Weszło Junior

Dziewczynki weszły w bajkowy świat. Przyglądamy się programowi UEFA Playmakers

W Polsce odbyły się już pierwsze zajęcia w ramach programu UEFA i Disneya – Playmakers, który ma na celu zachęcić dziewczynki w wieku 5-8 lat do uprawiania piłki nożnej. W jaki sposób? Przez opowieść ruchową, która dzieje się w świecie Iniemamocnych. Jak takie zajęcia wyglądają w praktyce? Czy więcej jest na nich zewnętrznych rekwizytów, czy wszystko opiera się na wyobraźni? Ile jest w tych treningach “prawdziwej” piłki i jak na starcie zajęcia odbierają dzieci oraz rodzice?

Na początku tego roku informowaliśmy na łamach naszego portalu, czym ma być UEFA Playmakers i po co w ogóle powstał. Polska jest jednym z siedmiu w krajów, który uczestniczy w pilotażowej odsłonie programu. Miał wystartować w pierwszej połowie roku, ale przeszkodziła w tym pandemia. A ta nadal trwa, a projekt mimo to wystartował.

Jestem bardzo zadowolony ze startu programu. Wystartowaliśmy z zajęciami w kilkunastu miastach i dosłownie każdego dnia odbywają się w kolejnych miejscach. Wczoraj rano miały miejsce pierwsze zajęcia w Krośnie. Pierwsze informacje, które do mnie docierają w formie zdjęć i przekazów od trenerów, są bardzo budujące: “oddźwięk jest niesamowity!”, “Dziewczynki świetnie się bawiły a my wraz z nimi”.  Jeśli dorośli mówią, że byli na zajęciach i super się bawili – nie wyobrażam sobie, żeby coś było nie tak w tym projekcie. Wszyscy w nim się dobrze bawią – zaznacza Przemysław Prętkiewicz koordynator projektu UEFA Playmakers.

Plan jest taki, że zajęcia mają odbywać się w trzydziestu ośrodkach na terenie całej Polski (pełna lista miast, które biorą udział w projekcie). Można rzec, że maszyna dopiero ruszyła, bo jeszcze nie wszystkie miasta, które zapisały się do programu, wystartowały z premierowymi zajęciami. – Moje pierwsze wrażenia? To będzie absolutna bomba, jeśli chodzi o Europę, ale w szczególności Polskę. Bo to jest projekt, którego wcześniej u nas nie było. Do tego jest niesamowicie innowacyjny. A za parę lat dostrzeżemy, jakie wymierne korzyści przyniesie piłce kobiecej – dodaje Prętkiewicz.

Miejmy nadzieję, że będzie to projekt, który spowoduje, że małe dziewczynki zakochają się w piłce nożnej, albo przynajmniej będą miały pozytywne wspomnienia i wrażenia z nią związane. Bo to jest główny cel tego projektu. Każdy z ośrodków był wybierany pod takim względem, żeby przez cały rok przewinęło się 60 dziewczynek w tym programie. Wychodzimy z założenia, że skoro dany ośrodek zakwalifikował się do projektu, bo ma określoną liczbę ludności na swoim terenie działania, spełni minimum. Liczymy na to, że rocznie w tym projekcie będzie brało udział 1800 zainteresowanych przyszłych piłkarek, bo też mamy nadzieję, że połowa z nich tą ścieżką podąży – stwierdza w rozmowie z naszym portalem koordynatorka szkolenia piłki nożnej kobiet PZPN, selekcjonerka kadry narodowej kobiet U-19, Nina Patalon.

Warto już w tym miejscu zaznaczyć, że udział w zajęciach jest bezpłatny. I każdy rodzic może przyprowadzić swoją córkę do ośrodka, żeby zobaczyła, z czym to się je i czy to się jej spodoba. W zależności od miasta zajęcia odbywają się raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie i trwają godzinę. Czy projekt cieszy się już sporym zainteresowaniem?

Prętkiewicz: – Zainteresowanie jest spore mimo tego, że okoliczności są takie, że niektórzy rodzice boją się zaprowadzać dzieci na dodatkowe zajęcia w obecnej sytuacji epidemicznej. Pierwszym miastem, który wystartował z zajęciami, był Białystok. Na pierwszych zajęciach pojawiło się tam 26 dziewczynek. UEFA zaznaczyła, że na każdych zajęciach może i powinno uczestniczyć 30 dziewczynek. Jeżeli na pierwsze w dobie koronawirusa przychodzi 26, na każde kolejne będzie chciało przyjść więcej, bo zadziała tzw. marketing szeptany, gdzie rodzice i dzieci będą polecać zajęcia następnym. To tylko będzie popularyzować ten projekt.

Iniemamocni uczą futbolu

Najbardziej interesującą rzeczą w UEFA Playmakers są same zajęcia. To jak one wyglądają z technicznego punktu widzenia i praktycznego. Bo do tej pory wiedzieliśmy tylko, że będzie to opowieść ruchowa obsadzona w bajkach Disneya, a na pierwszy ogień, w cyklu dziesięciu zajęć, idą “Iniemamocni 2”. I mogliśmy się tylko zastanawiać, jak to będzie wyglądało, żeby zaciekawiło to dziewczynki.

Najtrudniejszą rzeczą dla nas, trenerów, było to, żeby przerzucić swój tok myślenia stricte piłkarski na to, że jesteśmy w bajce. Wcielamy się w Supersów i chcemy, żeby dzieci bawiły się w opowiadanie historii i przeżywały z nami wspólną przygodę. A do tego wdrażamy elementy piłkarskie, współpracy i aktywności fizycznej właśnie poprzez zabawę. W tym projekcie mamy do czynienia z dziewczynkami, które mają po raz pierwszy do czynienia ze sportem. Dlatego piłka nie jest od razu wprowadzana do zajęć. Głównym celem jest to, aby dzieci polubiły sport i po tych dziesięciu zajęciach chciały przyjść do klubu sportowego – wyjaśnia trener Dawid Kołodziejczyk, który prowadzi zajęcia dla dziewczynek w Tychach.

– Przygotowanych jest osiem scenariuszy do zajęć, które prowadzą je od pierwszej do ostatniej minuty. Słowo, które często padało z ust trenerów edukatorów na szkoleniach to: “elastyczność”, bo wiadomo, że są to dziewczynki w wieku 5-8 lat. Zatem na zajęciach mogą pojawić się dziewczynki, które już coś potrafią i takie, dla których będą to pierwsze zajęcia ruchowe w zorganizowanej grupie. Trener jest elastyczny w tym, żeby dostosować trudność ćwiczenia – mówi Błażej Czyżewski, trener edukator programu UEFA Playmakers.

Warto zwrócić uwagę, że w tych zajęciach nie ma rywalizacji: “kto wygra, kto będzie pierwszy itp.”, więcej jest nauki współpracy, znajdowania rozwiązań. Prowadzący ma zadbać o to, żeby atmosfera była jak najlepsza. Robić wszystko, żeby dzieciaki były bezpieczne i uśmiechnięte. Fajnie, jak inspiruje do gry w piłkę i pokazuje, taką drogę można obrać, ale niczego nie narzuca. Ma dużo kompetencji miękkich, potrafi nawiązywać relacje z dziewczynkami – rozmawiać i słuchać tego, co mówią – stwierdza koordynatorka szkolenia piłki nożnej kobiet PZPN.

A jak wyglądają już same zajęcia? – Pierwsze zajęcia zaczęliśmy od przedstawienia postaci, które występują w bajce Iniemamocni, czyli pokazujemy dziewczynom karty bohaterów np. Elastyny i tłumaczymy, że ona jest elastyczną kobietą, która potrafi się rozciągać. I mamy takie ćwiczenie: kiedy powiemy słowo: “Elastyna”, to dzieciaki zatrzymują się w miejscu i muszą dotknąć partnerkę, która jest najbliżej ich. Inne ćwiczenie: Jack Jack jest bardzo szybki i potrafi przebiegać od pachołka do pachołka. A u nas w historii pachołek jest jednym z samochodów. My po prostu pokazujemy elementy sprawnościowe i ubieramy to w przedstawienie postaci, a następnie naszym zadaniem jest pokonać wiertło, w którym jest Człowiek Szpadel, który chce zdobyć miasto, a my staramy się go pokonać, wykorzystując nasze super-moce, które poznaliśmy w pierwszej fazie ćwiczenia – opowiada Kołodziejczyk.

A jak przebiega ta walka z wiertłem i jak ono wygląda na potrzeby zabawy? – W tym momencie dzieciaki mogą już poćwiczyć element uderzenia piłki, ponieważ ich zadaniem jest zbiciem piłek z pachołków, którą jedna grupa broni, a druga właśnie zbija. Z kolei wiertło składało się z trzydziestu pachołków. Było to połączenie prostokąta z takim daszkiem. Warto zaznaczyć, że dziewczyny układały to wiertło z niewielką naszą pomocą tuz przed startem zabawy – wyjaśnia.

Dziewczynki na koniec każdych zajęć otrzymują zadanie domowe. – Na koniec zajęć dziewczyny dostały paszporty, które zachęcają do przyjścia na kolejne zajęcia. Ich zadaniem na pierwszym spotkaniu było narysowanie bohatera, który najbardziej przypadł mi do gustu. A za tydzień mają przyjść na trening z tym paszportem, który pomoże im w kontynuowaniu przygody Supersów – zaznacza Kołodziejczyk.

A czy zajęcia kończą się w jakiś intrygujący sposób, żeby dziewczynki nie mogły się doczekać kolejnych, aby poznać dalsze losy superbohaterów? – W książce ze scenariuszami zajęć, którą otrzymaliśmy na szkoleniu, jest zbiór pytań wprowadzających do następnych zajęć. W pierwszej części okazało się, że Supersi uratowali miasto, przy czym zostało mocno zniszczone. Mieszkańcy mocno się rozzłościli na nich i Supersi postanowili zawiesić swoją działalność. I padło pytanie: “Jesteście ciekawi, czy Supersi będą mogli kontynuować walkę ze złem? O tym przekonamy się w następnym odcinku” – obrazuje nam szkoleniowiec KKS Polonia Tychy.

Jeśli chodzi o sprzęt, gadżety, z jakich korzystają dziewczynki i trenerzy na zajęciach? – Otrzymaliśmy od PZPN-u zestaw trzydziestu koszulek w trzech różnych kolorach z napisem “UEFA Playmakers”. Pełna unifikacja – już nie zobaczymy Messich i Lewandowskich (śmiech), bo dzieci mają te same koszulki. Do tego korzystamy z niskich i wysokich pachołków. Przed zajęciami trenerzy układają z niskich pachołków bramki i tworzy się pole, które jest zbliżone do formatu gry funinio. To jest nasze pole gry. A piłki mamy różnych wielkości, to nie jest tak, jak na treningu piłkarskim, że jest to jednolite – podkreśla Kołodziejczyk.

To są jednak kilkuletnie dziewczyny pełne energii i na pewno w grupie jest to widoczne. Jakie są podejmowane działania przez prowadzących, żeby skupić uwagę rozentuzjazmowanego tłumu? – Jest takie powiedzenie: “Kiedy ja mówię super, wy mówicie moc”. To jest takie hasło, które powoduje, że dzieci w tym momencie wiedzą, że muszą słuchać trenera, bo będzie kontynuacja historii i kolejnych zadań – wyjaśnia. 

W tym projekcie nie funkcjonuje nic takiego jak gwizdek. Szukaniem koncentracji wśród dzieci są hasła, gdy prowadzący mówi : “super”, to dziewczynki odpowiadają: “moc”. To jest fajne, bo przypomina element dyscyplinujący. I takim właśnie jest, a nikt nie używa żadnych gwizdków czy zegarków – dodaje Patalon.

Jaki jest pierwszy odzew ze strony rodziców i dziewczynek? – To było całkowite szaleństwo. My też mamy taką zasadę na zajęciach, że występuje kontrolowany chaos. Gdy jakiś pachołek się przewróci lub ktoś się przewróci – nic się nie stało. My tworzymy wspólnie ten świat z dziećmi. Spotkałem się z samym pozytywnym odbiorem zajęć od dziewczynek. Sam fakt, że nie mam żadnej informacji o tym, że ktoś się nie pojawi na następnych zajęciach w środę – świadczy o tym, że one budzą zainteresowanie wśród dzieci. Przez sześćdziesiąt minut zajęć, był odczuwalny wielki entuzjazm – podkreśla Kołodziejczyk.

Szkolenia trenerów

UEFA Playmakers to absolutna nowość na europejskim rynku. Każda osoba, która zdecydowała się uczestniczyć w tym programie, szła w nieznane i przede wszystkim po naukę. Najpierw na szkolenia UEFA do Austrii pojechały osoby, które obecnie odpowiadają za przygotowanie trenerów do prowadzenia zajęć w ośrodkach.

W tym momencie jesteśmy po czterech szkoleniach, które odbyły się w dwóch lokalizacjach: Poznań i Warszawa. Na szkoleniach edukatorzy mieli za zadanie wyedukować osoby, które będą prowadzić zajęcia. Szkolenia miały charakter dwudniowy, zarówno teoretyczny i praktyczny, żeby zapoznać się z ideologią programu Playmakers – połączenie piłki nożnej ze światem bajki. Szkolenie było bardzo specyficzne dotykające zagadnienia najmłodszych dziewczynek. W szkoleniu wzięło udział ponad 100 trenerów i trenerek – wyjaśnia Czyżewski.

Pandemia wstrzyma program?

Pandemia miała ogromny wpływ na to, że program musiał zostać przełożony na późniejszy termin. A czy z uwagi na fakt, że sytuacja epidemiologiczna w kraju jest, jak jest, wpłynie to na jego zawieszenie?

– Musimy liczyć się z tym, że w każdej chwili mogą pojawić się nowe obostrzenia i ograniczenia, które uniemożliwiają kontynuację projektu. Aczkolwiek dotyczy on małych dziewczynek, a dzieci w tym wieku bardzo potrzebują ruchu, aktywności i spędzania razem czasu. Mam nadzieję, że w tych kategoriach wiekowych zajęcia sportowe będą kontynuowane, ponieważ ograniczenie dzieciom kontaktu ze sobą i aktywności fizycznej mogłoby być dla nich bardzo niekorzystne – uważa Prętkiewicz.

Te zajęcia mogą przyjąć bardzo elastyczny scenariusz. Można je robić w formie: stacjonarnej, półkolonii, na zgrupowaniach, obozach. Pozostaje tylko kwestia przejścia przez cykl dziesięciu treningów. Czy to będzie raz w miesiącu? Czy to będzie raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie? To wszystko zależy od ośrodka i jego strategii, jaką przyjął. Wszyscy jesteśmy realistami i widzimy, co dookoła się dzieje. Trudno nam powiedzieć, czy i jakiego rodzaju będą to komplikacje. Nie możemy nic przewidzieć. Zmiany decyzji następują z dnia na dzień. Jednak wszyscy musimy pamiętać, że aktywność fizyczna jest niezbędna do budowania odporności i psychofizycznego dobrego rozwoju dziecka – zauważa Nina Patalon.

Dlaczego warto zaprowadzić córkę na te zajęcia?

Prętkiewicz: – Czy to nie jest tak, że każde dziecko chciałoby stać się postacią z filmu? Wcielić się w superbohatera? Dzieci znają doskonale bajki Walta Disneya i ich bohaterów. Tutaj mają okazję przyjść na zajęcia, pobawić się, poruszać się z koleżankami i wcielić się w postaci z filmu Disneya. Uważam, że jest to wyjątkowe. Jako rodzic pomyślałbym sobie: “mam wysłać córkę na zajęcia, żeby się poruszała i była Supersem z Iniemamocnych? Super! Proszę mi powiedzieć, gdzie się zgłosić”. Gdy wyobrazimy sobie tę radość, którą sami byśmy mieli na ich miejscu – to już chyba nie ma żadnych wątpliwości, żeby zaprowadzić tam swoją córkę. 

Patalon: – Każdy rodzic, który szuka odpowiedniego zajęcia dla dziewczynek, powinien wziąć pod uwagę to, że miejsce, które utworzyliśmy jest przeznaczone dla rówieśniczek córki. Badania pokazują, że wiele kobiet funkcjonuje w sporcie, bo zaczyna trenować ze swoimi rówieśniczkami. Otwieranie takich miejsc tylko dla dziewczynek to alternatywa do głosów: “ona nie ma gdzie grać w piłkę, bo wszędzie są chłopcy”. Tutaj są same dziewczyny. To są bezpłatne zajęcia, więc, jeśli rodzic ma możliwość, żeby zawieźć na zajęcia – ma gwarancję tego, że są tutaj wykwalifikowane osoby, którzy potrafią się zająć dzieckiem i mają odpowiednie podejście do nich. Posiadają wiele umiejętności miękkich. Opieka jest tutaj zapewniona. Widać, że trenerzy i trenerki dbają o to, żeby każdy brał czynny udział w zajęciach i miał uśmiech na twarzy. Dla dziecka jest to aktywnie spędzone sześćdziesiąt minut w świecie ciekawej bajki pod opieką profesjonalistów, którzy są stworzeni do pracy z dziećmi.

ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Osawoku Fotografia