„Ludzie chcą historii”. Junior na makroregionalnym szkoleniu edukatorów

W szkoleniu od trenera edukatora zaczyna się wszystko. Dobrze wykształcony na trenerskim kursie szkoleniowiec będzie pracował przecież wydajniej. Jeśli od początku zadbamy o to, by był bardziej świadomy, z większym prawdopodobieństwem wychowa on świadomego zawodnika…

„Ludzie chcą historii”. Junior na makroregionalnym szkoleniu edukatorów

Poziom edukatorów w całym kraju nie od dziś jest tematem gorących dyskusji środowiska szkoleniowego. Ze względu na to, że „nominacje” przez lata rozdawały wydziały szkolenia wojewódzkich związków, wśród nauczycieli trenerskiego fachu znalazło się wielu ludzi przypadkowych. Zarzuty najczęściej dotyczyły tego, że edukatorzy dostawali się na kursy „po znajomości”, „z nadania politycznego” czy po to, „by dorobić do emerytury”. Od kilkunastu miesięcy PZPN aktywnie działa jednak, by zmienić te trendy.

Wyzwanie dla edukatorów

W środę i czwartek w szkole trenerów w Białej Podlaskiej odbyło się pierwsze makroregionalne szkolenie dla trenerów edukatorów. Jak wyglądało ono od środka? Jakich efektów federacja spodziewa się po kolejnych spotkaniach?

Licencja edukatora w hierarchii UEFA jest wyżej nawet od tej UEFA PRO – tej, dzięki której pracować można w Ekstraklasie. Związek postanowił więc, że o rangę edukatora zadba jeszcze bardziej niż w przeszłości. Według najnowszej uchwały trenerzy z licencją edukatorów muszą w ciągu trzech lat odbyć aż 45 godzin szkoleń. To o 30 godzin więcej niż kiedyś. To również argument, przez który część kadry samoistnie „wypadła z gry”. Osoby, które nie chciały regularnie rozwijać swojej wiedzy, nie były w stanie nadążyć za trendami – dziś mają zadanie utrudnione do maksimum. W praktyce nowe zasady sprowadzają się do zmiany lifestyle’u edukatora. Siłą rzeczy musi on dzisiaj co chwilę gdzieś wyjechać, posłuchać o czymś nowym. I dopasować się do standardów, których szkoła trenerów chce wymagać.

Do Białej co chwila zjeżdżają się to trenerzy z całej Polski. Tu każdy ma daleko. Ci ulokowani w centrum kraju pocieszają się, że dojazd nie jest najgorszy – z Warszawy samochodem jedzie się dwie godziny z nawiązką. Przez Kałuszyn, Nowe Opole, Tłuściec, obwodnicą wokół Siedlec. Na miejscu warunki są jednak takie, że skupić można się wyłącznie na rozwoju swojego warsztatu.

Musimy być na czasie. Widzicie, jak świat idzie do przodu. Nie wyobrażamy sobie, by edukatorzy zostali w tyle. Dlatego tak częste spotkania, dlatego wyznaczyliśmy ścieżkę rozwoju edukatorów na cały rok – rozpoczął poświąteczne spotkanie dyrektor szkoły trenerów Paweł Grycmann. Doktor katowickiego AWF-u zapowiedział też dużą zmianę w przepisach: od jesieni edukatorzy zostaną podzielni na specjalistów dla kursów UEFA A, UEFA B, UEFA C, edukatorów bramkarzy, edukatorów fitness (przygotowanie motoryczne). O tym mówić ma najświeższa konwencja UEFA, która światło dzienne ujrzy we wrześniu.

Zawodnik w centrum procesu

Jednym z celów ludzi ze szkoły jest integracja tego, co dzieje się w wydziale szkolenia, ze środowiskiem grassroots. Powstał nowy program szkolenia, na którym opierać mają się kluby w programie certyfikacji. W spotkaniach edukatorów biorą też udział przedstawiciele Mobilnej Akademii Młodych Orłów.

Polska podzielona została na cztery makroregiony. Podział nie jest jednak sztywny, bo związek chce mieszać edukatorów, by ci wzajemnie się poznawali i inspirowali. – Liczby w Polsce nie są dobre. Mamy 40 milionów ludzi, a dzieci w piłce nożnej nie ma wiele. Środowisko musi być pozytywne, a tworzy je trener. Zawodnik musi być w centrum, on jest najważniejszy. Cała komunikacja idzie w jego kierunku. Doświadczałeś? Byłeś zaangażowany? Byłeś zmotywowany? To my tworzymy środowisko, w którym zawodnik ma się wychowywać – tłumaczył zebranym w Białej Podlaskiej Grycmann.

Dzisiaj wszyscy chcą gotowców, chcą, by ktoś coś zrobił za nich. Wszyscy chcą wszystkiego, a to o to chodzi, żeby samemu coś zrobić. Ludzie stali się wygodni i… zawodnicy stali się wygodni. Program Szkolenia PZPN został fantastycznie odebrany przez środowisko w Polsce. Co więcej, chciałbym podkreślić, że chcielibyśmy go przetłumaczyć, bo uważamy, że jest to na tyle fajny dokument, że trzeba go pokazywać – kontynuował

W Polsce mamy aktualnie 170 edukatorów. Grycmann: – UEFA idzie w kierunku, żeby edukator był specjalistą na danym poziomie. Edukatorem na kursach UEFA C może być trener z licencją UEFA B. Dlaczego? Bo najprawdopodobniej pracuje z dziećmi, a jeżeli pracuje z dziećmi, może szczegółowiej przekazać kursantom, jak to wszystko wygląda w prawdziwym życiu.

Na kursach ma być jeszcze więcej praktyki, a ich uczestnicy muszą wiedzę teoretyczną przekładać na swój grunt. – Co musimy zmienić? UEFA wymaga, by trener, który jest na kursie, był trenerem praktykującym. Mamy uczyć pracy w realnym środowisku, chociażby dzięki mikrogrupom. Mamy pojechać do jego środowiska i powiedzieć mu: słuchaj, możesz to robić lepiej, inaczej. Jeżeli nie jesteś trenerem w trakcie kursu, a mówimy o kursach od UEFA B wzwyż, to… nie kończysz kursu. Czekamy, aż tę drużynę będziesz miał, bo musimy zobaczyć, jak ty pracujesz w realnym środowisku.

Zmianom w podejściu do treningów towarzyszy również zmiana w formie przekazu. Czy to podczas treningu, czy zajęć edukacyjnych. Dwudniowe spotkanie oparte było na warsztatach, treningach praktycznych, a mnóstwo czasu poświęcono dyskusjom. Nużące przez osiem godzin slajdy mają odejść do lamusa. – Ludzie chcą historii, prawdziwych historii. Nie chcą tylko slajdów i fajnych filmików – przyznał dyrektor szkoły, po którym swoje zajęcia przeprowadził Rafał Rożek, specjalista ds. szkoleniowych inicjatyw grassroots PZPN. Prezentowane przez niego środki treningowe poprzedzała narada z uczestnikami szkolenia, którzy sami mieli proponować określone rozwiązania. To jeden z kierunków, który zaadaptować na stałe w kształceniu trenerów chce związek.

Jak wyglądało to w praktyce zobaczyć można poniżej, bo korzystając z okazji – przeprowadziliśmy streaming wykładów Grycmanna oraz Rożka:

UEFA zachwycona Polską

Nie wierzę, że ktoś do Szkoły Trenerów PZPN przyjedzie z zagranicy, i stwierdzimy, że oni są od nas dużo lepsi, więc nasze dotychczasowe pomysły musimy nagle zakopać. Jesteśmy w ciągłym kontakcie z UEFA i widzimy, jak nasze działania są przez nią oceniane – padło podczas wykładu Grycmanna. Tak się złożyło, że środowym zajęciom przyglądali się przedstawiciele europejskiej federacji, więc mogliśmy te słowa z miejsca skonfrontować…

Jesteśmy bardzo zbudowani podejściem polskiej federacji do edukacji trenerów i inwestycjami, które zostały podjęte. UEFA narzuca swoim członkom określone standardy, a Polska w tym zakresie wykonuje naprawdę wybitną pracę. Trenerzy mają olbrzymi wpływ na to, jak wychowani zostaną zawodnicy oraz jak przebiegała będzie ich piłkarska przygoda, dlatego skupienie na nich jest dzisiaj kluczem. Musimy w to inwestować, to nie ulega żadnym wątpliwościom – powiedział nam Stuart Grieve, UEFA Grassroots Mentor.

Z jednej strony trudno, by Szkot przyjechał i punktował w wywiadzie, co Polski Związek Piłki Nożnej robi nie tak. Z drugiej – stwierdził on, że w wielu miejscach możemy być dla innych… benchmarkiem. Grieve: – PZPN daje wsparcie klubom, zarówno finansowe, jak i merytoryczne, dlatego myślę, że nie macie się czego wstydzić. Oczywiście nie będę porównywał Polski do innych krajów, bo każde miejsce charakteryzuje się czymś specjalnym, ale macie kilka projektów, które w UEFA pokazujemy jako wzór. Realne środowisko treningowe, jego tworzenie i rola architekta, którą pełni trener, struktura edukacji trenerów… Polska zawiesiła poprzeczkę naprawdę wysoko i nie jest to z mojej strony kurtuazja.

Co UEFA stawia zatem za wzór innym krajom? – Choćby nowy kurs UEFA C, który powstał w poprzednim roku i jego kształt. PZPN działa na dużą skalę, a poziom tych działań jest najwyższy. Z tą licencją jest trochę jak z prawem jazdy. Nie nauczymy się samej teorii, bez wyjazdu na ulicę. To, że postawiliście w tak dużym stopniu na praktykę, prowadzenie zajęć i ich przygotowanie, jest fantastyczne.

Refleksja, feedback i jeszcze raz refleksja

Zajęcia na kursach trenerskich trwają od sześciu do ośmiu godzin. Już w ich programach znacznie więcej niż wcześniej jest pracy w mikrogrupach, pracy na boisku. Zmianom ulec mają też jednak formy prelekcji edukatorów, których przykładów mogli oni doświadczyć podczas makroregionalnego szkolenia na własnej skórze.

– Ciągła edukacja i rozwój. Ci, którzy nie podejmą wyzwania, będą mieli bardzo trudno. Kursanci są bardzo wymagający i musimy się do tego dostosować – przyznał Adam Łopatko, Koordynator Kształcenia i Licencjonowania Trenerów. – Idziemy w techniki warsztatowe, bo to jest bardzo skuteczne. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że dla trenera najważniejsze jest boisko, dlatego musimy być jak najbliżej niego.

Grycmann: – Nie chcemy wykładów dłuższych niż 45 minut. Reszta to mają być prace warsztatowe. Podczas szkolenia mieliśmy zajęcia z psychologami, którzy zaprezentowali jakie formy i narzędzia trenerzy zastosować mogą w budowaniu świadomości zawodników. Po to jeździmy do UEFA, by uczyć się od najlepszych i później pokazywać to wszystko piętro niżej.

Wszystkie badania naukowe mówią, że kiedy uczymy innych, uczymy też siebie – wtórował Piotr Grzelak, wicedyrektor szkoły trenerów.

Podczas spotkania dużo emocji wywoływały dyskusje, na które przewidziano specjalne bloki. – Gdy rozmawiamy o danym treningu, trener z automatu ma w głowie obronę. Nawet tutaj prowadzący odpowiadał na atak, mimo że dyskusja toczyła się na argumenty. Ale taki jest nasz intuicyjny odbiór, gdy udzielamy komuś feedbacku. To ten sam mechanizm, który pojawia się np. gdy zatrzymuje nas policja. Jesteśmy zestresowani, choć czasami policjant chce nam tylko przekazać informację, że np. odbywa się tu przejazd rządowej kolumny. Trenerzy cały czas są pod presją – rodziców, mediów, prezesów – uzupełniał Grzelak.

Z jednej strony musimy trenera wyciągać ze strefy komfortu, ale z drugiej, musimy dać mu przestrzeń i przyjazne środowisko. Jesteśmy przyzwyczajeni, że ocena nie służy podnoszeniu wartości człowieka, a wytykaniu jego błędów – dodał. – Feedback nie jest jednak oceną. Ma być informacją zwrotną, ma nam pokazać czy idziemy w dobrym kierunku i w odpowiednim tempie. Nie chodzi o to, żeby atmosfera była zbyt ciepła, ale człowiek musi czuć się swobodnie. Taka jest rola edukatora. Chcemy refleksji, chcemy chłodnej oceny i analizy treningu, dlatego przekaz musi być pozytywny. Środowisko, które stworzymy, musi być najbardziej przyjazne dla nauki. Pokażmy, co trener zrobił dobrze, a następnie zachęcajmy go do tego, by jeszcze bardziej „podkręcił” swoją pracę. Edukator ma narzędzia, ale sam jest narzędziem, by podnosić poziom innych.

Kolejne spotkania odbędą się w Białymstoku, Rzeszowie oraz Szczecinie.

Można powiedzieć, że wszystko to wygląda bardzo słodko i kolorowo. Być może znów będzie się nam zarzucać, że o szkole trenerów piszemy tak pozytywnie. Trudno przyczepić się jednak do całego procesu i obranej drogi. Krytykom do myślenia powinno też dać spojrzenie specjalistów z UEFA. Optymizmem napawać może sporo świeżej krwi w szeregach edukatorów i wymagania wobec nich. Bo szatnia, sposobem, została przewietrzona.

Oczywiście – zanim zmiany odczuwalne będą na poziomie kursów w poszczególnych województwach, upłynie jeszcze trochę czasu. Przecież mówimy o ścieżce edukacji rozbitej minimum na pięć czy sześć lat, a jeśli ktoś ma tę nową ścieżkę przejść w całości, znaczy to… że dopiero zaczyna.

Z BIAŁEJ PODLASKIEJ – PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. Szymon Chalimoniuk/PZPN