Weszło Junior

CLJ U-15: Olimpijczyk Kwakowo i Warta Poznań uzupełniają skład elity

Miejscowość, która liczy… 650 mieszkańców, będzie miała swojego przedstawiciela na poziomie centralnym. Olimpijczyk Kwakowo okazał się lepszy od Salosu Szczecin w barażach do CLJ U-15 i będzie na wiosnę rywalizował z najlepszymi drużynami w Polsce. Mimo że… nie ma struktur młodzieżowych, a rocznik 2006 jest jedynym w klubie. Postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej nie tylko ekipie z Kwakowa, ale i pozostałym beniaminkom ligi. Zapraszamy na prezentację drużyn, które wywalczyły awans do elity.

W minionym tygodniu Olimpijczyk Kwakowo i Warta Poznań uzupełnili skład beniaminków CLJ U-15. Wcześniej awans wywalczyły AKS SMS Łódź, Kosa Konstancin, TS Przylep Zielona Góra, GKS Katowice, Unia Tarnów i Hetman Zamość (o wynikach tamtych spotkań informowaliśmy tydzień temu).

Jak przebiegały baraże w wykonaniu ekip z grupy B? Warta Poznań najpierw udała się do Świecia na mecz z lokalną Wdą. I tam pewnie wygrali 4:0. Wydawałoby się, że awans już mają w kieszeni, ale piłka młodzieżowa jest nieobliczalna  i można spodziewać się wszystkiego. Goście z województwa kujawsko-pomorskiego postanowili trzymać się dewizy Mariusza Pudzianowskiego: “tanio skóry nie sprzedam”. Postawili trudne warunki, wygrali 2:0 i mieli sytuacje, aby podwyższyć wynik. Jak z perspektywy boiska ocenia ten dwumecz Paweł Kalinowski, szkoleniowiec Warty Poznań U-15?

– Warto przypomnieć, że przed starciem z Wdą Świecie chłopcy rozegrali dodatkową rundę barażową z Górnikiem Konin.  Zawodnicy zrealizowali cel sportowy, na który czekali 1,5 roku. Wcześniej pandemia uniemożliwiła im uczestnictwo w barażach w sezonie 2019/2020. Mamy bardzo perspektywiczny zespół, który udowodnił, że wynik może być efektem, a nie celem samym w sobie.

Olimpijczyk Kwakowo, podobnie jak Warta, przywiózł zaliczkę z pierwszego, wyjazdowego meczu. Pokonali Salos Szczecin na ich terenie 2:0. Można powiedzieć, że mieli pewien komfort psychiczny przed rewanżem. Jednak nie od dziś wiemy, że 2:0 to niebezpieczny wynik – o czym przekonały się obie ekipy w tym dwumeczu. Jak to? Salos odrobił straty z pierwszego starcia i prowadzili w Kwakowie 2:0. Z kolei Olimpijczyk był w stanie odwrócić losy tego spotkania i… wygrać 3:2. Niezły rollercoaster. A jak to widział Krzysztof Muller, trener zwycięskiej ekipy?

– W barażu zmierzyły się ze sobą dwa świetne zespoły. Salos, podobnie jak my, wygrali wszystkie mecze w lidze wojewódzkiej. Pomimo wyniku dwumeczu 5:2, starcie było wyrównane. Te dwa mecze mogły się podobać, sporo emocji, wiele zwrotów akcji, ale myślę, że zasłużyliśmy na ten awans. Choć należy się ogromny szacunek drużynie ze Szczecina. Mam nadzieję, że przy następnej okazji awansują do CLJ, bo na to zasługują. Mówimy, że wynik nie jest ważny. Nagonka jest na to, że presja wyniku obciąża te dzieci. Ok, też tak uważam, że nie jest najważniejszy, ale jest efektem naszej pracy. W barażach grają zawodnicy w wieku 14-15 lat i dla nich jest to jak finał Mistrzostw Świata. Szkoda, że wszyscy mistrzowie województw nie mogą grać w CLJ. Może warto byłoby pomyśleć nad zmianą formuły rozgrywek?

***

Poniżej przedstawiamy sylwetki drużyn, które zobaczymy na wiosnę w CLJ U-15:

AKS SMS Łódź

AKS SMS Łódź nie należy mylić z UKS SMS Łódź. Dwie podobne nazwy i działające przy Szkole Mistrzostwa Sportowego, ale są to dwa oddzielne kluby, które korzystają z tej samej bazy treningowej. AKS SMS Łódź powstał w 2015 roku. Z poziomem juniorskim, centralnym, mieli już styczność, ale w U-17. Co pokażą w CLJ U-15 “Czarne pantery”? I skąd w ogóle wziął się ten przydomek? – Pantera dodaje charakteru zawodnikom jak i samemu klubowi. Mamy taką filozofię gry, że gramy agresywnie w wysokim pressingu. I ta pantera pasuje do tych chłopców – wyjaśnia Adam Majchrzak, trener AKS-u SMS-u Łódź.

Jaka historia stoi akurat za tym zespołem? – Podjąłem się budowy tej drużyny 2,5 roku temu. Zastałem zespół, gdzie było tylko czterech chłopców, z czego dwóch miało na początku nadwagę.  Tak naprawdę ciężka praca, skauting i trening zadecydowały o tym, że ta drużyna wygląda tak, jak dzisiaj wygląda. W międzyczasie wygraliśmy ligę okręgową, potem II ligę wojewódzką, a teraz triumfowaliśmy w I lidze wojewódzkiej, okazaliśmy się lepsi od SMP Żuri Olsztyn w barażach i awansowaliśmy do CLJ. Mamy mocny zespół złożony z zawodników z całego kraju. Mamy 36-osobową kadrę, przychodzą do nas zawodnicy m. in. z Miedzi Legnica, Garbarni Kraków – zaznacza.

Jakie cele i ambicje ma AKS SMS Łódź? – Na pewno chcielibyśmy powalczyć z najlepszymi drużynami o wyższe lokaty, a nie tylko o utrzymanie. Możemy być czarnym koniem, jeśli dobrze wyszłaby nam wiosna. Jednak jeszcze wiele pracy przed nami. Bo inne zespoły są budowane latami. Ta drużyna nakręcała się każdym kolejnym sukcesem, może też tak być i teraz, ale należy to poprzeć ciężką pracą. Tworzymy piękną historię  – podkreśla Majchrzak.

Kosa Konstancin

Kosa Konstancin, czyli klub założony z inicjatywy Romana Koseckiego w 2001 roku, ma swojego przedstawiciela w CLJ. To pierwszy awans w historii tego zespołu. – To jest nasz pierwszy większy sukces klubowy, co prawda udało nam się wyszkolić zawodnika na poziom reprezentacyjny, ale jest to Jakub Kosecki, czyli syn Romana. Do tego też kilku naszych wychowanków grywa na poziomie II ligi, wchodzą dopiero do piłki seniorskiej.  Awans do CLJ to jest ogromny sukces, nigdy wcześniej tego nie dokonaliśmy i nie wiem, czy w przyszłości to powtórzymy z innym rocznikiem. Oczywiście trenerom życzę, aby podążali tą samą drogą, ale to nie jest proste, patrząc po klubach, które dostają się do CLJ. Rzadko udaje się awansować komuś z zewnątrz, tym bardziej takim małym klubom jak my. Nie oszukujmy się, byliśmy wyżej od Wisły Płock, Radomiaka Radom czy Pogoni Siedlce, gdzie mają lepsze zaplecze, seniorów na wyższym poziomie i materiał ludzki, z którego mogą wybierać – uważa Tomasz Citkowicz-Jurkiewicz, szkoleniowiec Kosy Konstancin U-15. 

Co można powiedzieć o samym zespole rocznika 2006? – Nasza drużyna powstała we wrześniu 2010 i prowadzę go od samego początku. Większość zespołu stanowią wychowankowie. I na tym się skupiamy, żeby to byli chłopcy, którzy są z nami od samego początku. Obecnie z samego Konstancina mamy tylko jednego zawodnika, a reszta mieszka w okolicznych miejscowościach np. Piaseczno, Józefosław lub południowych dzielnicach Warszawy – wyjaśnia.

Jak wyglądała droga do CLJ w wykonaniu Kosy? – Droga do CLJ była o tyle łatwa, że czterech przedstawicieli z województwa mazowieckiego było w CLJ U-15, więc można powiedzieć, że już przed sezonem byliśmy faworytem do awansu. Chcieliśmy to zrobić i nam się udało. Przed samymi barażami była obawa, czy chłopcy wytrzymają to psychicznie. Bo jednak jest to bezpośrednia walka o CLJ z rywalem, którego nie znają, który również wygrał ligę wojewódzką. Kluczowe były pierwsze minuty spotkania, w których byliśmy w stanie stwarzać sobie sytuacje i zamieniać na gole, co spowodowało, że później grało się nam luźniej – opowiada.

Czego możemy się spodziewać po drużynie z Konstancina w CLJ? – Jeśli chodzi o poziom naszego zespołu, myślę, że możemy zestawiać go z zespołami od miejsca trzeciego w dół. Legia jest chyba poza zasięgiem każdego. Escola też ma bardzo fajny zespół i dobrze grają w piłkę. My możemy znaleźć się na miejscach 3-6, w zależności od tego, jak będziemy prezentować się na boisku. Mamy zbliżony zespół do Polonii, Jagiellonii czy Znicza Pruszków. Mam nadzieję, że też ciut lepszy od drużyn łódzkich, których też nie do końca znam – zaznacza Citkowicz-Jurkiewicz. 

A czy Roman Kosecki na co dzień, gdzieś czynnie działa przy drużynach młodzieżowych Kosy Konstancin? – Roman Kosecki jest założycielem tego klubu i na samym początku sam prowadził drużyny. A teraz pracuje z seniorami, kosi trawę, przychodzi na treningi dzieci i młodzieży – obserwuje i pomaga. Jest na naszym każdym meczu, który gramy u siebie, ale i też na wyjazdy czasem się wybierze. Rozmawiamy, analizujemy i sporo nam podpowiada w różnych kwestiach – jak widzi kształt drużyny? Na których chłopców warto stawiać? Jacy zawodnicy są dla niego perspektywiczni? Na pewno odegrał sporą rolę przy tym awansie – uważa.

Warta Poznań

Warta Poznań po niespodziewanym spadku z CLJ U-15, chciała jak najszybciej wrócić do elity. Pandemia nieco im pokrzyżowała w tym plany i musieli dłużej przebywać na poziomie ligi wojewódzkiej. Aczkolwiek, co się odwlecze, nie uciecze, jak mówi znane polskie powiedzenia. “Zieloni” wracają do elity i mogą rywalizować co tydzień z najlepszymi.

– To jest drużyna, która w większości składa się z rocznika 2006. Niemniej jednak są w różnym okresie dojrzewania (mamy kilku zawodników późno dojrzewających). Do zespołu dochodzą wyróżniający się zawodnicy z Akademii Warty, którzy biorą udział w projekcie Warta Talent, z młodszych roczników. W perspektywie całego sezonu awans do CLJ wywalczyło 28 zawodników Akademii. Dla mnie są to chłopcy o wysokim potencjale, którzy w perspektywie czteroletniej mają zasilić, w jak największej liczbie, kadrę pierwszego zespołu. – uważa Paweł Kalinowski, szkoleniowiec Warty Poznań U-15.

Wynik nie jest czymś, co determinuje sukces Akademii, która prężnie się rozwija w ostatnim czasie. Zatem jakie będą sobie stawiać cele? – My jako Akademia patrzymy przede wszystkim przez pryzmat rozwoju indywidualnego zawodników i tego, gdzie mają się znaleźć w przyszłości. Uważam, że na szkolenie w kategorii U 15 należy spojrzeć holistycznie. Rozumienie gry i styl, nad którym będziemy pracowali w lidze, mają pomóc w szerszej perspektywie. Narzędzia te mają ułatwić im przejście do starszych kategorii wiekowych. Nie koncentrujemy się na wyniku samym w sobie i efekcie natychmiastowym. Natomiast głównym naszym etapowym celem szkoleniowym będzie dostarczenie zawodników do młodzieżowej reprezentacji Polski i programu PZPN Future – zaznacza.

Olimpijczyk Kwakowo

Nie będziemy ukrywać, że historia jaka stoi za Olimpijczykiem Kwakowo najbardziej nas urzekła. Nawet, jeśli będzie to kopciuszek CLJ U-15, czego absolutnie nie życzymy,  będziemy pamiętać jaką drogę przeszli, by znaleźć się w elicie. Bo ich świadectwo, które przedstawimy, może być inspirujące dla innych.

Kwakowo, czyli niewielka wieś w gminie Kobylnica, powiecie słupskim województwa pomorskiego – tam trenuje drużyna, która na wiosnę będzie występować na boiskach CLJ. Warto w tym miejscu raz  jeszcze  zaznaczyć, że w Kwakowie nie ma seniorów, ani struktur drużyn dziecięcych i młodzieżowych. Zespół rocznika 2006 jest jedynym w Kwakowie!

Klub powstał przy szkole jako UKS. Bazowaliśmy na siedmiu zawodnikach z tej szkoły, gdzie na co dzień jestem nauczycielem WF-u. Ci chłopcy dalej grają w tym zespole. Zrobiliśmy to bez selekcji, bez struktur, bo nie ma u nas szkółki. Pokazaliśmy, że można. Jeśli się bardzo chce, to można wszystko! Przebrnąłem z nimi całą drogę szkoleniową od instruktora do trenera z UEFA A. Na początku wszystko przegrywaliśmy, ale miałem na to swój pomysł i zacząłem się rozwijać wraz z nimi. Mam nadzieję, że tak jak oni, skończę w reprezentacji Polski jako selekcjoner (śmiech) – głęboko w to wierzy Krzysztof Muller, szkoleniowiec Olimpijczyka.

Szerszej publice Olimpijczyk Kwakowo nie jest znany. – A w województwie pomorskim w roczniku 2006 jesteśmy chyba najlepszą drużyną. W regionie zna nas każdy i wygrywaliśmy z wieloma renomowanymi rywalami. W Polsce te większe akademie nas kojarzą, a nasi zawodnicy mają zaproszenia na testy od największych: Pogoń, Lech, Legia itd. – wyjaśnia.

W jakich warunkach trenują? – My początkowo pracowaliśmy na łące, bez oświetlenia, gdzie o 17 jest już ciemno. Wiele ciężkiej pracy, wiele wyrzeczeń. Obecnie mamy naturalne boisko, które nie jest oświetlone, ale pada światło od orlika, więc trochę nam to pomaga (śmiech). A trenujemy na nim cały rok. Musimy sobie jakoś radzić. Brakuje nam bazy, ale nie ma co narzekać. Wolę trenować na trawie niż na jakimkolwiek sztucznym boisku. Taka jest prawda i większa ulga dla kolan w przyszłości. Z kolei w profesjonalnej piłce gra się tylko na trawie, więc, jeśli ktoś umie przyjąć futbolówkę na nierównej murawie, to na pewno poradzi sobie na pięknych, naturalnych boiskach – uważa Muller.

Awans do CLJ nie jest dziełem przypadku, pracowali na niego przez kilka lat. – Od pięciu, sześciu lat jeździmy na turnieje międzynarodowe, graliśmy z takimi drużynami jak: FC Barcelona, Stoke City, HSV Hamburg czy RB Lipsk. Z tymi ostatnimi nawet wygraliśmy na turnieju w Austrii. Groteskowo brzmi zdanie:”Akademia, która powstała za 30 milionów euro, odpadła z Kwakowem”. Stworzyliśmy fajną historię, niech ona  jeszcze trwa! Przed nami CLJ i turniej w Hiszpanii. Chcemy dalej się bawić i walczyć – podkreśla.

Można byłoby się zapytać, a skąd na to wszystko były pieniążki? – Pod względem finansowym nasz klub ma dwóch fantastycznych sponsorów. Dzięki temu było nas stać na wszystkie turnieje międzynarodowe. Rodzice naszych zawodników praktycznie za nic nie płacą. Gmina Kobylnica też nam pomaga. Tu są ludzie tak oddani, że bez nich nie dalibyśmy rady, a mam na myśli: Mirosława Lewandowskiego, Tomasza Adkonisa i Leszka Kulińskiego (wójt gminy Kobylnica). Do tego też mamy fantastycznych rodziców – zaznacza szkoleniowiec Olimpijczyka.

Jeżeli chodzi o samych zawodników, pochodzą oni wyłącznie z niewielkiego Kwakowa? – Większość zawodników jest z gminy Kobylnica, bez selekcji, ale też są u nas chłopacy z innych okolicznych miejscowości tak do ok. 60 km od Kwakowa. Teraz na pewno będziemy szukać wzmocnień, bo poziom w CLJ będzie dużo wyższy niż w lidze wojewódzkiej czy barażach, a sezon jest długi i do tego też pandemia nie pomaga, gdzie trenerzy nie wiedzą, ilu zdolnych zawodników do gry będą mieli dzień przed meczem – twierdzi Krzysztof Muller..

Czym jest dla nich awans do CLJ? – Spełnieniem marzeń. Pięć lat temu powiedziałem, że ten zespół awansuje do CLJ, wtedy było to dziwne i trochę śmieszne. A teraz? Wow! Udało się to zrealizować! To był oczywiście nasz cel poboczny, bo tym głównym jest wychowanie reprezentanta Polski, ale gra na najwyższy poziomie w kraju, przybliża ich do tego, że mogą otrzymać powołanie do kadry. Warto przyjechać na nasz mecz i zobaczyć, ile serca i zdrowia na boisku zostawiają ci chłopcy. Za każdym razem walczą o swoje. Chcielibyśmy rozgrywać mecze w CLJ u siebie w Kwakowie, ale czy tak się stanie? Czekamy jeszcze na wytyczne od PZPN-u i wtedy będziemy działać – wyjaśnia.

Co później stanie się z tym zespołem? – Czas na “Ostatni Taniec”. To moje ostatnie pół roku z tą drużyną. Tego rocznika nie będzie już w naszym klubie. Chłopcy już w tym momencie mają propozycje z najlepszych akademii w kraju, ale też nie jest to teraz najlepszy moment na zmianę środowiska – środek roku szkolnego, czekają ich egzaminy ósmoklasisty. Ci zawodnicy na pewno pójdą w świat. Fajnie, że awansowaliśmy do CLJ, bo dzięki temu oni nie muszą “uciekać z domów”, żeby grać z najlepszymi. A gdzie oni dostaną więcej minut, jak nie w Kwakowie? Mogą pokazać się szerszemu gronu i w czerwcu trafić do lepszych zespołów. Będą mogli dalej walczyć o swoje marzenia – podkreśla Muller.

GKS Katowice

Będą derby Katowic w CLJ U-15. Do Rozwoju dołączyła “GieKSa”. Co można powiedzieć o drużynie z rocznika 2006, która wbiła się na poziom centralny? – Z trzonem drużyny pracuję od pięciu-sześciu lat, a z niektórymi jeszcze dłużej. Wcześniej ci chłopcy byli zawodnikami AP Sparty Zabrze, gdzie też byłem trenerem. Od 2017 roku pracuję w GKS-ie Katowice i większość z nich też trafiła w tym samym czasie do akademii. W międzyczasie przyszło kilka wzmocnień, ale trzon jest ten sam. Przed sezonem naszych dwóch zawodników odeszło do Lecha Poznań, ale nie szukaliśmy nikogo na ich miejsce. Bazowaliśmy na tym, co mamy w klubie. To jest fajna grupa rozwojowa, która przede wszystkim chce się uczyć. To jest ich duży sukces – opowiada nam Łukasz Bagsik, szkoleniowiec “GieKSy” U-15.

Awans do CLJ był celem samym w sobie? – W naszym (trenerów) pojmowaniu, awans do CLJ po zwycięstwie w dwumeczu barażowym był efektem ubocznym pracy, którą wykonaliśmy. Przed rundą założyliśmy sobie dwie rzeczy: 1.  Rozwój indywidualny jednostki 2. Organizacja, czyli stworzenie zawodnikom jak najlepszego środowiska do rozwoju. Mocno pracowaliśmy w tym kontekście, a przy okazji awansowaliśmy do CLJ. Przed rundą wiosenną też postawimy sobie jakieś cele drużynowe, ale przede wszystkim skupiamy się na tym, żeby za pół roku powiedzieć: “każdy z tych chłopców jest lepszym zawodnikiem” – zaznacza Bagsik.

Co może nam zaserwować GKS Katowice w CLJ U-15? – Zawsze gramy o najwyższe cele i w taki sposób będziemy do tego podchodzić, żeby jako beniaminek zamieszać w stawce, która już się ukształtowała – Zagłębie Lubin, Raków Częstochowa i Śląsk Wrocław. Mamy wielką ochotę, żeby sprawić im psikusa – deklaruje.

TS Przylep Zielona Góra

Drużyny z województwa lubuskiego na poziomie CLJ? Nie jest to częsty widok. A na pewno nie był na nim widziany przedstawiciel klubu o dość intrygującej nazwie TS Przylep Zielona Góra. W Polsce nie jest to ekipa, którą zna każdy kibic. Aczkolwiek ma za sobą ciekawą drogę od gry w A-klasie do IV-ligi, a obecnie nie mają zgłoszonej żadnej drużyny seniorów do rozgrywek ligowych. Postawili na rozwój młodzieży.

Jaka historia stoi za Przylepem? – Praca z tą grupą to jest projekt siedmioletni. Jesteśmy mistrzami województwa. Większość naszych zawodników jest z Zielonej Góry. Dojeżdżają do nas też chłopacy z Gubina, Wolsztyna czy z okolic Sulechowa. Trenujemy cztery razy w tygodniu. Większość zawodników zaczynała w UKP Zielona Góra. Z tą grupą przeszliśmy do Akademii Piłkarskiej Falubaz, gdzie trenowaliśmy dwa lata i od 1,5 roku działamy w TS Przylep – wyjaśnia Remigiusz Chyła, szkoleniowiec TS Przylep Zielona Góra.

W takim razie, czym jest sam awans do CLJ dla tego klubu? – Awans jest sporym sukcesem dla klubu, który jest mały, a wcześniej słynął z drużyny seniorskiej, która startowała od A-klasy i robiąc rok po roku awans, wylądowała w IV lidze. Radzili sobie bardzo dobrze. Prezes postanowił postawić na młodzież i zobaczyć, co z tego wyjdzie i pierwszy duży sukces przyszedł dość szybko. Z tego miejsca chciałbym podziękować prezesowi klubu, który nas do siebie przygarnął, wyciągnął rękę. I odpłaciliśmy się awansem. Gdy przychodziliśmy do struktur klubu, nie mieliśmy postawionych żadnych celów. Potrzebny był czas, czekaliśmy aż to wypali. I wypaliło w bardzo fajny sposób, z czego wszyscy się cieszymy – zauważa.

To będzie tylko jednorazowa przygoda z rozgrywkami centralnymi dla TS Przylep? – Zdajemy sobie sprawę, że będzie ciężko w CLJ U-15, z uwagi na fakt, jakie tam drużyny występują, natomiast chcielibyśmy pokazać swój styl, który wypracowaliśmy przez ten czas. Cieszymy się, że jesteśmy w tym zacnym gronie, gdzie przed sezonem nikt na nas nie stawiał. A my sobie po cichutku pracowaliśmy na swoich boiskach i się udało! Myślę, że można spodziewać się po nas nieprzewidywalności. Będziemy chcieli pokazać, że potrafimy grać w piłkę. Awans do CLJ jest prezentem dla naszego zespołu za ciężką pracę, jaką wykonaliśmy. My już swoje zrobiliśmy, a teraz chłopcy mogą się sprawdzić na tle silnych rywali. Nie składamy broni, chcemy powalczyć i wykorzystać atut swojego, naturalnego boiska. Myślę, że sprawimy niespodziankę, w niektórych meczach – deklaruje Chyła.

Unia Tarnów

Unia Tarnów kojarzy nam się bardziej z żużlem aniżeli piłką nożną. Aczkolwiek takowa sekcja też tam funkcjonuje i miewa się nie najgorzej. Drużyna seniorska występuje w IV lidze, a trampkarze awansowali do CLJ U-15. Unia wiosną zadebiutuje na poziomie centralnym w Polsce.

Dwa lata temu powstała Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Tarnowie. Do tamtej pory działaliśmy w klasach sportowych przy gimnazjum. Wyglądało to tak, że po ukończeniu tej szkoły, nasi zawodnicy rozchodzili się na wszystkie możliwe strony. Dlatego padł pomysł, żeby powstał SMS. Na początku zrobiliśmy nabory do klas: czwartych, piątych i szóstych. Od tego się zaczęło – wyjaśnia trener Unii Tarnów, Łukasz Jamróg. 

Drużyna głównie składa się z rocznika 2006 i jest uzupełniona o wyróżniających się zawodników z 2007. – Dzięki SMS-owi w tygodniu mamy stricte pięć treningów: motoryczne i piłkarskie. A do tego dochodzą cztery jednostki WF-u, gdzie pojawiają się sporty uzupełniające: basen, karate, judo, sporty zespołowe. W ten sposób chcemy ich rozwijać. Szkoła Mistrzostwa Sportowego daje nam i dzieciom ogromne możliwości rozwijania umiejętności – zaznacza.

Co Unia Tarnów zaprezentuje w CLJ? – Po naszej drużynie można spodziewać się przede wszystkim zaangażowania. Nie chcemy myśleć tylko o utrzymaniu, bo ci chłopcy muszą mieć jakiś cel, do którego będą dążyć. Mierzymy wysoko. Na pewno będziemy chcieli wzmocnić zespół pojedynczymi jednostkami, ale myślę, że na pewno zaprezentujemy się z dobrej strony i podejmiemy rywalizację w tej grupie. Uważam, że nie będziemy chłopcami do bicia i pokażemy pazur – stwierdza Jamróg.

Hetman Zamość 

Klub z wieloletnią tradycją, choć nigdy nie grali na poziomie Ekstraklasy. Obecnie mają seniorów w III lidze i debiutują na poziomie CLJ, jeżeli chodzi o trampkarzy. Drużyna, którą zobaczymy wiosną w rozgrywkach ligowych będzie składać się głównie z zawodników z Zamościa i okolic. To jest dla nich najważniejsze w kontekście budowania zespołu.

– Naszym celem jest granie bez kompleksów i chcielibyśmy pokazać się z jak najlepszej strony w CLJ U-15. Nie mamy żadnego obciążenia i mimo, że ta drużyna nie będzie mogła kontynuować gry w CLJ w przyszłym sezonie to postaramy się udowodnić, że nasze umiejętności pozwalają na rywalizację z zespołami na tym poziomie rozgrywek – mówi nam Tomasz Pociennik, szkoleniowiec tej drużyny.

Czym jest dla Hetmana Zamość jest sam awans do CLJ? – Wielką przygodą. Cztery lata temu postawiliśmy sobie cel, do którego postanowiliśmy dążyć. Jesteśmy szczęśliwi, że to nam się udało. Chłopcy ciężko pracowali na ten sukces. Bazujemy na zawodnikach, którzy trenują u nas od samego początku, więc tym większa jest satysfakcja, że osiągnęliśmy cel w takim składzie, który pracuje ze sobą już trzy-cztery lata – podkreśla.

***

Jeśli przegapiliście sylwetki beniaminków z CLJ U-17, możecie je nadrobić tutaj. A w rozgrywkach juniorów U-17 i trampkarzy U-15 czeka nas teraz dłuższa przerwa.

Fot. Uchwycone Pentaxem by Adam/Facebook