Martyna i Adrian Duchnowscy – piłkarskie rodzeństwo z Podlasia

Ona rozpoczynała od zajęć tanecznych, z których zrezygnowała, gdy tylko poznała smak podwórkowej piłki. On w futbolu zakochany był od zawsze i już w wieku sześciu lat trafił do swojej pierwszej drużyny. Długo trenowali w jednym klubie i choć później ich drogi dość znacząco się od siebie różniły, to obojgu udało się wdrapać na poziom profesjonalny. Dzisiaj Martyna Duchnowska walczy o mistrzostwo kraju, podczas gdy starszy od niej o dwa lata Adrian regularnie zbiera doświadczenie na poziomie trzeciej ligi.

Martyna i Adrian Duchnowscy – piłkarskie rodzeństwo z Podlasia

Rodzinny dom Duchnowskich stoi w oddalonej o dziesięć kilometrów od Białegostoku Niewodnicy Koryckiej. To przed nim, na własnym podwórku, kilkuletni Adrian godzinami kopał piłkę. Z początku sam, aż pewnego dnia dołączyła do niego Martyna, w której mama widziała jeszcze wtedy przyszłą tancerkę.

„Pograłam trochę z bratem i tak mi się spodobało, że od razu poszłam do rodziców, aby im powiedzieć, że nie chcę już chodzić na tańce i wolę trenować piłkę” – wspomina napastniczka. Państwo Duchnowscy nie zamierzali blokować córki i wkrótce Martyna dołączyła do Talentu, nowopowstałej białostockiej akademii piłkarskiej. Jednym z jej założycieli był Piotr Matys, pracujący wcześniej jako trener rocznika 2002 w MOSP Jagiellonii Białystok. Ze swoimi podopiecznymi ze szkółki były piłkarz m.in. Stomilu Olsztyn i ŁKS-u zżył się na tyle, że nie chciał ich tak po prostu zostawiać. Zabrał więc cały zespół ze sobą i w ten sposób do Talentu trafił Adrian. Działo się to kilka miesięcy przed dołączeniem do klubu jego siostry.

W Talencie nie było wtedy oddzielnej sekcji dziewcząt. Duchnowska trenowała z chłopakami i wcale od nich nie odstawała. Ba, potrafiła się nawet na ich tle wyróżniać. Klub zmieniła dopiero po ukończeniu podstawówki, kiedy nie mogła już grać w meczach ligowych z kolegami. Przeniosła się wówczas do Włókniarza Białystok i od tego momentu grała już z dziewczętami, natomiast w szkole wciąż spędzała czas głównie z chłopcami. Nie mogło być inaczej – Martyna była jedyną dziewczyną w dwudziestodziewięcioosobowej klasie. „Nigdy nie miałam z tym problemu. Na podwórku też zawsze grałam z chłopakami i bardzo dobrze z nimi żyłam” – przyznaje 18-latka.

W 2020 roku Duchnowska przeszła do Górnika Łęczna. Szesnastoletnia wówczas napastniczka strzelała mnóstwo goli, dzięki czemu wzbudziła zainteresowanie największych w Polsce klubów z sekcją kobiecą. Mimo kilku propozycji nie miała wątpliwości, że chce grać na Lubelszczyźnie. Górnik był wtedy mistrzem kraju, a poza Martyną przechodziły do niego także dwie inne zawodniczki z Włókniarza: Urszula Onoszko i Aleksandra Omelianowicz. A wiadomo przecież, że w grupie raźniej.

Z nowym klubem Martyna wywalczyła wicemistrzostwo Centralnej Ligi Juniorek U-17 w sezonie 2020/21. Właściwie cały ubiegły rok Duchnowska może zaliczyć do udanych. Po sukcesie w piłce juniorskiej szybko została włączona do kadry pierwszego zespołu Górnika i doczekała się swojego pierwszego powołania do reprezentacji Polski do lat 19.

Martyna jest w kadrze jedną z niewielu zawodniczek, które w przeszłości nie były powoływane na zgrupowania Akademii Młodych Orłów, ani młodszych reprezentacji. Cierpliwie pracowała na swoją szansę, wierząc, że prędzej czy później zostanie dostrzeżona i doceniona.

O powołaniu do reprezentacji wciąż marzy również brat Martyny. Jak na razie Adrian musi się jednak koncentrować na walce o utrzymanie w trzeciej lidze. Jego Znicz Biała Piska znajduje się obecnie w strefie spadkowej, a to dla klubu i samego zawodnika pewna nowość. W poprzednich dwóch sezonach ekipa z Mazur zajmowała w tabeli wysokie szóste miejsce, sam Adrian zaś grał w czwartoligowych rezerwach Wisły Płock, którym bliżej było do awansu, niż drżenia o utrzymanie.

W obliczu powyższego myśli o reprezentacji wydają się mocno oderwane od rzeczywistości. „Kariera piłkarza jest bardzo nieprzewidywalna. Jeden sezon, jedna runda mogą bardzo dużo zmienić. Wierzę w to, że jestem w stanie zagrać jeszcze na Stadionie Narodowym. Znam mnóstwo przykładów na to, że kariera może się szybko rozwinąć. Na potwierdzenie zawsze przytaczam historię Kamila Piątkowskiego” – odpowiada 20-letni obrońca.

Występ na PGE Narodowym, do którego nawiązuje, miał miejsce w 2014 roku. W finale XIV edycji turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” Szkoła Podstawowa nr 5 z Białegostoku, z Adrianem w składzie, mierzyła się z rówieśnikami z Małopolski. I choć chłopcy z Podlasia przegrali 0:1, to zyskali mnóstwo doświadczeń i pięknych wspomnień. „Do dzisiaj wspominam ten dzień. Kiedy przejeżdżam obok lub jestem na trybunach stadionu, dociera do mnie, że kiedyś było mi dane stać na tym boisku i rozegrać na nim mecz. To było fantastyczne przeżycie dla chłopaka, który od zawsze marzył o grze w piłkę” –  przyznaje Duchnowski.

Udanym występem w turnieju Adrian zwrócił na siebie uwagę trenerów i skautów z Polskiego Związku Piłki Nożnej. Rok później otrzymał powołanie na Letnią Akademię Młodych Orłów dla chłopców z roczników 2002 i 2003. Spotkał tam m.in. Jakuba Kamińskiego, Filipa Marchwińskiego, Kacpra Tobiasza, Mikołaja Biegańskiego, Marcela Wędrychowskiego czy Jakuba Kałuzińskiego. „Pamiętam, że wszyscy mieliśmy bardzo dobry kontakt. Do dziś utrzymuję go z Kubą Kałuzińskim, grającym obecnie w Lechii Gdańsk. Z kolei z Kubą Kamińskim byliśmy w jednej grupie” – wspomina Duchnowski.

W kolejnym sezonie Adrian otrzymał kolejny powód do radości. Trener Robert Wójcik powołał go bowiem na konsultację selekcyjną reprezentacji Polski U-15. Poza Duchnowskim zaproszenia otrzymało także czterech innych zawodników białostockiego Talentu. Jak widać, nazwa akademii, o której więcej pisaliśmy w naszym tekście z września 2020 roku, bardzo dobrze pasowała do jej wychowanków z rocznika 2002, choć obecnie grają oni na poziomie trzeciej i czwartej ligi. Trzeba przy tym pamiętać, że to zawodnicy, którzy w tym roku skończą dopiero 20 lat. Wszystko zatem przed nimi.

Potencjał byłych podopiecznych Piotra Matysa w przeszłości dostrzegały nawet kluby z Włoch. Korzystając ze swoich kontaktów na Półwyspie Apenińskim trener organizował testy dla najzdolniejszych zawodników ze swojej drużyny. Duchnowski był w Italii trzykrotnie, po raz pierwszy w maju 2017 roku w SPAL i Hellasie Werona: – To było świetne doświadczenie. Włochy to inny świat pod względem infrastruktury. My nie byliśmy w topowych szkółkach, a mimo to wszystko robiło wielkie wrażenie. Treningi trwały ponad dwie godziny, nie było mowy o oszczędzaniu się. Do tego dochodzi pogoda, klimat. Było naprawdę ciężko. Wcześniej nie sądziłem, że jest aż taka różnica. Wiadomo, że my w naszej akademii też bardzo ciężko trenowaliśmy, wyjeżdżaliśmy na obozy w góry, jednak we Włoszech było jeszcze dwa razy mocniej.

W 2018 roku Duchnowski pojechał na kolejne testy. Tym razem bliżej, bo do Płocka, za to u trenera, który kilka miesięcy później został selekcjonerem reprezentacji Polski. Jerzy Brzęczek pozytywnie zaopiniował 16-letniego obrońcę, ten jednak po cichu liczył na transfer do Włoch. Ostatecznie do drugiej drużyny Wisły trafił zimą 2019 roku, z nadzieją na szybkie włączenie do szerokiej kadry „jedynki”.

„Początki w Wiśle były ciężkie. To było pierwsze zderzenie z seniorską piłką, wszedłem do szatni ze starszymi zawodnikami, ten przeskok był naprawdę spory. Myślę, że nieźle sobie z tym poradziłem. Szczególnie dobrze wspominam okres za kadencji Adama Majewskiego. To świetny fachowiec” – zachwala trenera Stali Mielec Duchnowski. „W styczniu 2020 roku byliśmy bardzo dobrze przygotowani do rundy. Sam czułem, że jestem w świetnej formie. Przyszedł jednak covid, który nas wyhamował. Kiedy wróciliśmy do treningów, po chwili okazało się, że trener Majewski odchodzi z klubu. Przeszedł do Stomilu Olsztyn. U nowego trenera występowałem już rzadziej. Oczywiście walczyłem o grę, ale nie wchodząc w szczegóły – trzeba było szukać sobie nowego miejsca. W Płocku zdałem jeszcze maturę, a że kontrakt mi się kończył, to postanowiłem zmienić otoczenie”.

W ten sposób obrońca trafił do Znicza. Zaliczył tym samym sportowy awans (z czwartej do trzeciej ligi), po którym potrzebował kilku tygodni na wywalczenie miejsca w składzie. Od dłuższego czasu gra regularnie, choć ze zmiennym szczęściem. Na ten moment ekipa z Białej Piskiej jest pod kreską i traci sporo goli. Adrian Duchnowski nie traci jednak optymizmu. „Nasi ligowi rywale są mocni, mają doświadczonych napastników. Trzecia liga to dobre miejsce, żeby się na ich tle pokazać i uczyć się z nimi rywalizować. To wszystko zaprocentuje w przyszłości” – nie ma wątpliwości 20-latek.

Obecnie Adrian i Martyna są od siebie oddaleni o ponad 300 kilometrów. W żaden sposób nie przeszkadza im to jednak śledzić wzajemnie swoich losów.

„Adrian bardzo dobrze gra głową, jest niezwykle waleczny i odważny. Nie boi się starć fizycznych. To cechy, które zdecydowanie chciałabym od niego wziąć, gdyby to było możliwe” – twierdzi 18-latka, przyznając jednocześnie, że na bratu zawsze może polegać. „Kiedyś, jak to w rodzeństwie, często się kłóciliśmy, ale dzisiaj mamy dobre relacje. Adrian pomaga mi zarówno na boisku, jak i poza nim. Jeszcze w Białymstoku bardzo często przychodził na moje mecze i chętnie dzielił się swoimi spostrzeżeniami”.

„Martyna ma bardzo dobry instynkt i świetnie porusza się po boisku. Do tego widzi wszystko. Ja czasami z wysokości trybun nie widziałem rozwiązań, które ona za chwilę stosowała. Była w stanie zagrać piłkę w miejsce, które nie przyszło mi do głowy. Zdecydowanie rozumie, o co w tej grze chodzi. Ma taką „czutkę” boiskową” –  to już z kolei opinia Adriana o siostrze. „Chcę, żeby Martyna miała świadomość, że ma starszego brata, który śledzi jej rozwój i na którego zawsze może liczyć. Kiedy gra mniej, powtarzam, żeby była cierpliwa, żeby znała swoją wartość. Wielkim oparciem są dla nas również rodzice. Oni żyją naszymi karierami, a tata nawet sam kiedyś grał w piłkę”.

W tym sezonie oboje grają o inne cele. Martyna marzy o mistrzostwie Polski i awansie na mistrzostwa Europy do lat 19. Adrian walczy o utrzymanie w trzeciej lidze. Oboje jednak myślą długookresowo. I wciąż marzą: o reprezentacji i wyjeździe do zagranicznego klubu. O „pójściu drogą Kamila Piątkowskiego”, jak kilka razy powtórzył Adrian.

Fot. i za: zpodworkanastadion.pl