Weszło Junior

Czy przegląd wojsk z niższych lig ma sens? Skauting po francusku

Nie mamy wątpliwości, że w kraju z tak dużym potencjałem piłkarskim, jakim może pochwalić się Francja, w niższych ligach roi się od zawodników z dużymi umiejętnościami, którzy czekają na swoją szansę. Jak to się stało, że francuskie kluby zaczęły sięgać po piłkarzy z niższych lig? Kogo możemy nazwać królem polowania?

Olympique Alès nigdy nie zdobył mistrzostwa kraju, ani nie święcił żadnych innych piłkarskich sukcesów – przez kilka lat występowali na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, ale po spadku z Ligue 2 przestali się liczyć i obecnie występują w siódmej lidze. Dlaczego o nich wspominamy? W 2003 roku transfer pewnego zawodnika z tego klubu do Stade Brestois 29, zapoczątkował nieświadomie nową modę – na sięganie po piłkarzy z niższych lig.

Kim był ten szczęśliwiec? Kibice powinni dobrze go kojarzyć, zresztą nadal gra w piłkę – mowa o Francu Ribérym. 20-letni wtedy zawodnik trafił do dużo lepszego zespołu, w którym dostał poważną szansę na zaistnienie w światowym futbolu. Niedługo później przeniósł się do FC Metz, potem do Turcji, ale bezapelacyjnie największe sukcesy odnosił z Bayernem Monachium.

Podobna historia wydarzyła się w 2006 roku. Niecodziennie zdarza się, żeby piłkarz FC Libourne trafiał do Olympique Marsylia – nieznany wówczas szerszej publiczności Mathieu Valbuena otrzymał przepustkę do lepszego świata.

Wokół kariery 36-latka było sporo zawirowań, ale przesadą byłoby stwierdzenie, że zmarnował swój potencjał, bo nie każdy może rozegrać ponad 50 spotkań w kadrze narodowej. I to w reprezentacji z tak mocną drugą linią.

Ribéry wraz z Valbueną udowodnili, że można. Wcześniej myślenie wielu klubów było inne, lepszą opcją wydawało im się, ściąganie piłkarzy z przeróżnych stron świata, zamiast postawić na swoich, którzy tylko czekali na szansę.

Bardziej aktualny przykład? Chociażby N’Golo Kanté – z Boulogne trafił do Caen, a potem już transfer do Anglii, mistrzostwo kraju, przenosiny do Chelsea, debiut w reprezentacji, wygrany mundial. I Kante stał się idolem dla wielu dzieciaków z całej Francji.

Jaki jest sens w wydawaniu wielu milionów na zawodników? Czy nie lepsza wydaje się opcja, żeby zatrudnić skauta z prawdziwego zdarzenia i dać mu czas, żeby sam mógł znaleźć prawdziwy piłkarski diament?

Nie wszystkich stać na to, żeby wydawać lekką ręką 100 milionów euro na wzmocnienia. Luksus, na który mogą pozwolić sobie Paris Saint-Germain czy AS Monaco, jest zarezerwowany tylko dla elity.

Inni muszą trochę bardziej się natrudzić, żeby samemu wynaleźć ciekawego piłkarza. Najlepszym “łowcą” wydaje się FC Dijon…

Ostatnie najlepsze łupy transferowe FC Dijon z niższych lig:

Benjamin Corgnet (z Chasellay w 2010 roku, odszedł za 4 mln do Lorient)
Julio Tavares (z Bourg-Péronnas w 2012 roku, odszedł za 1 mln do Al Faisaly)
Romain Philippoteaux (z Le Pontet w 2013 roku, odszedł za 2,5 mln do Lorient)
Loïs Diony (z Stade Montois w 2014 roku, odszedł za 10 mln do Saint-Etienne)
Arnaud Souquet (z Le Poiré-sur-Vie w 2015 roku, odszedł za 1,25 mln do Nice)
Pierre Lees-Melou (z Lège-Cap-Ferret w 2017 roku, odszedł za 4 mln do Nice)
Valentin Rosier (z Rodez w 2019 roku, odszedł za 5 mln do Sportingu)

Cała siódemka przyniosła do klubowej kasy 28 milionów euro. Koszt sprowadzenia tych zawodników był żaden lub bardzo niewielki. Pieniądze zwróciły się z dużą nawiązką, a Dijon chociaż przez sezon nie musiało martwić się ludźmi.

To tylko przykład kilku zawodników i jednego klubu, ale we Francji skauci coraz przychylniejszym okiem patrzą na niższe poziomy rozgrywkowe – nie można się dziwić takiemu zachowaniu, to tam kryją się prawdziwe piłkarskie perełki.

Ktoś tylko musi takiego piłkarza wypatrzyć, żeby miał szansę osiągnąć coś dużego.

Czy dziś w Ligue 1 również znajdziemy przykład zawodnika, który trafił do niej z niższych lig? Tak, i to nie jeden. Jean-Philippe Krasso latem przeszedł do Saint-Etienne z IV-ligowego SAS Epinal, a Jérémy Le Douaron zamienił III-ligowe Stade Briochin na Stade Brestois.

Krasso wystąpił do tej pory w dwóch spotkaniach, a Douaron zdążył już dwa razy otworzyć swoim kolegom drogę do bramki. Fakt, że gra dwa poziomy wyżej nie robi na nim wrażenia.

Dobrze, że we Francji zaczęli dostrzegać, jaką siłę i korzyści może przynieść porządny skauting. U nas musi chyba jeszcze minąć trochę czasu, żebyśmy częściej oglądali transfery ciekawych zawodników z II oraz III ligi, zamiast tych z krajów bloku wschodniego.

Fot. Newspix, za: L’Équipe