Fabio Paim, niegdyś wielka nadzieja portugalskiej piłki, dzisiaj jest zawodnikiem LZS-u Starowice Dolne. Powiedzieć, że zaliczył zjazd, to nic nie powiedzieć. Nasz redakcyjny kolega, Jakub Białek, miał okazję porozmawiać z Portugalczykiem, który przedstawił kilka wręcz szokujących faktów z przebiegu jego kariery. Mając 10 lat… zarabiał 15 tysięcy euro miesięcznie. Pięć lat później… 170 tysięcy!
To szokujące kwoty, tym bardziej, gdy mówimy jeszcze o dziecku. Czy to etyczne, żeby takie zarobki miał raczkujący piłkarz? Czy to może mieć pozytywny wpływ na piłkarską przyszłość?
Cristiano Ronaldo w momencie transferu ze Sportingu Lizbona do Manchesteru United powiedział: – Jeśli uważacie, że jestem dobry, to poczekajcie aż zobaczycie Fabio Paima. Dzisiaj te słowa brzmią absurdalnie, skoro tego piłkarza możemy oglądać w czwartej lidze opolskiej. Jednak coś musiał w sobie mieć, że wyróżnił go sam CR7, jak i Sporting, który dbał o chłopaka pod względem finansowym, żeby nie odszedł do zagranicznych akademii.
– Wciąż się cieszę myśląc o tym, że najlepszy piłkarz na świecie tak uważał. Ale te słowa pokazują mi przede wszystkim to, o ile więcej powinienem był zrobić. Byłem wielkim talentem, ale piłka to nie tylko talent. To też praca. A to był mój największy problem. Nie pracowałem nad sobą w ogóle. Nie miałem ambicji, by wchodzić na coraz wyższy poziom. Myślałem, że skoro mam talent, wszystko mi przyjdzie łatwo. Jestem teraz lepszy niż inni? To będę lepszy już zawsze – mówił Paim.
Często w naszych tekstach i audycjach powtarzamy wraz z trenerami, że talent to tylko procent sukcesu. Reszta to ciężka praca. Tu mamy idealny przykład tego, że sam talent nie wystarczył, żeby zrobić karierę. Paim za mocno uwierzył w swoje możliwości. Wszyscy dookoła też mu to powtarzali. Dochodzimy do momentu, gdy chłopak mając 15 lat podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt i zarabiał 170 tysięcy euro miesięcznie.
Horrendalna kwota. Gdybym ja, jako 15-latek, otrzymał takie pieniądze, to też nie chciałoby mi się pracować ani uczyć. Skoro zarabiam dużo dużo więcej od swoich rodziców – jestem panem życia i śmierci.
W tym wszystkim brakuje rozsądku i chłodnej głowy. Ale nie u młodego zawodnika, ale ludzi, którzy o niego dbają i zaoferowali takie kwoty. – Na początku takie zarobki nie stanowiły żadnego problemu. Dopóki byłem w akademii, kontrolowano mnie. W zasadzie nie dotykałem gotówki. Wszystko miałem zapewnione. Zacząłem zarządzać samemu pieniędzmi, gdy miałem 15 lat. Opuściłem akademię i zacząłem żyć na własny rachunek – zaznacza Portugalczyk.
Czy takie kontrakty czy umowy sponsorskie powinny być w ogóle proponowane dzieciom? Czy to etyczne?
Dziecko powinno bawić się piłką, cieszyć grą. A od najmłodszych lat ma na sobie presję reklamodawców, sponsorów, klubu, jak i rodziców.
Odnoszę wrażenie, że tym małym piłkarzom zabiera się w pewien sposób dzieciństwo. Czy to nie będzie miało wpływu też na ich relacje z innym osobami? Nikomu nie zapala się lampka awaryjna? Czy najważniejsze są pieniądze?
Yousooufa Moukoko od niedawna trenuje z pierwszym zespołem Borussii Dortmund. Ten zawodnik już w wieku 14 lat podpisał kontrakt z firmą Nike, którego łączna wartość wynosi 10 milionów euro. Znowu pojawiają się kosmiczne kwoty w młodym wieku. Mówi się głośno o tym, że ma talent. Mnóstwo ludzi o nim słyszało, choć jeszcze nie zagrał w seniorskiej drużynie. Podobny przypadek, do Fabio Paima?
Może w jego przypadku będzie inaczej, ale Portugalczyk nie jest jedynym, który był pompowany na piłkarza już od małego. I któremu kariera po prostu nie wyszła. Pamiętacie Hachima Mastoura? W 2012 roku AC Milan zapłacił za 14-letniego Marokańczyka ponad dwa miliony euro. Ten otrzymał od razu zawodowy kontrakt, potem podpisał wieloletnią umowę z Nike, następnie występował w „reklamówkach” Red Bulla. A grywał wtedy tylko w Primaverze!
Gdzie jest dzisiaj? W głębokiej rezerwie Regginy (Serie C – trzeci poziom rozgrywkowy we Włoszech). Niewykluczone, że w niedługim czasie też znajdzie się w Polsce, jak Paim i udzieli podobnego wywiadu. Tylko, że Mastour ma teraz 22 lata, a już sięga dna.
Na jednym z turniejów Number One Cup wystąpił Shaqueel van Persie, czyli syn legendarnego holenderskiego napastnika, Robina. Podpytałem o niego trenerów Feyenoordu: – Problemem jest to, że Robin zaczynał na podwórkach, a ten chłopak ma za dobrze posłane. Ma wszystko, czego dusza zabraknie. Nie musi o nic walczyć, w przeciwieństwie do ojca. Oglądając małego van Persiego w akcji było widać nonszalancję w każdym zagraniu. 13-latek grał sam. Nie widział kolegów. Domagał się podania w każdej możliwej sytuacji. I gestykulował z niezadowolenia, gdy jego sygnalizacje nie przyniosły oczekiwanego skutku. Gdy trener zdejmował go z boiska, schodził naburmuszony. Zauważyłem też brak skupienia. Przed kolejnym spotkaniem trener robi odprawę, a Shaqueel z boku podbijał piłkę. Nie było widać, żeby był zainteresowany meczem. Był skupiony na sobie – i na boisku, i poza nim.
Spójrzmy też na polskie podwórko. 6-letni syn Sławomira Peszki, Marcel, ma już swojego Instagrama i kontrakt sponsorski z Pumą. Chłopak ma dopiero 6 lat. Inny przykład – Michał Żuk. Ten ma obecnie 11 lat, jest zawodnikiem Barcelony, ma podpisaną umowę z Adidasem, a jego Instagram śledzi ponad 60 tysięcy osób!
https://www.instagram.com/p/CD66nQyjrZC/
https://www.instagram.com/p/B4arophiURg/
Ok, powiecie, że ma odpowiednich rodziców, którzy o niego dbają itd. Jednak czy taka otoczka jest potrzebna takiemu małemu dziecku? Należy go uczyć presji i reżimu pracy profesjonalnego piłkarza, skoro to tylko mały chłopak? Czy to nie powinno przyjść z wiekiem? Edukacja i ciągłe nauczanie świadomości. Step by step, jak mówią Anglicy, a nie od razu rzucanie na głęboką wodę z ogromnymi oczekiwaniami.
Chyba, że to pomysł na biznes… Aczkolwiek lepiej tak tego nie interpretować i nie oceniać pochopnie. Za każdym dzieckiem stoi rodzic i to on jest za niego odpowiedzialny. On może też czerpać zyski z pracy syna czy córki.
W polskim showbiznesie często dyskutuje się o młodych piosenkarkach, które nagle zdobyły popularność – Viki Gabor i Roksana Węgiel. Czy to na nich się nie odbije w przyszłości? Czy nie za wcześnie dla nich na reklamy w Playu i trasy koncertowe? To jeszcze dziewczynki, które powinny bawić się w dom, chowanego i oglądać bajki na Cartoon Network. To samo można przełożyć na inne dziedziny życia.
Niedawno odkryłem na Youtube kanał „HejkaTuLenka”, na którym 10-letnia dziewczynka nagrywa różne filmiki. Family friendly content. Zaskakujące jest to, że ma ona ponad milion subskrypcji. Każdy odcinek, który publikuje, ogląda po kilkaset tysięcy osób. Współprace z markami i pieniądze z wyświetlanych reklam w trakcie filmów? Za produkcje odpowiadają rodzice.
Popularny raper Michał „Mata” Matczak w swoim utworze pt. „Mata Montana” opowiada o tym, jakie miał marzenia kilka lat wcześniej. – Czy to jest lovesong? Tak, bo jestem zakochany. Chciałbym się jej oświadczyć, ale jeszcze nie mogę, bo jestem za mały. Jak będę duży to zakupię pierścionek. I wezmę se Hannah Montanę za żonę.
19-latek opowiada, że jeszcze nie tak dawno marzył o tym, żeby poślubić Hannnah Montana. A właśnie dzieci, które żyją jeszcze wyobraźnią, są już wprowadzane na drogę kariery, sławy, pieniędzy i reklam. Piłka nożna to sport, który ma cieszyć. Dzieci powinny czerpać z niego frajdę. Podniecać się każdym strzelonym golem, a nie trzymać się rygorów i wymagań. Presja jest niepotrzebna. Na tego małego człowieczka jest ona nakładana zewsząd.
W tytule pada pytanie „czy to etyczne, że 10-latek zarabia takie ogromne pieniądze”. Ktoś kto działa w showbiznesie powie mi, że business is business i tu nie ma miejsca na etykę. A piłka nożna to też biznes. Wszyscy wokół zarabiają: klub, reklamodawcy, rodzice, a także ten mały człowieczek. Jednak pieniądz to nie jest najważniejsza wartość w życiu i tego powinniśmy uczyć dzieci. Z taką myślą, chciałbym was zostawić.
ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI
Fot. Newspix
Obserwuj @ADobruchowski
KOMENTARZE DODAJ KOMENTARZ