Reportaże

Najlepsze europejskie akademie znów w Poznaniu. Relacja z Lech Cup

Wielkie emocje, stres, głośny doping kibiców, duża intensywność spotkań, kapitalne indywidualne akcje i piękne bramki. To wszystko było na Lech Cup, turnieju, który został rozegrany na hali UAM w Poznaniu. Lech zmierzył się z takimi markami jak Chelsea, Benfica czy Sporting Lizbona i pokazał się z dobrej strony.

W miniony weekend hala Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza na poznańskim Morasku gościła europejskie akademie z rocznika 2008. Do Poznania przyjechali przedstawiciele Chelsea, Benfiki, Sportingu Lizbona, KRC Genku, Slavii Praga, RB Lipska i Southamptonu. Przez dwa dni (sobotę i niedzielę) drużyny te rywalizowały między sobą w turnieju Lech Cup. Z kolei w piątek na Lech Conference prelegenci części ze wspomnianych klubów przedstawili jak pracują w swoich akademiach (relacja z Lech Conference – link).

– Mamy możliwość wymiany doświadczeń z topowymi akademiami w Europie. Pierwszy dzień tego wydarzenia, czyli Lech Conference – bardzo ciekawi prelegenci, profesjonalne prezentacje i treść przekazana w nich. Cieszę się, że wśród dobrych słów po konferencji prezentacja Lecha Poznań wywołała duże uznanie u trenerów – stwierdził w rozmowie naszym portalem szef szkolenia w Akademii Lecha, Rafał Ulatowski.

Ale wróćmy do dwudniowej rywalizacji na placu gry. Format rozgrywek – 5v5. Na hali, która została pokryta sztuczną trawą. W sobotę każdy grał z każdym, a mecze trwały po 12 minut. Pierwszego dnia Lech wygrał 5 z 7 spotkań i z drugiego miejsca awansował do grupy mistrzowskiej, czyli tzw. Ligi Mistrzów. Wśród czterech najlepszych zespołów oprócz Lecha znaleźli się RB Lipsk, KRC Genk i Sporting Lizbona.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z kolejnej edycji Lech Cup. Dobre zespoły, duża jakość, a nasi zawodnicy mierzyli się z silnymi zespołami. To też nam pokazuje, w jakim miejscu jesteśmy. Bo nie jesteśmy dodatkiem do turnieju, ale rywalem równorzędnym, co w przeszłości nie miało miejsca. Uczyliśmy się futbolu. Teraz gramy jak równy z równym, co też rzutuje na zaproszenia na zagraniczne turnieje – ocenia Hubert Nowacki, organizator Lech Cup.

W zeszłym roku w ostatniej chwili zmieniono miejsce rozgrywania Lech Cup. Czy podczas XIII edycji pojawiły się jakieś problemy? – W tym roku nie było większych problemów z organizacją. Wszystko wyszło zgodnie z harmonogramem. To już XIII edycja Lech Cup, a wielu ludzi pracuje przy tym turnieju od wielu lat. Zatem organizacja nie stanowi dużego wyzwania, jak to było w zeszłym roku, kiedy musieliśmy przenieść turniej na dwa dni przed jego rozpoczęciem. W zeszłym roku przetarliśmy szlaki z halą UAM – zaznacza Nowacki.

W poprzednich latach na Lech Cupie występowały takie drużyny jak HSV, Bayern Monachium, Hertha czy Arsenal. Obsada od zawsze była bardzo mocna. Tak samo było i tym razem, ale dlaczego nie pojawiły się wyżej wymienione zespoły?

– Zmieniliśmy garnitur drużyn, które występują. Każdego roku staramy się, żeby kluby były atrakcyjne dla kibiców, żeby nie iść sprawdzonymi schematami. Mamy dobry kontakt z drużynami. Jestem przekonany, że jakbym wysłał jutro zaproszenia, to od razu otrzymałby potwierdzenie przybycia na przyszły rok. Na wiosnę dyskutujemy w akademii, kogo zaprosić. Teraz mamy dwóch debiutantów – Southampton i Genk. Belgowie pokazują dużą jakość, mamy fajne przemyślenia i wnioski, po tym jak się zaprezentowali. Odrzuciliśmy cztery zgłoszenia na ten rok m.in. Austrii Wiedeń, Arsenalu czy Herthy. Duże marki się do nas same zgłaszają, ale nie było już miejsca – wyjaśnia organizator.

W całym turnieju najlepsza okazała się drużyna z Niemiec, RB Lipsk. W finale pokonali KRC Genk 6:2. Byli bezlitośni dla rywali w tym meczu. Czyhali na błędy i po nich zdobywali bramki. Prezentowali równą formę przez cały turniej. Grali sporo krótkimi podaniami i mieli bardzo skutecznego napastnika, który wyróżniał się nie tylko z uwagi na charakterystyczne gogle, ale i wysokie umiejętności indywidualne.

W finale spotkały się dwa najlepsze zespoły na tym turnieju pod względem umiejętności. Był to świetny mecz w naszym wykonaniu, ale zaznaczę, że Genk to naprawdę świetna drużyna. Przy odrobinie szczęścia to oni mogli wygrać ten turniej – ocenił w rozmowie z nami szkoleniowiec z Lipska.

RB Lipsk tydzień temu okazał się najlepszą drużyną na Number One Cup w Gdańsku (relacja z turnieju), ale w rok starszej kategorii wiekowej. – Cieszymy się, że nasze zespoły dobrze prezentują się na tak dobrze obsadzonych turniejach. Mamy zespoły na bardzo wysokim poziomie. Fajnie się złożyło, że tydzień temu rocznik 2007 wygrał Number One Cup w Gdańsku, a my teraz triumfowaliśmy na Lech Cup – dodaje trener.

Lech Poznań miewał lepsze i gorsze momenty na tym turnieju. Podopieczni Łukasza Chęcińskiego w sobotę nie przegrali żadnego meczu. Następnego dnia nie byli już w stanie powtórzyć tego wyczynu. Porażki z Genkiem i Lipskiem spowodowały, że zagrali ze Sportingiem Lizbona o 3. miejsce.

“Kolejorz” miał patent na portugalską ekipę, bo trzykrotnie na tym turnieju wygrywał z nimi 1:0. W meczu o brązowy medal już w 30. sekundzie Tymoteusz Gmur, kapitan zespołu, wyprowadził Lecha na prowadzenie, którego poznaniacy nie oddali do końca spotkania. Umiejętna gra w defensywie i wysoki pressing spowodowały, że Lech znalazł się na podium.

– To był ostatni mecz tego dwudniowego turnieju, więc było widać zmęczenie w każdej drużynie. Początek spotkania finałowego należał wyraźnie do nas. Później Sporting dobrze ustawił się pod nasz zespół i mecz zdecydowanie się wyrównał. Towarzyszyły spore emocje. Wielkie brawa dla naszych zawodników za walkę, zaangażowanie i mądre rozwiązania podczas meczów – ocenił postawę swojego zespołu Łukasz Chęciński.

Na trybunach pojawiło się wielu kibiców. Hala UAM zebrała sporą widownię, a Lech mógł liczyć na głośny doping. Zapadł nam w pamięć jeden duet ojca z synem. Warto zaznaczyć, że nie siedzieli obok siebie. Dzieliła ich dość spora odległość. Chłopak krzyczał: “Poznań! Poznań!”, a ojciec równie głośno mu odpowiadał: “Hej, Koooolejorz!”

Młodzi Polacy zmierzyli się z pewną presją, słyszeli głosy fanów, ale ich to nie ruszało. Zaprezentowali się z dobrej strony na tle mocnych rywali. Do tego cała otoczka tego turnieju: spiker Lecha wyczytywał ich nazwiska, a sylwetki wszyscy mogli zobaczyć na telebimie. – Bardzo cieszymy się, że chłopcy mogli grać w takim turnieju. Są kibice, jest głośno, dużo się dzieje. Oni w tym wieku już muszą oswajać się z taką presją. Dla nich niesamowite wyzwanie, z którym sobie poradzili – uważa szkoleniowiec Lecha.

Jaki styl prezentował Lech? Grali tak, jak przyzwyczaiły nas polskie drużyny, czyli agresywnie i siłowo? – Lech jest bardzo silnym zespołem na tym turnieju. Dobrze czują się z piłką przy nodze. Grają na dużej intensywności. Bramkarz jest bardzo skupiony na piłce, nawet gdy jest pod presją, potrafi dobrze zagrać – ocenił “Lechitów” Sam Hurell, szkoleniowiec Chelsea.

Gra Lecha nie opierała się tylko na zespołowości, wręcz można rzec, że bardziej widoczne były indywidualności, na co zwrócił uwagę sam Rafał Ulatowski: – Tymoteusz Gmur to połączenie Klupsia i Jóźwiaka. O każdym z tych zawodników można byłoby powiedzieć coś dobrego. U nas była widoczna żywiołowość, bezpośredniość, zaangażowanie i serce do gry.

Który rywal był najbardziej niewygodny dla Lecha? – Najciężej grało się przeciwko KRC Genk. Grali bardzo szybko piłką. Do tego podejmowali ekspresowe decyzje – odpowiada trener Lecha.

Najbardziej zaimponował mi KRC Genk ze względu na umiejętności indywidualne oraz strefę mentalną – stwierdza szef szkolenia “Kolejorza”. Absolutnie z tym zdaniem się zgadzamy. Belgowie sprawiali wrażenie bardzo dojrzałej ekipy, która była skupiona na grze. Po strzelonych bramkach zawodnicy pokazywali na głowę. Ci 11-latkowie zachowaniem na boisku przypominali seniorów.

– Dla nas, trenerów, nie jest ważne to czy wygrywamy turniej, czy nie. Dla nas ważny jest rozwój zawodników i obserwacja, co dają im zdobyte punkty w meczach. Na ten turniej mieliśmy założenie, żeby po strzelonej bramce szybko strzelić kolejną. Mówiłem chłopakom: “grajcie z głową. Jeśli strzelicie bramkę, nie cieszcie się zbyt mocno, żeby nie stracić koncentracji. Skupcie się na tym, co musicie zrobić. Jeśli mamy bronić to skupmy się na bronieniu. Całą drużyną bronimy i całą drużyną atakujemy”. Tego ich uczymy. Wynik nie ma znaczenia – wyjaśnia trener Genku, Frank Kerhofs.

Ten zespół również bardzo szybko podejmował decyzje, grali często z pierwszej piłki. Z przyjemnością patrzyliśmy na to, w jaki sposób rozgrywają akcje zawodnicy z Belgii. To pokazuje też, że to nie przypadek, że z akademii Genk wychodzą tacy zawodnicy jak Kevin de Bruyne, Thibaut Courtois czy Divock Origi.

Zwróciliśmy również uwagę na rozgrzewkę Genku. Była dość nietypowa, bo np. tańczyli czy podbijali piłkę na sznurku. To wszystko miało na celu odstresować zawodników przed meczem oraz nastroić ich na to, w jakim tempie będą grać. Każdy ruch na boisku ma być zgodny z rytmem, dlatego podczas ćwiczeń trenerzy i piłkarze klaskali. Podczas samego starcia na boisku było widać luz.

Tego nie można powiedzieć o Chelsea. Angielskie ekipy, czyli “The Blues” i Southampton, przyjechały do Poznania młodszymi zawodnikami. Jak wiadomo związane jest to z ich edukacją szkolną. Jednak zaskakujące jest to, że nie radzili sobie z presją. Z ust trenerów często słyszeliśmy słowa: “relax” i “keep calm”.

– Ten turniej jest stresujący dla naszych zawodników – nowe otoczenie, doping na trybunach. Starałem się im przekazywać, żeby się zrelaksowali, utrzymali spokój, gdy są przy piłce, żeby nie panikowali i grali w szybszym tempie – opowiedział nam Sam Hurell.

Pierwszego dnia “The Blues” nie radzili sobie zbyt dobrze, a drugiego udowodnili, że mają spore umiejętności indywidualne i dobrze budują akcje od tyłu. Ostatecznie zajęli piąte miejsce.

Chelsea uwielbia tutaj przyjeżdżać i robi to od dziesięciu lat. To jest świetny turniej dla tych chłopaków. To jest dla nich duży test – nowe otoczenie, fani, rywale na wysokim poziomie, którzy prezentują różne style grania – dodaje szkoleniowiec Chelsea.

Lech Cup stał na wysokim poziomie, ale trzeba pamiętać, że format tych rozgrywek, czyli 5v5 wiele też nam nie pokazuje. Więcej można dostrzec błędów i różnic na większej płycie boiska. Na pewno jest to fajne doświadczenie dla młodych piłkarzy “Kolejorza”. Oswajają się z dużą publiką, rywalizują z najlepszymi rówieśnikami z Europy. Dzięki czemu podnoszą swoje umiejętności indywidualne i się rozwijają.

Dwa dni turnieju na bardzo wysokim poziomie. Widać, że umiejętności indywidualne robią różnice w każdej kategorii wiekowej. W każdym z tych zespołów, które brały udział w Lech Cup, są zawodnicy wyróżniający się ponad przeciętność. Pewnie do nich będzie należała piłkarska przyszłość – sądzi Ulatowski.

To jest najwyższa europejska półka, jeśli chodzi o poziom. Bo mamy tutaj topowe akademie z całej Europy. Oni reprezentują różne style: Portugalczycy grają inaczej, Niemcy są bardziej pragmatyczni, czekają na błąd i punktują rywala, a drużyny angielskie stawiają na bardzo otwarty futbol i rozpoczynanie akcji od tyłu. Cieszę się, że mogliśmy spotkać się z takimi rywalami – podsumowuje Chęciński.

Oby było jak najwięcej takich możliwości sprawdzenia się z najlepszymi w Europie. Polacy mają pojęcie o organizacji takich wydarzeń i to też ma wpływ na to, że ci najlepsi chętnie do nas przyjeżdżają, a później polskie ekipy zapraszają też do siebie.

Z POZNANIA – ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Arkadiusz Dobruchowski, Aleksandra Dobruchowska