CLJ-ka od środka: „Wynik jest ważny w każdej kategorii wiekowej”

Czy rozgrywanie meczów o mistrzostwo Polski U-15 jest odpowiednie dla rozwoju młodych zawodników? Czy wygranie CLJ U-15 ma jakiekolwiek znaczenie dla akademii Lecha Poznań? Jaki był to sezon dla trampkarzy „Kolejorza”? Czego może nauczyć się szkoleniowiec, dzięki Centralnej Lidze Juniorów? Jak sprawia się skills.lab, czyli nowoczesna technologia, która ma poprawiać umiejętności indywidualne młodych zawodników? Rozmawiamy z Damianem Sobótką, trenerem świeżo upieczonych mistrzów Polski U-15.

CLJ-ka od środka: „Wynik jest ważny w każdej kategorii wiekowej”

Gratuluję zdobycia mistrzostwa Polski trampkarzy. Czym ono jest dla: zespołu, akademii i trenera?

– Dziękujemy, mistrzostwo Polski trampkarzy jest dla naszego zespołu zwieńczeniem systematycznej, codziennej pracy na treningach w trakcie całego sezonu oraz dowód na to, że chłopcy mają spory potencjał sportowy. Czujemy dużą satysfakcję. Wynik końcowy jest potwierdzeniem tego, że obraliśmy jako akademia właściwą drogę, gdyż jest ona efektem wielu składowych. Gdy dochodzisz do finału to zawsze chcesz wygrać. Te mecze rządzą się swoimi prawami, a my chcieliśmy sięgnąć po to trofeum, ale dalej trzymając się naszej filozofii. I to nam się udało.

Czy dla akademii Lecha to mistrzostwo ma jakiekolwiek znaczenie?

– Cieszymy się z tego mistrzostwa. Jednak zwycięstwo lub ew. porażka w finale CLJ U-15 i tak nic by nie zmieniła w naszej filozofii. Sukces sportowy na tym etapie rozwoju buduje pewność siebie i mentalność zwycięzcy u zawodników. Ci chłopcy idąc wyżej w drabince szkoleniowej, będą tam szli jako mistrzowie Polski, którzy mają większe oczekiwania wobec siebie. Myślę, że dla akademii jest to spora wartość dodana.

Podsumowując cały sezon, co zadecydowało o tym, że to Lech Poznań wygrał CLJ U-15?

– Przede wszystkim potencjał sportowy drużyny C1, na którą składał się głównie rocznik 2007, ale też kilku wyróżniających się zawodników z 2008. Do tego dochodzą zgrane sztaby szkoleniowe, nie tylko nasz, bo w trakcie sezonu dochodziło do wielu przesunięć między zespołami. W rundzie wiosennej, w zespole grało kilku zawodników z Poznania z zespołu Łukasza Chęcińskiego (rocznik 2008), którzy pomogli nam w zdobyciu mistrzostwa Polski. Droga do tego tytułu była długa, a my na każdym kroku powtarzaliśmy, że musimy się skupiać na każdym kolejnym meczu. I to robiliśmy, nie wybiegaliśmy w przód, tylko koncentrowaliśmy na następnym rywalu.

Jak trener oceni sam finał MP U-15 z Górnikiem Zabrze? Czy ten mecz wyglądał tak, jak zakładaliście?

– Muszę przyznać, że dla mnie jako trenera był to pierwszy taki finał, w którym brałem udział. I podobnie było z naszymi zawodnikami, choć rok temu większość z nich wystąpiła w finale kadr wojewódzkich U-14. Zatem pewne doświadczenie już mieli, ale ranga spotkania finałowego CLJ U-15 jest zdecydowanie większa. Jaki to był mecz? Byliśmy nastawieni na to, że Górnik postawi twarde warunki, jeśli chodzi o bezpośrednie pojedynki i aspekty fizyczne. Aczkolwiek rywal nas zaskoczył, bo miał swój plan na ten mecz i próbował narzucać swój styl gry. W kontekście samego finału zaznaczę, że spodziewaliśmy się trudnego początku w aspekcie mentalnym. I tak było, oglądaliśmy w tym spotkaniu sporo błędów technicznych, które nie zdarzyły się nam w poprzednich starciach. Ranga tego meczu i stres z nim z związany powodował, że nie było to piękne widowisko w początkowych jego fragmentach. W drugiej połowie chcieliśmy coś namieszać i zmylić trochę naszego przeciwnika. Postanowiliśmy zmienić nasze ustawienie. To był strzał w dziesiątkę, bo chwilę później nasza reakcja z ławki przyniosła efekt w postaci gola na 1:0.

Czy w tym meczu udało się wam zachować swój styl gry i filozofię? Mówił trener w rozmowie z mediami klubowymi, że dla was jest to bardzo ważne, żeby tego się trzymać i cieszył się pan, że zrealizowaliście ten plan przez cały sezon. Czy tak też było w finale?

– Jeśli chodzi o fazę pucharową tego sezonu to muszę przyznać, że oba mecze półfinałowe z Legią były zdecydowanie lepsze w naszym wykonaniu od finału z Górnikiem. Mam tu na myśli nasz styl gry, jakość, tempo i dominację. Mimo że Legia grała z nami bardzo bezpośrednio, byliśmy w stanie grać to, co zawsze. W finale chcieliśmy to powtórzyć, ale było widać, że chłopcy mieli splątane nogi i wiele rzeczy nam nie wychodziło. W pierwszej połowie słabo funkcjonował u nas pressing. W przerwie to skorygowaliśmy i w drugiej połowie funkcjonowało to dobrze. Próbowaliśmy zachować nasz styl gry. Nie chcieliśmy wiele zmieniać, bo skoro cały sezon trenujemy w określony sposób to dążymy do tego, żeby pokazywać to w każdym kolejnym spotkaniu. 

Czy to był najtrudniejszy mecz w sezonie?

– Trzeba sobie zdać pytanie, co to znaczy, że dany mecz jest najtrudniejszy? Dlatego, że finał ma zupełnie inną rangę. Przed meczem chłopcy zdają sobie sprawę, że z jednej strony są blisko wymarzonego mistrzostwa, a z drugiej bardzo daleko. To tylko jedno spotkanie, a decyduje o całym sezonie. Pod względem mentalnym był to bardzo wymagający mecz, który mógł się dla nas bardzo dobrze zacząć w pierwszej połowie, kiedy sędzia wskazał na wapno, ale nasz zawodnik przestrzelił rzut karny. Później, zdobyliśmy gola na 1:0 i nie musieliśmy gonić przeciwnika, mając przewagę bramkową. To było naprawdę wymagające dla nas starcie. Natomiast mecz rewanżowy z Legią w półfinale był też bardzo wymagający. Był taki moment w Książenicach, gdzie przegrywaliśmy 0:1, a z boiska zszedł Wojciech Mońka ze złamanym nosem. W tym meczu to my goniliśmy. Mieliśmy świadomość, że ten wynik nie daje nam bezpośredniego awansu, a nie chcieliśmy grać dogrywki, dlatego robiliśmy wszystko, żeby wcześniej wywalczyć awans do finału. Druga połowa tego starcia była bogata w wiele emocji, bo Legia miała stuprocentową sytuację do zdobycia bramki, a później to my przejęliśmy dominację na boisku i w ostatniej minucie strzeliliśmy gola na 1:1, który dał nam bezpośredni awans do finału. Ten mecz kosztował nas wiele zdrowia. 

W rozmowie z klubowymi mediami powiedział pan takie zdanie: „Zimą dokonaliśmy dobrych ruchów, ponieważ spowodowały one, że nasi poszczególni gracze wzięli odpowiedzialność na swoje barki i to pozwoliło na ich większy rozwój”. O jakich ruchach mowa, bo nie rozwinął trener swojej myśli w tym wywiadzie?

– Nasz zespół w rundzie jesiennej dominował bardzo mocno w lidze. Kilku naszych zawodników, którzy wyróżniali się w CLJ U-15, potrzebowali nowych wyzwań. Od stycznia Mateusz Pruchniewski, Igor Stankiewicz i Wojciech Mońka przeszli do drużyny juniora młodszego. Oni mogli spróbować swoich sił w bardziej wymagającym środowisku rywalizacji, a co to zmieniło w naszym zespole? Inni zawodnicy musieli przejąć rolę liderów drużyny, co sprawiło, że rozwinęli swoje skrzydła i pociągnęli zespół do góry. Wygraliśmy swoją grupę, a na dwa tygodnie przed półfinałami CLJ U-15 wróciła do nas ww. trójka oraz dołączył Igor Brzyski, który cały sezon spędził w CLJ U-17. Z uwagi na fakt, że ci zawodnicy znają realia naszej drużyny i filozofię gry to szybko wkomponowali się w zespół i osiągnęli z nim duży sukces.

Czy wynik w tej kategorii wiekowej jest ważny?

– Uważam, że wynik jest ważny w każdej kategorii wiekowej, natomiast nie jest najważniejszy. Jest on efektem potencjału ludzkiego i tego jak pracujesz. Na boisko wychodzisz po to, żeby wygrać. Jednak często zawodnikom mówię o tym, żeby nie myśleli o zwyciężaniu, tylko o sposobie na osiągnięcie tego celu, bo każdy chce wygrywać. Górnik Zabrze też chciał zostać mistrzem Polski trampkarzy i wygrać ten finał. Wiele osób mówi: „wynik nie jest ważny”. Szanuję te opinie, ale moim zdaniem wynik jest ważny, tylko, że najważniejsze jest to, jak dochodzisz do tego wyniku. Podkreślam raz jeszcze, cieszymy się z mistrzostwa, ale, gdybyśmy przegrali ten finał, dalej podążaliśmy tą samą drogą. Dlatego, że dla nas najważniejszy jest sposób gry, który ma rozwijać zawodników. Gdy za tym idzie wynik, jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani.

Adama Buczka, dyrektora akademii Zagłębie Lubin zapytałem, czy, kiedy pojawia się okazja na końcu sezonu, żeby zdobyć mistrzostwo Polski juniorów to wtedy w grę wchodzi filozofia „wszystkie ręce na pokład” i przesuwamy wszystkich najlepszych zawodników do tego zespołu? On odpowiedział: „finał mistrzostw Polski z Wisłą Kraków odbył się po zakończonych rozgrywkach Ekstraklasy, III ligi i CLJ U-18, więc dlaczego nie pograć o złoto najlepszymi zawodnikami, jakich posiadamy w akademii? Podejrzewam, że każdy inny klub w Polsce zrobiłby to samo”. Czy pan się pod tym podpisuje? Bo w sumie to wykonaliście podobny ruch, przesuwając zawodników z CLJ U-17 na półfinały i finał CLJ U-15.

– Czytałem ten wywiad i w pełni zgadzam się z tym, co powiedział Adam Buczek. Zwróćmy uwagę jeszcze na jedną rzecz, jaki budujemy przekaz zawodnikom przed najważniejszymi meczami sezonu? Taki, że chcemy wygrywać i wpajamy im mentalność zwycięzców. Zeszli do nas, wsparli i są mistrzami Polski. Też dołożyli do tego swoją cegiełkę. Takie zwycięstwa budują zawodników. 

W Internecie pojawiła się taka dyskusja, czy rozgrywanie meczów o mistrzostwo Polski U-15 jest odpowiednie dla rozwoju młodych zawodników i po co w ogóle wyłaniać najlepszą drużynę w tej kategorii wiekowej? Co pan o tym sądzi?

– Nie śledziłem tej dyskusji. Aczkolwiek nie widzę w tym nic złego, żeby wyłonić mistrza Polski w tej kategorii wiekowej. To jest cenne doświadczenie dla tych młodych zawodników. Pojawiły się takie głosy, że ci chłopcy mają już za sobą pierwszy mecz seniorski, bo stawką meczu finałowego było mistrzostwo Polski U-15. Dla nas wygranie swojej grupy w sezonie zasadniczym to duża rzecz, która pokazuje, na jakim jesteśmy poziomie. Aczkolwiek faza pucharowa, gdzie są cztery najlepsze zespoły w Polsce, które walczą o tytuł to zupełnie coś innego. 15-latkowie mają przed sobą postawiony cel wynikowy, bo chcą zostać mistrzami Polski i próbują tego dokonać w trzech ostatnich meczach sezonu. To jest pewna odskocznia i dodatek do całorocznej rywalizacji.

Czego się pan nauczył jako trener, dzięki Centralnej Lidze Juniorów?

– Jako trener akademii Lecha Poznań życzyłbym sobie, żeby każdy mecz rozgrywany w CLJ-ce był wymagający dla naszego zespołu pod każdym względem. To sprawia, że nie tylko zawodnicy się rozwijają, ale i my trenerzy nabieramy nowych doświadczeń. Pamiętam szkolenie organizowane przez PZPN dla trenerów z CLJ-ki, gdzie zachęcali do tego, żeby grać proaktywnie i odważnie w tej lidze. Od tamtego czasu zauważyłem pewną zmianę wśród zespołów, że coraz częściej stawiają na taką grę, co mnie bardzo cieszy. Nigdy nie rozumiałem szkoleniowców, którzy wychodzili z założenia, żeby czekać na błąd przeciwników. To jest duża zmiana na plus, jeśli chodzi o CLJ-kę. Czego się uczę, dzięki tej lidze? Funkcjonowania na poziomie centralnym. Mamy tu do czynienia z dalszym wyjazdami i musimy sobie poradzić od strony organizacyjnej, jak odpowiednio przygotować drużynę do meczu w takim przypadku. Wiele też się uczę, jeśli chodzi o przygotowywanie strategii na dane spotkanie, bo każde jest inne. Przeciwnik, z którym grasz pierwszy mecz, na rewanż szykuje zupełnie inny plan, więc też musisz być na to gotowy i reagować na bieżąco. Kapitalnym dla mnie doświadczeniem były trzy ostatnie mecze tego sezonu, gdzie towarzyszą tobie duże emocje, bo chcesz pomóc drużynie w realizacji marzeń i dokonujesz ruchów w trakcie spotkania, gdzie nie działasz z chłodną głową. Bardzo cieszę się, że mogłem prowadzić zespół trampkarza w tym sezonie.

W tym tygodniu na mediach społecznościowych Lecha Poznań pojawiła się informacja, że nowoczesny symulator skills.lab został oddany do użytku i zawodnicy już z niego korzystają. Dwa lata temu była  taka narracja, że ten sprzęt w dużym stopniu przyczyni się do tego, że zawodnicy wzniosą swoje umiejętności indywidualne na jeszcze wyższy poziom. Jakie pan odczucia związane z skills.lab? Faktycznie, będzie to aż tak pomocna technologia w rozwoju młodych zawodników?

– Nasi zawodnicy regularnie trenują w skills.lab. Muszę przyznać, że robi to ogromne wrażenie. Chłopcy bardzo lubią z tego korzystać. Dlatego, że sprawia im to dużo radości, a przy tym robią trening. Czy to zmieni nasze szkolenie? Nie, ale na pewno jest to element wspomagający proces szkolenia. Daje nam wiele korzyści, możemy poprawiać technikę, czy szybkość podejmowania decyzji. W skills.lab widzimy progres zawodników z treningu na trening. Gdy idzie im coraz lepiej, możemy podnieść poziom trudności konkretnych ćwiczeń.

Jaki macie pomysł na efektywne wprowadzenie zajęć z skills.lab do waszego procesu treningowego? Czy jest on dla wszystkich zawodników?

– Proces szkoleniowy głównie odbywa się na boisku. Zajęcia w skills.lab funkcjonują w ramach dodatkowej zindywidualizowanej jednostki treningowej. Kierowane są do: wyróżniających się zawodników naszej akademii, chłopaków, którzy naszym zdaniem powinni dłużej popracować nad danym elementem i rekonwalescentów. Raz w tygodniu odbywają się zajęcia w skills.lab, które trwają 50-60 minut. Dla przykładu: ostatnio dwójka naszych napastników pracowała tam nad poprawą finalizacji akcji bez przyjęcia piłki. Chłopaki ze sobą rywalizowali, kto zrobi lepszy wynik, ale należy to rozpatrywać w kategoriach czegoś pozytywnego, bo mieli ten sam cel – polepszenie swoich umiejętności. Skills.lab otwiera nam wiele możliwości, jeśli chodzi o tworzenie w treningu i tego, co chcemy z niego wyciągnąć. 

Jakim trenerem jest i chce być Damian Sobótka?

– Jestem trenerem pełnym pasji i zaangażowania. Zawsze daję z siebie 100% i cechuje mnie autentyczność, nie tylko na boisku, ale i poza nim w relacjach międzyludzkich. Tego też oczekuję od ludzi z którymi współpracuję. Cenię u innych pracowitość, oddanie, zaangażowanie, jak i szacunek do drugiego człowieka. Jakim chcę być trenerem? Takim, który podąża za trendami, jest odważny i podejmuje ryzyko. 

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Akademia Lecha Poznań