Wywiady

Gęsior: Będziemy się cieszyć z każdego wywalczonego punktu

Kadra Dariusza Gęsiora potrafiła przegrać 1:10 z Niemcami, żeby miesiąc później ograć Portugalię oraz zremisować z Holandią. Jak tamta porażka wpłynęła na zawodników? Czy jest zadowolony z postawy swoich podopiecznych w meczach eliminacyjnych? Co uważa o tym, że polskie młodzieżówki tak rzadko jeżdżą na wielkie turnieje? Jaki stawia sobie cel przed zbliżającymi się Mistrzostwami Europy do lat 17?

Prowadzona przez pana reprezentacja Polski do lat 17 awansowała niedawno na Mistrzostwa Europy. Jak pan ocenia postawę chłopaków w drugiej fazie eliminacji?

– Wylosowaliśmy ciężką grupę, bo wiadomo, że Włosi są mocni, dodatkowo grali na własnym terenie, za to Ukraińcy są aktualnymi mistrzami świata do lat 20, a w pierwszej fazie eliminacji pokonali Portugalię. Kosowo, czyli teoretycznie nasz najsłabszy przeciwnik, awansowało do tej fazy po wyeliminowaniu Austrii, więc też nie mogliśmy ich lekceważyć. Zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy wygrać minimum dwa spotkania i taki też był nasz cel. Pierwszy mecz z Włochami przegraliśmy 0:1, po samobójczym trafieniu jednego z naszych zawodników, ale ogólnie rzecz biorąc, byłem zadowolony z postawy zawodników w tym starciu.

Ze względu na wojnę na Ukrainie spotkania naszej grupy zostały przełożone na kwiecień. Chłopcy z tego kraju mogli normalnie przygotować się do turnieju eliminacyjnego?

– Ukraina wzięła udział w drugiej fazie eliminacji w najsilniejszym składzie, chłopcy trenowali we włoskich klubach. My graliśmy bez trzech podstawowych zawodników, oni wystąpili w pełnym składzie, więc nie mogliśmy liczyć na żadną taryfę ulgową. Naszą „tajną bronią” na Włochów miał być Tommaso Guercio, który na co dzień gra w Interze Mediolan, ale niestety nie mógł zagrać w tym spotkaniu, bo zmagał się z urazem.

Chciałbym wrócić do wydarzeń z 6 sierpnia 2021 roku, gdy o reprezentacji Polski do lat 17 zrobiło się w mediach nadzwyczajnie głośno. Jak to było z tym meczem z Niemcami? Czy krytyka, która spadła na pańską kadrę, była słuszna?

– Jak widać, była niesłuszna. Prawda jest taka, że wszyscy o tym mówili, tylko nikt mnie nie zapytał o zdanie.

Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że po spotkaniach Pucharu Syrenki napisałem tekst o krótkowzroczności kibiców, którzy w przeciągu miesiąca o 180 stopni zmienili swoją optykę na tę reprezentację.

To było tak, że w pierwszym półroczu 2021 roku mieliśmy zaplanowane dziesięć sparingów z topowymi zespołami, bo lubię grać z ekipami, które coś znaczą w Europie. Mieliśmy się zmierzyć z: Hiszpanią, Holandią, Anglią, Szkocją, Chorwacją oraz Serbią. To były spotkania, które nam uciekły ze względu na pandemię. Nie udało się, pojawiła się propozycja, żeby rozegrać mecz szkoleniowy z Niemcami, nawet nie towarzyski…

Tam były też dość nietypowe zasady.

– Owszem, były cztery kwarty, w meczu zagrało niemal 30 zawodników. Cały czas rotowaliśmy składem, bo chcieliśmy zobaczyć, jak chłopcy sobie poradzą w starciu z naprawdę wymagającym rywalem. Niemcy podeszli do tego meczu trochę inaczej, już wcześniej mieli wyselekcjonowanych zawodników. Warto podkreślić, że po tym meczu wyniknęło dużo… dobrego. Z tego spotkania można było zrobić naprawdę dobrą analizę, co pokazały wszystkie następne nasze starcia, że ten wynik kompletnie nie miał na nic wpływu. Analizując ten mecz z chłopkami, w ogóle nie podejmowaliśmy tematu, że ktoś zagrał słabiej czy popełnił błąd.

Jak chłopcy radzili sobie z krytyką, która wówczas na nich spadła? Dla większości był to pierwszy raz, gdy ich spotkanie było tak szeroko komentowane.

– Tak szczerze, to było tak, że graliśmy w czterech kwartach, jedni grali w pierwszej, drudzy w drugiej, do końca nie wiedzieliśmy, kto zawinił, a kto zagrał najlepiej. Chłopcy pierwszy raz zmierzyli się z zespołem, który gra tak agresywnie, do przodu. Zawsze im tłumaczymy, żeby później z taki grać na mistrzostwach, to trzeba trenować i rywalizować już wcześniej. Jeśli chodzi o analizę tego meczu, skupialiśmy się na dobrych rzeczach. Mieliśmy osiem stuprocentowych sytuacji, nie wykorzystaliśmy ich, ale były też inne rzeczy, które nam wychodziły, więc na tym chcieliśmy się skoncentrować. Nie chodzi o to, żeby kogoś obwiniać. Od pierwszego meczu na Pucharze Syrenki z Mołdawią, który wygraliśmy 6:0, remis z Holandią oraz zwycięstwo z Portugalią pokazały, że ta grupa już się powoli pozbierała i w normalnych warunkach ciężko było z nami cokolwiek ugrać. Gdybym miał jeszcze raz zagrać ten mecz z Niemcami, to bym zagrał. Wolałbym rozegrać takie spotkanie niż pięć meczów z przeciwnikami, od których bylibyśmy zdecydowanie lepsi. Myślę, że to był jeden z aspektów, który sprawił, że awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy, a niewielu na ten rocznik liczyło, szczególnie po tamtym spotkaniu. Wraz z całym sztabem wyciągnęliśmy konkretne wnioski, zbudowaliśmy zespół, który może rywalizować z kadrami, które są teoretycznie silniejsze od nas.

Remis z Holandią, wygrana z Portugalią, nieznaczna porażka z Włochami. Co jest największą siłą tej reprezentacji?

– Myślę, że drużyna. Jest takie powiedzenie, że jak się jedzie na jeden mecz, to zabiera się najlepszych zawodników, ale jeżeli buduje się zespół na turniej czy eliminacje, trzeba wziąć drużynę. Chłopcy, którzy wydają się, że są lepsi piłkarsko, ale nie pasują do drużyny, po prostu nie jadą. Gdy awansowaliśmy na mistrzostwa i na odprawie pomeczowej powiedziałem, że spotkamy się już za niecałe dwa tygodnie, to chyba bardziej cieszyli się z tego faktu niż z… samego awansu. Znów będą razem, zagrają ze sobą, będą mogli rywalizować z innymi zespołami. Atmosfera w drużynie jest bardzo dobra, widać, że zawodnicy rozumieją się nie tylko na boisku.

Jak wygląda wasz plan? Kiedy się spotykacie?

– Wszyscy zjeżdżamy się w poniedziałek rano, sztab szkoleniowy oczywiście wcześniej. W poniedziałek, wtorek i środę mamy treningi oraz badania, które są wymagane przez UEFA, a w czwartek wylatujemy do Tel Awiwu.

Na szerokiej liście znalazły się 23 nazwiska, ale w mistrzostwach może wziąć udział tylko 20 zawodników. Kto ostatecznie nie otrzymał powołania?

– W zgrupowaniu w Warszawie weźmie udział 24 zawodników. Musimy zrobić szereg badań, więc potrzebujemy trochę szerszej grupy chłopaków, bo nie daj Boże komuś wyjdzie zły wynik. Poza tym, mam kilku graczy, którzy są po kontuzjach, np. Tommaso Guercio, Mikołaj Tudruj czy Kacper Masiak. Zobaczymy, w jakiej będą dyspozycji. Jeżeli w dobrej, to pojadą do Izraela, a jeżeli w złej, to pojadą ci, którzy zostali powołani w zastępstwie. Decyzja zapadnie w ostatnim dniu.

Gratuluję awansu, ale nie uważa pan, że jest to jednak trochę porażka, że kadra U-17 zagra na europejskim turnieju po aż dziesięcioletniej nieobecności, reprezentacja Polski U-19 czternasty raz z rzędu odpadła w eliminacjach, a kadra Macieja Stolarczyka też prawdopodobnie nie zagra na EURO U-21? Nie jesteśmy krajem ze zbyt dużym potencjałem piłkarskim, żeby sukcesywnie omijać wszystkie turnieje młodzieżowe?

– To jest temat na inny wywiad. Cieszymy się z naszego sukcesu. Prowadziłem rocznik 2004, były już rozlosowane grupy, ale nie mogliśmy zagrać w eliminacjach. Rocznik 2003, który prowadził Marcin Dorna, jeżeli chodzi o zawodników, wydawał się mocny, natomiast też nie mogli rozegrać turnieju w eliminacjach. Wcześniejsze roczniki były może bardziej utalentowane, jeśli chodzi o indywidualności, ale w rywalizacji międzynarodowej trzeba mieć drużynę. W krajach, które jeżdżą na wszystkie mistrzostwa, jakość piłkarska jest na bardzo wysokim poziomie, za to jakość w krajach, które są, nazwijmy to średniakami, znacznie wzrasta. Ciężko jest wygrać, chociażby z takim Kosowem. Najlepszym przykładem jest Luksemburg, który w drugiej fazie eliminacji wyeliminował… Anglię. U nas byłoby to nie do pomyślenia. Zawodnicy, którzy brali udział we wszystkich programach Polskiego Związku Piłki Nożnej, czyli Talent Pro, Future Pro i tak dalej, dopiero wchodzą w ten wiek 17-18 lat. W tych rocznikach będzie coraz więcej utalentowanych zawodników, ale awans na Mistrzostwa Europy nie jest łatwą sprawą. Pamiętam nawet swój nieudany start. Gdy miałem 17 lat, graliśmy dwumecz z Austrią i w 90. minucie prowadziliśmy 2:1, ale po fatalnym błędzie golkipera straciliśmy bramkę na 2:2. Odpadliśmy w rzutach karnych. Do dziś pamiętam tę rozpacz, że taka szansa jest tylko raz. Jeżeli się ją wykorzysta, to jest fajnie, ale jeśli nie, to życie trwa dalej. Nie mamy aż takiego potencjału…

Możliwe, natomiast musi pan przyznać, że 10 czy 16 lat nieobecności na europejskich turniejach, to trochę za długo.

– Owszem, jest to spory okres. Raz miałem szansę brać udział w eliminacjach z kadrą U-19, natomiast na drugą fazę eliminacji pojechałem bez ośmiu kluczowych zawodników, bo wtedy ważniejsze były reprezentacje U-20 i U-21. Mimo, że straciliśmy tylko jedną bramkę w trzech meczach, to wówczas Francja zakwalifikowała się na mistrzostwa. Dlaczego Hiszpania, Portugalia, Włochy, Niemcy czy Holandia zawsze się kwalifikują? Bo mają większą jakość piłkarską. W tych krajach nie ma jednego topowego zawodnika w roczniku na daną pozycję, tylko mają ich, co najmniej kilku.

Polska w fazie grupowej zmierzy się z Francją, Holandią oraz Bułgarią. Jak pan ocenia naszą grupę?

– Mega ciężka. Holendrzy to obrońcy tytułu, zresztą mierzyliśmy się z nimi we wrześniu. Jak obserwowałem ich indywidualności, zaczynając od rozgrzewki, a kończąc na samym meczu, to jestem w młodzieżowych reprezentacjach kraju od 11 lat i nie widziałem jeszcze tak dobrze wyszkolonego zespołu. Fakt, że udało nam się osiągnąć z nimi korzystny wynik, jest świetną sprawą.

Rozumiem, że w mistrzostwach weźmie udział podobna drużyna do tej, która rywalizowała w Pucharze Syrenki?

– Będzie szansa na rewanż, ale w pierwszym meczu mierzymy się z Francją, więc to na nich się skupiamy. We Francji jest bardzo dobre szkolenie, mają wielu ciemnoskórych zawodników, którzy wyróżniają się pod względem fizycznym, więc na pewno nie będzie łatwo. Bułgaria też ma mocny rocznik, w pierwszej fazie eliminacji zanotowali komplet zwycięstw.

Jaki stawiacie sobie cel na Mistrzostwa Europy?

– Nasze motto brzmi: z każdym można wygrać, tylko trzeba w to wierzyć. Chcemy wygrać wszystkie spotkania, ale wiem, że będziemy się cieszyć z każdego wywalczonego punktu.

ROZMAWIAŁ BARTOSZ LODKO

Fot. Newspix