Reportaże

Biznes, piłka nożna i marketing – misja Sportis SFC Łochowo, klubu Marcina Krzywickiego

Czy na piłce nożnej można w Polsce zarobić? Czy warto inwestować pieniądze w klub piłkarski? Odpowiedź na to pytanie jeszcze 10-15 lat temu byłaby jednoznaczna. Obecnie rynek wygląda zupełnie inaczej, a swoją firmę, jaką jest klub, można promować i pokazywać w zupełnie inny sposób, dzięki m.in. mediom społecznościowym. Sportis Social Football Club Łochowo istnieje zaledwie dwa lata, występuje w IV lidze i buduje swoją markę przez social media. Jak stworzyć klub od zera? Jak pozyskać i zbudować relacje z nowym kibicem? Poznajcie historię klubu z mniejszej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim.

KS Łochowo powstał jako stowarzyszenie w 2003 roku. Był to klub finansowany przez gminę. A pieniądze pozwalały na podstawowe funkcjonowanie. Drużynie udało się awansować do klasy okręgowej. Historyczny sukces, wiązał się również z dodatkowymi problemami w postaci wszelkiego rodzaju kosztów. – Do tej pory było tak, że zawodnicy na mecze jeździli rowerami lub szli pieszo, bo mieli wszędzie blisko. A na tym poziomie był już potrzebny transport – zaznacza Sebastian Zieliński, dyrektor generalny Sportis SFC Łochowo.

Sezon 2017/18 rozpoczął się fatalnie dla KS-u. Po rundzie jesiennej zajmowali ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem trzech punktów, a po drodze zdarzyły się jeszcze trzy walkowery. Byli murowanym kandydatem do spadku. – Tomasz Cyrankiewicz działał w tym klubie, pomagał finansowo. Z uwagi na fakt, że razem działamy w jednej spółce akcyjnej, usiedliśmy do rozmów a propos drużyny. Stwierdziliśmy, że jeśli mamy wspierać ten klub, to będziemy robić coś historycznego. Nie chcieliśmy dawać tylko pieniędzy, aby klub przetrwał najbliższe pół roku. Jeśli mamy w to wejść, to ze swoją wizją i strategią działania. Na początku 2018 roku stworzyliśmy Sportis Social Football Club, czyli pierwszy klub kierowany do społeczności internetowej. Bo w tej materii jest większy potencjał, aniżeli w społeczności lokalnej – uważa Zieliński.

Dzięki determinacji i przemyślanej strategii powstał Sportis SFC Łochowo. Następnie doszło do rebrandingu. Wiadomo, że pomysł na powstanie tego klubu na początku nie wiązał się z dużym optymizmem wśród lokalnej społeczności. Tym bardziej że w założeniu klub interesował się bardziej internetową społecznością, a nie kibicami z mniejszej miejscowości. – 24 czerwca 2018 roku, czyli w dniu, kiedy Polska grała z Kolumbią na mistrzostwach Świata w Rosji, zorganizowaliśmy pierwszy event związany z naszym klubem w bydgoskim Multikinie. Przyszło ponad sto osób. Zaprezentowaliśmy tam koncept naszego klubu – dlaczego Sportis? Jak ma funkcjonować? Co chcemy tworzyć? Było bardzo wesoło, bo oprócz merytorycznej prezentacji na tym spotkaniu był mecz i whisky (śmiech) – opowiada dyrektor generalny Sportis.

Zaczęło się robić o nas głośno. Social wizja Sportis miała tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jednak z upływem czasu, gdy podjęliśmy konkretne działania, zaczęło się to wszystko zmieniać i po dwóch latach przekonaliśmy do siebie sporą grupę osób. A jeśli chodzi o samą piłkę nożną, to naszym pierwszym transferem był “Krzywy”. Później jakoś to poszło (śmiech) – dodaje.

To właśnie postać Marcina Krzywickiego jest bardzo istotna w tej opowieści. Bo jeśli słyszeliście o takim klubie jak Sportis SFC Łochowo, to pewnie za sprawą wspomnianego “Krzywego”. Krzywicki, który swego czasu został mianowany przez obserwujących “królem Twittera”, słynie z dużego dystansu do siebie i niekonwencjonalnych żartów, odpowiada za media społecznościowe klubu. – Wizja naszego klubu – Social Football Club bardzo nam się spinała z “Krzywym”, bo on się na tym zna. To nie było tylko wzmocnienie drużyny piłkarskiej. Od razu podjęliśmy rozmowy o tym, żeby był członkiem zarządu, współzałożycielem klubu, a obecnie jest prezesem agencji marketingowej. Ma szerszy zakres obowiązków, niż sama gra – podkreśla Zieliński.

W sezonie 2017/18 Sportis utrzymał się w klasie okręgowej, a w kolejnych rozgrywkach wywalczył awans do IV ligi. W skróconym sezonie z uwagi na pandemię koronawirusa zajęli czwarte miejsce w lidze ze stratą siedmiu punktów do pierwszego, Pomorzanina Toruń. Teraz czas na awans do III ligi? – Nie ma wielkiego ciśnienia, żeby w tym roku awansować do III ligi. Gramy o jak najwyższe cele, ale jeśli nie będzie tego awansu, to nie oznacza, że nie będziemy wiedzieć, co dalej robić. Dla nas najważniejsze są kwestie organizacyjne i rozwój akademii – dodaje.

 

Charakterystycznym motywem dla Sportis Łochowo są koszulki w moro. Dlaczego? Szymon Mikulski, manager pierwszego zespołu, był pierwszym sponsorem klubu. Jest byłym wojskowym. Motywu moro trzymamy się od początku. Było szare, potem żółte i teraz mamy kolejne – opowiada Marcin Krzywicki.

– Moro ma się kojarzyć z fighterem, żołnierską dyscypliną i mottem “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Ma to konotacje z etosem żołnierza – dodaje dyrektor kreatywny, Magdalena Wardowska.

A na treningach jest musztra? – Tak, trener Robert Wójcik trzyma dyscyplinę. Postać trenera Wójcika  jest bardzo ważna, bo on ma być u nas szkoleniowcem na lata. Mam nadzieję, że nie będzie jak z Wojciechem Stawowym, który podpisał dziesięcioletni kontrakt, a trenował Cracovię przez trzy miesiące – odpowiada “Krzywy”.

Sportis Social Football Club jest spółką akcyjną i zrzesza inne organizacje: Sportis Academy, Sportis KKP Bydgoszcz, Sportis Business Club, Agencję sportowo-marketingową ProFit.

Czym jest Business Club? – To działalność zrzeszającą naszych partnerów, czyli “serce” naszego klubu, które pompuje środki bez których nie moglibyśmy rozwijać Akademii i szkolić młodych adeptów piłki nożnej, co jest naszym priorytetem. Mamy już grupę przedsiębiorców, którym podoba się to, co robimy – uważa Sebastian Zieliński.

 Inauguracja BC miała formę interaktywnych prezentacji z udziałem sponsorów i kluczowych partnerów, a część bankietowa została zorganizowana w formie grilla z integracją. W najbliższy czwartek  w bydgoskim Wake Parku o godzinie 18:30 odbędzie się prezentacja zawodników Sportis SFC Łochowo i Sportis KKP Bydgoszcz, dodatkowo partnerów BC zapraszamy do specjalnej wydzielonej strefy VIP. Sama impreza jest otwarta dla wszystkich zainteresowanych. Zapraszamy do rozmów, integracji oraz pamiątkowych zdjęć z piłkarzami, piłkarkami oraz sztabem szkoleniowym– mówi Wardowska.

Kolaż zdjęć z biura klubu Sportis w Bydgoszczy

Jaka jest filozofia klubu? – Globalna, choć nie zapominamy o historii małej miejscowości. Przeskakujemy barierę lokalną nie tylko o region, ale i kraj. Jednym z dowodów są ostatnie międzynarodowe transfery do klubu. W Sportis “gramy o biznes” – wychodzimy z założenia, że sport koreluje z biznesem. Obie dziedziny łączy ten sam kodeks, którego się trzymamy, jeżeli chodzi o etykę biznesu i grę fair play. Podobnie jak na boisku kluczowe są: strategia, cele, synergia i wyniki – zaznacza Wardowska.

Archetyp marki. Czym jest Sportis i dla kogo? – Nasze grupy docelowe są dość szerokie: akcjonariusz, starsi zawodnicy, rodzice, ludzie, którzy oglądają sport w telewizji lub internecie, ale identyfikują się z nami. Definiując Sportis według archetypu marki można powiedzieć, że jesteśmy „towarzyszem” – chronimy, wspieramy, motywujemy, inspirujemy i przede wszystkim budujemy więzi oraz poczucie przynależności. Jesteśmy klubem, gdzie każdy może się z nami utożsamić – podkreśla.

KKP Bydgoszcz, czyli Kobiecy Klub Piłkarski został założony w 2007 roku. W minionym sezonie znaleźli się na miejscu spadkowym. Nie zostali zdegradowani do niższej ligi, ponieważ AZS PWSZ Wałbrzych i Mitech Żywiec wycofały się po zakończeniu rozgrywek. Sportis od jakiegoś czasu negocjował z KKP i efekt jest taki, że na najwyższym poziomie kobiet w Polsce występuje Sportis KKP Bydgoszcz. Doszło do zmian barw klubowych, herbu, kilku wzmocnień. Bydgoszczanki będą rozgrywały swoje mecze przy Słowiańskiej 7 w Bydgoszczy.

Chcemy, żeby Sportis KKP Bydgoszcz grał o najwyższe cele. Docelowo przeprowadziliśmy strategiczne transfery, które sprawią, że klub nie będzie drżał do ostaniach kolejek o utrzymanie w Ekstralidze. Plany są ambitne, a piłka kobieca prężnie się rozwija w Polsce. TVP Sport zaczął transmitować mecze. Wiele zawodniczek zagranicznych trafiło do Ekstraligi Kobiet z takich klubów jak PSV czy Betisu Sevilla. Alice Ogebe przyszła do nas właśnie ze stolicy Andaluzji. Widziałem jej dwa mecze i myślę, że poradziłaby sobie w męskiej lidze – pod względem technicznym na pewno i  fizycznym raczej też. Ten zespół będzie konsekwentne wzmacniany i będzie prezentował się coraz lepiej – podkreśla “Krzywy”, który jest wiceprezesem tego klubu.

Co wyróżnia Sportis SFC Łochowo jako klub? – Stawiamy na trzy sfery: sport, biznes i social. To nie tak, że piłka nożna stanowi priorytet, a później dopiero jet biznes i media społecznościowe. Te sfery mają się łączyć i przenikać. Dzięki temu różni odbiorcy, nie tylko sportowcy, mogą się odnaleźć w projekcie Sportis – np. ja nie mam nic wspólnego z piłką nożną, ale klub ma duży potencjał i zdecydowałam się dołączyć do zespołu kreatywnego – podkreśla Wardowska.

– Rozwijamy media społecznościowe. Prężnie działamy na Facebooku i Instagramie. Ruszyliśmy z Twitterem, lada moment odpalimy YouTube. Wstrzymujemy się jeszcze z Tik Tokiem. Nie zamykamy się tylko na internet. Chcemy odciągnąć dzieci od ekranów smartfonów i laptopów. Dlatego są treningi, szkolenia, czy spotkania w ramach Business Club. Jesteśmy offline i online. Dbamy również o marketing wewnętrzny, komunikację ze sponsorami i partnerami strategicznymi. Rozwijamy media relations – uruchomiliśmy e-pressroom. Regularnie wysyłamy informacje prasowe i zapraszamy dziennikarzy na eventy. Mamy odpowiednie struktury odpowiedzialne za komunikację z mediami – zaznacza dyrektor kreatywny.

 

Jak z pandemią koronawirusa poradził sobie Sportis Łochowo? Czy odczują finansowo jej skutki? – Można powiedzieć, że w pewnym sensie nam pomogła. Bo mieliśmy więcej czasu na przemyślenia. Większość pomysłów zrodziło się podczas pandemii. Nie musieliśmy łączyć pracy kreatywnej z grą w piłkę, transferami itp. Jeśli chodzi o finanse, to zawodnicy tego nie odczuli. Pensje nie były ucinane.Tylko w jednym miesiącu kwota finalna była niższa, bo nie trenowaliśmy. Nasz Business Club się rozrósł i praca nabrała tempa. Zatrudniliśmy nowe osoby – zauważa Krzywicki.

***

Marcin Krzywicki w przeszłości grał m.in. w GKS-ie Bełchatów czy Cracovii. Był też powołany do pierwszej reprezentacji Polski przez Leo Beenhakkera. Dziś jest kapitanem czwartoligowego Sportis Łochowo, członkiem zarządu i prezesem ProFIT Sport Agency – agencji marketingowej odpowiedzialnej za wizerunek i komunikację w Sportis.

Dlaczego zdecydowałeś się wejść w ten projekt?

– Dyrektor generalny, Sebastian Zieliński spotkał się ze mną i przedstawił swoją wizję na funkcjonowanie klubu. Stwierdził, że będę niezbędny w tym planie (śmiech). Długo  mnie nie namawiał. Zaciekawił mnie projektem. Postanowiłem dołączyć. Chciałem wrócić do Bydgoszczy i zająć się swoimi biznesami. Z uwagi na fakt, że znałem wszystkie osoby zaangażowane w rozwój nowego projektu klubu, postanowiłem budować z nimi markę Sportis. Nie żałuję tej decyzji nawet w 1%.

Można to interpretować w ten sposób, że chciałeś spróbować czegoś nowego?

– Można tak powiedzieć. Chciałem przede wszystkim wrócić do Bydgoszczy i nie skupiać się na grze w piłkę nożną. Finalnie zaangażowałem się nie tylko organizacyjnie, ale i piłkarsko.  Szkoda marnować takie umiejętności (śmiech). Wierzę w projekt Sportis, bo spotkałem tu ludzi, dla których sport i biznes idą w parze. Z perspektywy dwóch lat pracy widzę, że się rozwijamy.

Obecnie lepiej czujesz się na boisku czy w social mediach?

– Na razie łączę obie te rzeczywistości – wirtualną i boiskową. W social mediach koszę niezłe zasięgi, a i na boisku daję radę. Po dwóch kolejkach czwartej ligi mam na swoim koncie trzy bramki i dwie asysty. Spokojnie. Mam z tyłu głowy, że to czwarta liga. Nie chodzę po mieście i się tym chwalę, napotkanym przypadkowo dziewczynom. Czuję się dobrze, jestem kondycyjnie przygotowany. Trochę nam przeszkodziła pandemia, bo byłem jeszcze w lepszej dyspozycji. Po drodze jeszcze złapałem kontuzję, ale w tym wieku to normalne.

Pełnisz w klubie kilka ról – grasz w piłkę, jesteś członkiem zarządu, prezesem ProFIT Sport Agency, do tego prowadzisz gabinet Krzywymusisz. Jak ty łączysz ze sobą te wszystkie funkcje?

– KrzwyMusisz jest obecnie zawieszone, bo wprowadzamy dużo zmian, ale za to prowadzę Krzywy Nadruk. Jestem też wiceprezesem Sportis KKP Bydgoszcz. Faktycznie jest tego dużo. Brakuje jeszcze, żebym kosił trawę przed meczami. To nie jest tak, jak kiedyś wracałem do domu po treningu i odpoczywałem. Teraz obowiązków jest więcej, ale nie narzekam.

Odnajdujesz się za biurkiem i dobrze czujesz się w innej roli, będąc w koszuli pod krawatem?

– Pod krawatem nie, choć jestem goniony, że powinienem chodzić “odstrzelony”. Nie ma  garniturów na dwumetrowców (śmiech). Jednak za biurkiem siedzę i koordynuję wiele spraw. Mamy platformę komunikacyjną naszego teamu, gdzie każdy wie, za co jest odpowiedzialny i do kiedy jest deadline. Odnajduje się w tej roli, ale też każdego dnia się jej uczę.

Jak długo chcesz łączyć grę w piłkę z innymi obowiązkami? Trudno będzie ci zawiesić korki na kołek?

– Aż mi zabronią. Dzisiaj mam 34 lata, a po meczach czuję się, jakbym miał z 64 (śmiech). Nawiązuje tu do tego, że łączę treningi z organizacją klubu. Do tego dochodzi mi Krzywy Nadruk, KrzywyMusisz, rozgrywki kobiecej Ekstraligi, o których już mówiliśmy. Jest tego mnóstwo. Mam wrażenie, że ostatni raz spałem w czerwcu, ale na razie to łączę. Chcę pomóc zespołowi. Wiem, że bliżej mi niż dalej do zawieszenia butów na kołku. W tej drużynie jestem ostatnim zawodnikiem z rocznika 80, więc niedługo będą tylko 90-te i młodsze. Bo regularnie odmładzamy ten zespół i w tym kierunku będziemy szli.

Wy, jako Sportis Łochowo, dążycie do tego, żeby być jak najbardziej rozpoznawalnym klubem w Polsce?

– Na pewno chcielibyśmy, żeby tak było. Pod względem sportowym nam jeszcze sporo brakuje. Ogranicza nas przede wszystkim obiekt, który na czwartą ligę jest fajny, ale mamy krótką trybunę, więc na tę chwilę musimy mierzyć siły na zamiary. Najprawdopodobniej nie dostalibyśmy też licencji na grę w III lidze. Jednak sama murawa i miejsce, gdzie trenujemy i gramy ligowe mecze jest świetne, co też pokazuje fakt, że kilka ekip trenowało tu podczas mistrzostw świata U-20 w 2019 roku. 

A pod względem sportowym to Łochowo chce być drugą Niecieczą? Czy nie patrzycie na to w tych kategoriach?

– Patrzymy przede wszystkim na siebie. Nie ma u nas parcia w tym sezonie, że musimy awansować do III ligi. Gdybym był juniorem, to dla mnie byłoby fajnie mieć taką motywację, że jak będę dobry, to mogę trafić do zespołu seniorskiego. Największym problem jest przejście z piłki juniorskiej do seniorskiej. U nas w Sportis nie mamy na ten moment kategorii juniora starszego i najlepszy juniorzy są w seniorach. To jest dla nich świetna sprawa. Myślę, że jak za młodu trenujesz z seniorami, to później sobie poradzisz. Czy chcemy być drugą Niecieczą? Jeśli będą takie możliwości, że będziemy mieli odpowiedni obiekt, środki na grę w wyższych ligach, to będziemy do tego dążyć. Przede wszystkim sportowo.

Z jakimi problemami borykacie się jako klub?

– Na początku często nam zarzucano, że jesteśmy: “sztucznym tworem” i ściągamy samych zawodników z zagranicy. Też spotkaliśmy się z incydentami na tle rasistowskim. Na trybunach mierzymy się z nieprzychylnymi komentarzami. W drużynie mamy obcokrajowców, ale nie są oni ściągnięci na siłę, żeby sobie pograli. Mamy ich kilku w kadrze, ale wnoszą jakość. Nana Ntuli jest wychowankiem holenderskiego Twente. Był blisko pierwszego zespołu. Widać po nim to wyszkolenie techniczne. Denis Janu występował regularnie w mołdawskiej ekstraklasie. A spotykaliśmy się z ironicznymi komentarzami: “powinniście jeszcze więcej ściągnąć obcokrajowców”. Dzisiaj się z tego śmiejemy, bo z tymi co się najbardziej śmiali, rozstrzygamy mecze już do przerwy (śmiech).

Gdzie widzicie Sportis Łochowo za 10 lat?

– Dążysz do tego, żebym powiedział, że w Ekstraklasie? Na pewno mierzymy wysoko, mamy ambitne cele. Jednak na ten moment to nasz obiekt nie spełnia wymogów trzeciej ligi, więc trudno wybiegać tak daleko w przód. Bo mogą nas spotkać wszelkiego rodzaju problemy. Na pewno widzimy siebie na szczeblu centralnym, jeżeli pytasz o plany sportowe.

***

Drużyny dziecięce i młodzieżowe wcześniej funkcjonowały w KS-ie Łochowo, ale brakowało ciągłości szkolenia, jednej spójnej wizji. Od dwóch lat funkcjonuje szkółka Sportis SFC Łochowo, która docelowo ma być akademią. Mają do niej trafiać najlepsi zawodnicy z okolicy. – Chcemy, żeby naszą pokazową akademią była ta w Łochowie. Następnie, planujemy włączyć w strukturę franczyzowe szkółki, żeby działały na naszych zasadach i pod naszym szyldem. Nie zależy nam na ilości, a na jakości zaznacza Sebastian Zieliński.

Podobny model jak w AP Reissa, czy Gminnej Szkółce Piłkarskiej Sątopy – lokalizacji jest wiele, a najzdolniejsi zawodnicy później trafiają do reprezentacji akademii. Tak też ma być w Sportis SFC. Na razie mają jedną lokalizację – w Przyłękach.

Tak, jak w każdej organizacji stawiamy sobie cele. W 2022 chcemy mieć u siebie 1 000 zawodników, 70 trenerów i prężnie działać w 12 lokalizacjach. Plan jest ambitny. Mamy cel i konsekwentnie do niego dążymy. Jeśli zrealizujemy go w połowie, tragedii nie będzie, ale staramy się go spełnić  w 100% – zaznacza Zieliński.  Jaki jest stan na sierpień 2020 rok? 170 zawodników, 10 trenerów i 1 lokalizacja… Droga do spełnienia celów jeszcze długa. – Gdy przyjedziesz do nas za dwa lata, to możesz nam powiedzieć: “pokażcie tę prezentację z celami na 2022 rok” (śmiech). Na szczęście prezentacja jest edytowalna – dodaje żartobliwie.

Jak na razie szkółka nie przeprowadza selekcji, bo nie ma jeszcze tylu zawodników, aby ich dzielić na poziom zaawansowania. Poziomy pojawią się z czasem. Obecnie każdy może przyjść do szkółki, a comiesięczna składka członkowska wynosi 90 złotych. Młody zawodnik na starcie otrzymuje od klubu dwa komplety strojów meczowych.Gdy dochodzi do rywalizacji, dzieci same rezygnują, gdy widzą, że są słabsi. To naturalna sprawa, że w starszych kategoriach wiekowych dochodzi do rotacji. Przychodzą lepsi zawodnicy, a ci którzy odstają, idą do drugiej drużyny lub do słabszego klubu. Wraz z wzrostem umiejętności, podnosi się poziom treningu uważa Robert Wójcik, trener Sportis Łochowo.

Szkółka trenuje na obiektach gminnych. Korzysta z boiska naturalnego, pełnowymiarowego w Łochowie, boiska naturalnego w Przyłękach, orliku w Łochowie i hali sportowej przy Zespole Szkół w Łochowie. Jeżeli chodzi o warunki do trenowania latem, to są bardzo dobre. Murawa jest zadbana, wygląda prawie jak dywan. W zeszłym roku takie reprezentacje jak Ekwador, Mali czy Włochy trenowały na tym boisku w trakcie trwania mistrzostw świata do lat 20, które odbyły się w Polsce w zeszłym roku.

W okresie zimowym zawodnicy Sportis nie mają stałego miejsca do trenowania. Klub wynajmuje boiska pełnowymiarowe ze sztuczną nawierzchnią w Bydgoszczy. Jednak jest plan, aby powstał ośrodek szkoleniowy z prawdziwego zdarzenia. – Celujemy w 2025 rok, ale sprawy formalne są zawsze największą bolączką – zgody, pozwolenia. To będzie wpływało na to, czy jest to realny termin. Do tego też dochodzą inne kwestie, jak zebranie środków na tę inwestycję. Przymierzamy się do dwóch lokalizacji. Rozmawiamy z dwiema gminami na ten temat. Jednak jeszcze nie jesteśmy w stanie powiedzieć, gdzie ośrodek zostanie zlokalizowany. Nie będzie to w Łochowie, ale może to być gmina Białe Błota, do której należy Łochowo – wyjaśnia dyrektor generalny Sportis. 

Po co taki ośrodek dla takiej szkółki, jak Sportis? – Jeżeli chcemy realizować plany o których mówimy, czyli mieć kilkanaście lokalizacji, gdzie dzieci trenują na orlikach, to najzdolniejszych chcielibyśmy ściągać do tego ośrodka, szlifować ich umiejętności. Później Docelowo będą trafiać do pierwszej drużyny. Jednak też chcemy, żeby szli do wyższych poziomów rozgrywkowych i lig. Współpracujemy z managerami piłkarskimi w wielu krajach i takie transfery są możliwe. To nie jest sfera marzeń. Już w tym momencie najlepsi zawodnicy mogą liczyć na testy w zagranicznych akademiach. A w takim ośrodku szkoleniowym mogą dobrze przygotować się do takiego wyjazdu – wyjaśnia Zieliński.

W klubie jest 7 trenerów, w tym jeden z licencją UEFA PRO, jeden z UEFA A, czterech z UEFA B i jeden z UEFA C. Tym szkoleniowcem z najwyższą licencją jest Robert Wójcik. Doświadczony szkoleniowiec, który w przeszłości pracował m.in. w młodzieżowych reprezentacjach Polski i Olimpii Grudziądz. Dlaczego zdecydował się na pracę w Sportis?

Rozmawiano już ze mną dwa lata temu o ew. przyjściu do Łochowa. Ostatecznie zdecydowałem się na ten ruch w styczniu tego roku. Nie ukrywam, że przedstawiono mi plan na powstanie ośrodka szkoleniowego. To są mojej tereny, niedaleko od Łochowa się wychowałem, więc chciałem przy tym projekcie uczestniczyć. Obecnie jestem trenerem drużyny seniorów. A Piotr Fiutak jest dyrektorem akademii. Jednak to my we dwójkę odpowiadamy za szkolenie w Sportis. Odpowiedzialny jestem też tutaj za szkolenie trenerów. Raz w miesiącu szkoleniowcy będą mieli zajęcia ze mną lub trenerem Fiutakiem. Zajęcia mają charakter teoretyczny i warsztatowy. Mamy grupę młodych trenerów.  A ja mam to wszystko nadzorować. Oczywiście czekamy na ten ośrodek szkoleniowy, który będzie magnesem dla dzieci nie tylko z gminy, ale i okolic. To da nam ogromne możliwości – mówi Wójcik.

– Pracowałem wiele lat poza domem. Działałem przy reprezentacjach młodzieżowych. Najpierw pracowałem z trenerem Michałem Globiszem, a później też sam prowadziłem juniorską kadrę Polski. Później byłem w Jagiellonii Białystok i Olimpii Grudziądz. Tutaj przekonał mnie projekt całego klubu. Zaczynając od budowy drużyny seniorskiej, gdzie mam zawodników z przeszłością w kadrach juniorskich różnych krajów – Boris Kipeya w Belgii, a Nana Ntuli w RPA. Dawid Tomczak był przeze mnie powoływany do młodzieżowej reprezentacji Polski. Klub jest budowany z rozmachem, ale również z rozsądkiem. Obecnie interesuje mnie praca z seniorami, ale ze względu na swoje doświadczenie chcę też tutaj pomagać. Kolejny powód jest taki, że mam blisko do swojego rodzinnego domu i mogę poświęcić więcej czasu najbliższym. A co do klubu to wiem, że ludzie, którzy działają w Sportis są poważni wobec mnie i jest to dla mnie fajne wyzwanie – dodaje.

Czy gdy trener Wójcik przychodził do Sportis, wiedział, że czeka go dużo pracy i należy wiele aspektów zmienić? – Początkowo działałem tylko przy seniorach i budowało mnie to, że przy wprowadzaniu rozumienia gry, otrzymywałem zwrotną: “trenerze udało mi się poprawić ten aspekt”. W okresie pandemii zostałem poproszony, żeby napisać program skierowany do przedszkoli. I dzięki temu wchodzimy z tym projektem od nowego sezonu. Stworzyłem też program szkolenia trenerów. Reasumując, czułem się potrzebny. Lubię pomagać ludziom i mogę to tutaj robić. Nie ma też tutaj presji na wynik. Panuje fajna atmosfera i każdy ma swoje zadania, które musi wykonywać.

Byłem na stażu w Jagiellonii Białystok wraz z innymi trenerami z naszego klubu u Wojciecha Kobeszki. Powiedzieliśmy mu, że jesteśmy z Łochowa koło Bydgoszczy i że nasz trener seniorów kazał go pozdrowić. Zapytał się nas: “kto jest u was trenerem?”. Odpowiadamy, że “Robert Wójcik”. A Kobeszko na to: “to, co wy tutaj robicie przez cały tydzień? Trzeba było u niego na treningach siedzieć! To jest taki dobry trener, że od niego powinniście się uczyć”. To tylko pokazuje, że trener Wójcik jest poważany nie tylko w naszym regionie – opowiada trener Łukasz Michalski.

Sportis wystartował w procesie certyfikacji szkółek PZPN i otrzymał brązową gwiazdkę. Dlatego działają według metodologii szkolenia AMO. Jednak Robert Wójcik podkreśla, że będzie pracował nad autorskim programem szkolenia, aby jeszcze usprawnić jednostkę treningową dla zawodników akademii. – Mamy ciągłość szkoleniową w rocznikach od 2008 do 2015. I dla nich dedykowany jest program AMO i na nim bazujemy. A w starszych rocznikach będziemy chcieli wprowadzać swój autorski program. Trzeba szkolić kreatywnych, odważnych piłkarzy. Intensywność zajęć musi być odpowiednia. Pracowałem w różnych miejscach i różne modele gry widziałem. Spędziłem sporo czasu na różnych stażach. Mam też swoją wizję budowania takiego modelu.

– Jest wielu ludzi w Polsce, którzy zajmują się tzw. rozumieniem gry – obserwacja przestrzeni przez zawodnika. Gdy byłem młodym trenerem nikt mi na to nie zwracał uwagi i tego nie nauczałem. Jednak teraz mając kontakt z takim ludźmi jak Tomasz Włodarek chciałbym, żeby zawodnik rozumiał grę, żeby to nie było podawanie do punktu A lub B. Ma być decyzyjność. Aby ona wystąpiła, to zawodnik musi obserwować przestrzeń, widzieć kolegę z zespołu, jak i też przeciwnika. I na tej wiedzy jest podejmowana decyzja. Młody piłkarz powinien być kreatywny i starać się cały czas myśleć. Ten nasz program szkolenia będzie na tym polegał, aby uczyć tego od małego i stopniować poziom trudności środków treningowych. Tak, aby  zawodnik idąc do starszych kategorii sam wiedział, jak się zachowywać i rozumiał grę, niezależnie od tego, z kim będzie grał i w jakim systemie. Będzie na tyle uniwersalny, że wszędzie sobie poradzi. Obecnie pracuję tak z seniorami. Dla wielu było to coś nowego, a mimo to mówią, że cały czas się rozwijają. Mimo że niektórzy są koło 30-tki. Cały czas można pewne elementy doskonalić – dodaje.

A czy w AMO nie ma tych elementów, o których mówi Wójcik? – AMO to też jest bardzo dobry program, który tworzyli mądrzy ludzie, których znam osobiście. Jednak też jestem człowiekiem, który stara się kreatywnie działać i tworzyć własne środki treningowe. Mam ich mnóstwo. Po odejściu z PZPN-u stworzyłem wiele grafik i animacji. Robię wiele rzeczy, które mają wpływ na zawodników. Potem dochodzi do progresji tych ćwiczeń. Chcę się tym dzielić tutaj, żeby nasi trenerzy poznali moją filozofię. Będzie dochodzić zapewne do dyskusji, ale to dobrze, bo wymiana doświadczeń spowoduje, że jeszcze bardziej można rozwinąć program szkolenia – zaznacza Wójcik.

W Sportis prowadzone są także treningi indywidualne i bramkarskie. Dbają też o sferę mentalną młodych zawodników. – Robert Chojnacki przygotowuje program oddziaływania na zawodników pod kątem mentalnym. W najbliższym czasie odbędą się zajęcia grupowe, warsztatowe, a później będą przeprowadzane w formie indywidualnej – podkreśla Wójcik.

Gdy tylko pojawia się możliwość, żeby pojechać na ciekawy turniej, to nie wahają się ani sekundy i jadą mierzyć się z różnymi rywalami. – Zawsze powtarzam tym młodym chłopakom: “może nie nie będziecie grać w przyszłości w piłkę, ale to co zobaczycie i przeżyjecie, będzie wasze”. Dlatego jeździmy często na turnieje po całej Polsce. Chcemy, żeby chłopcy mierzyli się też z innymi drużynami i przeżywali coś nowego – mówi Piotr Fiutak, dyrektor akademii Sportis Łochowo.

Jakie dodatkowe projekty chce wprowadzać w życie Sportis? Ze stricte piłkarskich rzeczy – dodatkowa jednostka treningowa dla najbardziej uzdolnionej młodzieży. Coś na wzór grupy Talent Pro. – Chcemy też wprowadzić sporty uzupełniające. Ważna też jest akrobatyka, gimnastyka. To teraz w szkole kuleje. Dzieci są mało sprawne. A sam wuef jest traktowany po macoszemu. O tym często też się mówi.  Trzeba z taką ofertą wyjść do dzieci. Aby taki mały chłopiec się niczego nie bał, pokonywał wszelkiego rodzaju przeszkody związane z piłką i bez niej. Mentalność dziecka i wpływanie na nią w podejmowaniu decyzji, pewność siebie. Poruszamy te akcenty w naszych rozmowach i rozwijamy pod tym kątem dzieciaki – zaznacza.

Wdrażany jest u nas w klubie Sportbm, który ułatwi nam pracę z rodzicami. Wszystko jest bardziej przejrzyste. Ta aplikacja sprawia, że rodzicowi łatwiej zamówić sprzęt sportowy, zobaczyć czy syn chodzi regularnie na treningi albo czy ma uregulowane wszystkie składki członkowskie – mówi Fiutak.

Jakie aspiracje ma szkółka Sportis Łochowo? – Chcemy być konkurencyjni i przede wszystkim dobrze szkolić. Chcemy, żeby stąd zawodnicy szli wyżej. Może przez zespół seniorów? Może awansujemy do III ligi? Plany mamy nawet jeszcze dalsze, ale realizujemy je krok po kroku. Mamy zawodników, którzy już teraz mogą się ogrywać i później pokazywać dalej.  A to będzie wielka satysfakcja dla klubu, gdy będą grać wyżej – dodaje.

W jaki sposób Sportis Academy pozyskuje nowych zawodników? Przez skauting? Bazujemy tylko na tym, co się dzieje wokół nas. Mamy obok siebie dużą konkurencję, jaką jest Bydgoszcz. Jest kilka klubów, które dysponują lepszą bazą szkoleniową od nas, więc na dobrą sprawę nie możemy rywalizować z Bydgoszczą. Możemy tylko zapraszać zawodników z okolicznych miejscowości. Dzięki naszej dobrej pracy udało nam się pozyskać nowych chłopców – wyjaśnia dyrektor akademii. – Na ten moment naszym celem nie jest wyszukiwanie talentów, tylko swoją pracę chcemy robić sobie reklamę, aby chłopcy sami chcieli do nas przyjść. A nie, że będziemy jeździć i przekonywać chłopaków do siebie – dodaje Michalski. 

Jakie zalety ma szkółka Sportis? – Praca jest tutaj wykonywana solidnie. Na razie nie mamy najzdolniejszych chłopaków z regionu, bo opieramy się tylko na gminie Białe Błota. Jednak już widać, że dzieci się garną, żeby przyjść do nas. Program PZPN też sprawia, że młodzi zawodnicy mogą się fajnie rozwijać. Myślę, że wyróżnia nas solidność, pracowitość i zaangażowanie ludzi, którzy mają pod sobą młodych zawodników. Swoją pracą też uświadamiamy rodziców, jak i same dzieci. Edukacja jest bardzo ważna. I wspominany już przeze mnie Robert Chojnacki spotyka się z rodzicami i zaznacza, jak powinny wyglądać relacja na linii rodzic – trener, rodzic – piłkarz. Młodzi chłopcy, którzy przychodzą do naszego klubu widzą, że też u nas dużo się dzieje w internecie, prowadzone są transmisję z meczów, zaraz powstanie Sportis TV. Dzieci też utożsamiają się z tym klubem. Hasło “Sport is family” nie jest pustym sloganem. Panuje tu rodzinna atmosfera. To też jest duża zaleta – uważa Robert Wójcik.

Moim zdaniem największa zaletą naszego klubu jest jego organizacja – od samej góry aż po najniższe szczeble, czyli trenerów. Zadania są podzielone między cały zespół, wszystko jest klarowne. Każdy wie za co jest odpowiedzialny. Tak to jest poukładane, że można myśleć na poważnie o szkoleniu. Nie można myśleć o szkoleniu, gdy trenerzy muszą robić wszystko. A gdy zadania są podzielone na poszczególne osoby, to każdy może się skupić na swoim – dodaje Michalski.

Z jakimi ograniczeniami mierzy się szkółka Sportis Academy Łochowo? Gdy pojawi się taki ośrodek szkoleniowy, to wywinduje nas na jeszcze wyższy poziom. Bo zawodników można skoszarować w internacie. Trenowaliby więcej i byłoby to w ramach klas sportowych. Na ten moment to brakuje nam pełnowymiarowego sztucznego boiska. W okresie zimowym byłoby lepiej, żeby starsze roczniki grały na takim boisku – zaznacza Fiutak.

Na pewno zależy nam na tym, żeby było jak najwięcej dzieci. Gdy pojawi się ich wiele, to wiadomo, że sześciu trenerów nie będzie w stanie się nimi zająć. Będzie trzeba podjąć kolejny krok, aby zatrudnić kolejnych szkoleniowców. Największym ograniczeniem jest teraz baza szkoleniowa – uważa trener Łukasz Michalski. – Oczywiście, że mamy fajne boisko i orlik, ale jeśli chcemy mieć więcej dzieci i grup szkoleniowych, to nasza baza musi być większa. To jest spore ograniczenie – dodaje Fiutak.

***

Sportis Łochowo – fajny klub? Na pewno takie sprawia wrażenie. Czy lokalnie też odbierany jest tak jak na zewnątrz? Na pewno miejscowi mogą postrzegać go jako sztuczny twór, który w piłce męskiej powstał z przekształcenia KS Łochowo w Sportis SFC, a w żeńskiej sięgnął po ekstraligową ekipę. Nie są to działania podjęte stricte od zera, tylko budowa marki na podwalinach wcześniejszego miejsca.

Gdyby Sportis wszedł od razu z buta na poziom centralny i tam rozpoczął swoją przygodę, to cała Polska by o tym mówiła. Pewnie większość osób miałaby z tym zarazem dużym problem. Jak odbierany będzie klub z Łochowa, gdy zajdzie nieco wyżej? Wzbudzi sympatię czy antypatię postronnych kibiców piłki nożnej?

Biznes, piłka nożna i marketing – trzy wartości, które razem się zazębiają i tworzą klub. Jest to intrygujące podejście, jeżeli chodzi o budowanie marki. Nie docierają do nowych kibiców, sympatyków bezpośrednio przez piłkę nożną. Ten sport jest dodatkiem do całości. A wydawałoby się, że w klubie piłkarskim jest to najważniejsze… Można inaczej? Można, ale czy to lepiej?

Dobry marketing przyciąga sponsorów, a dzięki temu można rozwijać piłkę nożną. W teorii – banał, w praktyce jest to rzadko dobrze spożytkowane. W Sportis można zauważyć, że to się spina. Najważniejsze jest chyba to, że jest tam duża ekipa pracowników. Każdy ma przydzielone zadanie, które ma zrealizować. Gdy weszliśmy do budynku klubu, nie wylądowaliśmy w kanciapie, jak to zazwyczaj wygląda w klubach czwartoligowych, tylko w miejscu, który przypomina korporację.

Trudno jest znaleźć klub z tak niskiego poziomu rozgrywkowego, który miałby dyrektora kreatywnego. W Sportis jest taka osoba, która nie interesuje się nawet piłką nożną, ale dzięki swojemu nowemu spojrzeniu wpływa na rozwój firmy.

Nie można też zapomnieć o Marcinie Krzywickim. Bo to jest kluczowa postać w rozwoju Sportis. “Krzywy” to swego rodzaju fenomen społeczny, bo jako napastnik strzelił tylko jednego gola w Ekstraklasie, a zbudował sobie sporą rozpoznawalność w naszym kraju. Teraz przekuwa to na klub piłkarski i promuje go swoim nazwiskiem. Jak na razie przynosi to pewien skutek.

A akademia? Trener Robert Wójcik na samym starcie rozmowy powiedział: “szkoda, że przyjechałeś właśnie teraz, a nie za dwa lata, bo to jest dopiero początek”. Skoro klub istnieje od 2018 roku, to wiadomo, że muszą być na początku rozwoju i szkolenia. Co można powiedzieć na ten moment? Brzmi to dobrze, wygląda też nieźle. Na tym etapie nie ma do czego się przyczepić.

Z pewnością szkoleniowiec z takim doświadczeniem jak Wójcik jest w stanie zbudować w Łochowie akademię. Jednak teraz mamy sierpień, a on pracuje w Sportis od stycznia. Trudno o jakieś wnioski, raczej trzeba bacznie obserwować rozwój szkolenia w tym miejscu. Warunki do treningu są niezłe, a mają być jeszcze lepsze.

Gdy przedstawiono nam plan i wizualizację ośrodka szkoleniowego na 2025 rok, pomyśleliśmy: “że co!? Oni chcą w Łochowie zrobić coś na wzór LTC? Czy dobrze się czują?”. Sam projekt oczywiście wygląda obiecująco.

Trudno w to uwierzyć, ale jeśli uda się to zrealizować – czapki z głów, chapeau bas, gromkie brawa. I wtedy można rzecz: “niemożliwe? A jednak!”. I będzie to też pretekst, żeby kolejne Mission Impossible nagrać, nie w Pilchowicach, a w Łochowie! Ba, więcej nie będzie trzeba nic wysadzać. Byłoby szkoda.

Z ŁOCHOWA – ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Sportis Łochowo, FotoPyK