz po medal. Później sam o tym myślisz, że też jest to twój cel. Głowę mamy jedną, a ta została obarczona nowymi bodźcami, co później też miało przełożenie na cukry, które “skakały”. To było dla mnie nowe doświadczenie, wyciągnąłem lekcję i z tym bagażem chcę polecieć do Paryża – dodaje. 

Jak to wyglądało w przypadku dominatora i terminatora z Pekinu? – Zawsze denerwowałem się przed każdym startem, a na igrzyskach jest to zupełnie inny stres. Tym bardziej, że to były czasy, gdzie nie było jeszcze takiego profesjonalnego sprzętu do pomiaru cukrów i musiałem kłuć palec, żeby dowiedzieć się, jaki mam cukier. Przed startem olimpijskim kłułem palec chyba kilkanaście razy, co pół godziny sprawdzałem glikemię, gdzie normalnie robi się to, co dwie godziny. Postępowałem w ten sposób, gdyż chciałem być pewny, że zrobiłem wszystko, żeby pod względem cukrzycy być przygotowanym na start. Czułem się dobrze, więc byłem gotowy na to, żeby wejść do łódki i skupić się tylko na starcie. Cukrzycę zostawiłem na brzegu i już o niej nie myślałem, a reszta jest już historią – opowiada nam mistrz olimpijski z Pekinu. 

O tej chorobie można by długo opowiadać, jeśli zaciekawił was ten temat, a czujecie, że wasza wiedza o cukrzycy jest znikoma to polecamy nadrobić reportaż, który zrealizowaliśmy w zeszłym roku. 

Reasumując, serce rośnie, gdy widzisz radosne dzieci i ich rodziców, którzy nie przejmują się za mocno chorobą. Wiadomo, że o niej pamiętają i robią wszystko, żeby poziom cukrów w organizmie diabetyka był na odpowiednim poziomie. Aczkolwiek nie odizolowują się od świata, wręcz przeciwnie, żyją pełnią życia jak każdy inny człowiek. Dla chcącego nic trudnego. Cukrzyca to nie koniec życia, nawet z nią można sięgnąć po złoty medal olimpijski (patrz. Michał Jeliński), być topowym kolarzem torowym (patrz. Mateusz Rudyk), czy grać w Ekstraklasie – (patrz. Jesper Karlström). To ostatnie może najmniej prestiżowe, ale jest dowodem na to, że mimo choroby można być zawodowym sportowcem.

ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI