Weszło Junior

Środowisko szkoleniowe w ostrych słowach o planowanej reformie PZPN-u

Kilka dni temu informowaliśmy o reformie Polskiego Związku Piłki Nożnej, która ma polegać na likwidacji rozgrywek ligowych w kategoriach od U8 do U11. Jest jeszcze drugi pomysł, tym razem dotyczący starszych kategorii wiekowych, gdzie planowane jest wprowadzenie rankingu, który określałby poziom każdej  szkółki. Co o tym pomysłach sądzi środowisko trenerskie i dziennikarskie? Czy zmiany przyniosą realne korzyści? Kto ucierpi?

Od początku. Sama idea zrezygnowania z tabel oraz wyników w najmłodszych kategoriach wiekowych przewija się w Polsce od kilku lat. Pomysł ten wprowadzono w kilku europejskich krajach, które dobrze wiedzą, jak skutecznie szkolić dzieci i młodzież, a także w niektórych… polskich województwach. Stworzona przez Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej inicjatywa “Pierwsza Piłka” cieszy się w środowisku coraz większym uznaniem.

– Przykłady Holandii, Niemiec czy akcji „Pierwsza Piłka” w woj. zachodniopomorskim pokazują, że można, więc zróbmy to także w całej Polsce. Według mnie likwidacja wyników może tylko pomóc. Zastanowić należałoby się jednak na temat tego, co dalej? Żeby tutaj nie zepsuć całej tej „rewolucji” – uważa nasz redakcyjny kolega, Przemysław Mamczak.

Likwidacja wyników jest z zamysłu dobrym i potrzebnym pomysłem. Możemy wmawiać sobie różne bajki, jak to każdy szkoleniowiec myśli o rozwoju swoich małych podopiecznych, że chodzi o to, żeby chłopcy lepiej grali w piłkę, ale rzeczywistość jest często zgoła odmienna. Czy dla trenera, który pracuje hobbystycznie w niewielkiej szkółce za kilkaset złotych miesięcznie, najważniejsze jest, żeby jego zawodnicy za wszelką cenę stawali się lepszymi piłkarzami? Oczywiście, że w jakimś stopniu tak, ale musi też myśleć o wyniku, bo może się przecież zdarzyć, że prezes dojdzie do wniosku, że ten człowiek “nie ma wyników” i go zwolni. Czy jest to normalne? Nie, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że takie rzeczy mają miejsce.

Jak do planowanej reformy PZPN-u podchodzi środowisko szkoleniowe? Zapytaliśmy:

– Jest to pomysł, który sam promowałem od lat. W najmłodszych kategoriach wiekowych trenerzy często poświęcają rozwój zawodnika dla wyniku, a więc zaspokojenia własnego ego. Nie twierdzę, że to celowe działanie, raczej podświadome. Myślisz, że jesteś dobry, bo wygrałeś mecz, albo że jesteś słaby, bo przegrałeś. Widziałem zawodników, którzy nie wychodzili nawet na minutę na boisko, bo byli słabsi. Widziałem drużyny ośmiolatków, które przez godzinę murowały bramki, widziałem i słyszałem skandaliczne zachowania i odzywki rodziców do swoich dzieci. Wynikomania doprowadziła do tego, że dzieci w wieku 7-8 lat grają na dwa kontakty, stosują schematy taktyczne. Tymczasem do 12. roku życia ma to być czysta nauka gry, zwodów, kreatywności, rozumienia sytuacji boiskowych, samodzielnego rozwiązywania problemów. Likwidacja wyników jest konieczna – mówi Marek Wawrzynowski, dziennikarz WP SportoweFakty.

– Mam wrażenie, że doszliśmy z wynikomanią do ściany. Decyzję o likwidacji wyników w piłce dziecięcej uważam za jedyną słuszną. To radykalny krok, ale na pewno w dosadny sposób zwracający uwagę na problem – kontynuuje Mamczak.

– Jeżeli chodzi o wycofanie lig, to oczywiście jestem pozytywnie nastawiony do tego pomysłu, ponieważ w tych kategoriach wiekowych panuje ogromna presja i wynikomania. Wszyscy o tym wiedzą, rodzice patrzą na tabele, kluby prześcigają się w tym, kto z kim wygrał. Sami bierzemy udział w tym wyścigu, bo wiadomo, że jest to jakaś próba bycia nad innym, konkurencyjnym klubem, ale jest to niezdrowe w kontekście rywalizacji. Niezdrowe jest też powoływanie dzieci na te wszystkie konsultacje, w których bierze udział po 5-8 osób z każdego klubu, a dochodzi do sytuacji, że jest testowanych ponad 100 zawodników i wszyscy myślą, że już są piłkarzami. W tak młodym wieku doprowadzanie do tego, że ktoś jest powoływany na konsultacje czy zajął pierwsze miejsce w lidze, sprawia, że te dzieci nie dość, że tracą w jakimś sensie zapał, bo co chwilę są wynagradzane, to jeszcze jest to niezdrowe, ponieważ wszyscy w tym wieku ze sobą rywalizują. Tak czy inaczej – żadnym przepisem nie zmienimy trenerów. Według mnie zmiany powinny nastąpić przede wszystkim w kategoriach związanych ze szkoleniem trenerów i wtedy na pewno byłoby łatwiej. Nie musielibyśmy wprowadzać żadnych przepisów, żeby lepiej szkolić – zauważa dyrektor Talentu Warszawa Bogumił Bonisławski.

No dobra, a skoro praktycznie wszyscy uważają, że zniesienie rozgrywek ligowych w najmłodszych kategoriach wiekowych jest potrzebne, to dlaczego PZPN chce wprowadzić tę reformę dopiero od przyszłego sezonu, a nie zrobił tego np. kilka lat temu? – Wiadomo, że ten pomysł krążył od dawna, padał z ust wielu trenerów czy dziennikarzy – brak rozgrywek ligowych w najmłodszych kategoriach wiekowych jest też praktykowany w innych krajach. Jest to duża reforma. Nasze środowisko jest liczne, pojawiają się różna zdania i nie jest łatwo pewne zmiany wprowadzać. Natomiast, teraz znalazł się “podatny grunt” i jest szansa, że rzeczywiście uda się to wprowadzić, co będzie bardzo dużym krokiem w stronę tego, żeby nasze szkolenie było na wyższym poziomie. Wszystko było poprzedzone licznymi ankietami i muszę powiedzieć, że osobiście nie spotkałem się z reformą w Polsce, która byłaby aż tak pozytywnie odbierana – wyjaśnia Koordynator ds. Szkolenia Dzieci i Młodzieży PZPN Michał Libich.

Bonisławski zwrócił wcześniej uwagę na bardzo ważny aspekt, bez którego reforma nie ma prawa się udać – świadomość trenerów i ich podejście do gry o wynik. Nie będzie tak, że Związek jutro narzuci wszystkim, że nie ma wyników oraz tabel, a za tydzień wyrośniemy na potentatów w szkoleniu dzieci. Wielu szkoleniowców będzie musiało zmienić swoje myślenie, nie mówiąc już o rodzicach. Dla nich Piotruś, Krzyś czy inny Tomuś nadal będzie strzelał pięć goli, a jego drużyna pokonywała rywali 8:1. Jak rezultat może nie mieć znaczenia, skoro sam widziałem, że pięć razy pokonał bramkarza? Inna sytuacja. Jakaś drużyna pojechała na turniej i wszystkich ograła, mimo że nie ma oficjalnych tabel? Wygrała, to wygrała, zaraz wstawimy post na Facebooka z pucharem, żeby ludzie widzieli, jakie to jest u nas dobre szkolenie.

Wspomniany już wcześniej projekt “Pierwsza Piłka” działa od trzech lat, a trenerzy nadal są szkoleni w tym zakresie. – Wdrażanie programu “Pierwsza Piłka” trwa do dzisiaj. Cały czas trwa akcja edukacyjna. Przede wszystkim, są ankiety, zapraszamy środowisko trenerskie do współpracy, organizujemy nieodpłatne konsultacje szkoleniowe – wymienia Marek Safanów z ZZPN-u.

Czy brak wyników nie doprowadzi w jakimś stopniu do tego, że dzieci w pewnym sensie stracą motywację do gry? – Wystarczy zrobić prosty eksperyment. Weźmy dzieci z dowolnego klubu i zorganizujmy im mecz na korytarzu szkolnym z inną klasą. Nie mam wątpliwości, że dzieci i tak będą grały na całego i walczyły o zwycięstwo. Każdy gra po to, żeby wygrywać, ale ta reforma jest skierowana głównie do trenerów, żeby zmieniło się ich podejście do szkolenia. Wynik jest teraz alibi, wystarczy mieć jednego dobrego zawodnika i każdego roku awansować do wyższej ligi, a tak naprawdę – słabo szkolić. Nie mając wyników, nie ma tego alibi. Alibi będzie to, kogo ty wypuścisz później w świat – argumentuje swoje zdanie Michał Libich.

Okej, jeżeli pierwsza reforma może realnie wpłynąć za kilka lat na poprawę szkolenia w naszym kraju, tak druga jest już pomysłem przez wielu… mocno krytykowanym. O co chodzi? Polski Związek Piłki Nożnej uznał, że wypadałoby zmienić też coś w starszych kategoriach wiekowych i tak pojawił się zamysł stworzenia rankingu, wedle którego szkółki i akademie byłyby przydzielane do poszczególnych lig.

– Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak można było coś takiego wymyślić i chcieć wprowadzić w Polsce. Dla mnie jest to totalna paranoja. Jak do tego dojdzie, to gwarantuję, że będę stał pod Polskim Związkiem Piłki Nożnej i strajkował, bo to jest niszczenie polskiej piłki. Szkółka Talentu Warszawa powstała siedem lat temu i wszystkie nasze roczniki budowane od podstaw są na bardzo dobrym poziomie. I teraz dochodzi do sytuacji, w której jesteśmy na straconej pozycji, bo nie mamy roczników od 2008 w górę i cała nasza dotychczasowa praca zostaje wyrzucona w błoto. Duże kluby ponownie tworzą sobie działkę, do której nikt nie może wejść. To samo było i nadal jest z dziedziczeniem awansów w CLJ-kach. Dla mnie dziedziczenie całkowicie zabija rywalizację. Sytuacja, w której jakaś drużyna dziedziczy miejsce po drugiej, to jest po prostu patologia. Nie można tego inaczej nazwać – mówi w ostrych słowach Bogumił Bonisławski.

– Mówimy, że nie gramy o wynik, a z drugiej strony powodujemy, że kluby będą robiły wszystko, by mieć wysoki ranking, a więc szykujmy się w kategoriach U12-U18 na grę… czysto fizyczną. Propozycja PZPN-u zabija marzenia małych klubów, które chcą rosnąć i zabetonuje układ na górze. Spowoduje, że będą się liczyć jedynie duże i średnie kluby, które masowo przerabiają uzdolnionych chłopców na przeciętnych kopaczy. Jeśli PZPN wprowadzi ten ranking, to zabije całą ideę gry bez wyników do kategorii U-12. Wtedy lepiej utrzymać system, który jest obecnie, mimo że będzie to jedynie wybór mniejszego zła. To dość charakterystyczne działanie dla PZPN-u. Najpierw wpadną na fajny pomysł (zwykle pod wpływem mediów), po czym zaraz dołożą swój pomysł i wszystko popsują. Po dziedziczeniu miejsc w CLJ-kach to kolejna skandaliczna próba zabetonowania układu i sztucznego tworzenia grupy elitarnych klubów – wypowiada się w równie gorzkim tonie Marek Wawrzynowski.

Dlaczego dziedziczenie awansów i spadków nie ma sensu? Odsyłamy was do wtorkowego felietonu Przemysława Mamczaka >>

– Projekt Polskiego Związku Piłki Nożnej zakłada, że od kategorii U-12 drużyny będą przydzielane do lig wg rankingu zrobionego na podstawie wyników w kategoriach wiekowych od 12. do 18. roku życia. I to jest absolutny skandal, działanie dyktowane przez duże akademie, które są niczym więcej, jak producentami przeciętnych piłkarzy do lig okręgowych. Co oznacza ten ranking? Jesteś trenerem, masz świetną ekipę, kilku znakomitych chłopaków, możesz rywalizować z największymi. Ale starsze roczniki miałeś słabsze. Więc zamiast do najwyższej ligi – trafisz do najsłabszej. A słaba drużyna z dużego klubu trafi do najwyżej. Chcesz grać w I lidze? Musisz iść do nich. Czyli zostawiasz swojego bardzo dobrego trenera, swoich kolegów, z którymi robiłeś świetną robotę i idziesz do słabego trenera i do słabych dzieci. Ten problem będzie dość powszechny – zauważa Wawrzynowski.

– Reforma dotknie przede wszystkim tych, którzy zaczęli szkolić niedawno. My wystartowaliśmy siedem lat temu, więc też niedawno i przez ten czas wykonaliśmy kawał roboty i w tym momencie ona zostaje nam zabierana. Będziemy na poziomie III-IV ligi, podczas gdy mamy lepsze drużyny i lepszych trenerów niż zespoły z I ligi – mówi ze smutkiem dyrektor Talentu Warszawa.

Kto miałby na tej reformie skorzystać? Największe szkółki i akademie? Niby tak, ale nie do końca, bo zamiast mierzyć się z najmocniejszymi zespołami w danych rocznikach, będą rywalizować z często gorszymi graczami z większych szkółek. Weźmy za przykład Warszawę. Mamy 14-latka, który wyróżnia się w mniejszym klubie – on prędzej czy później i tak będzie musiał trafić do Legii lub Escoli, żeby zrobić krok naprzód i nie trzeba na nim tego wymuszać.

Nie mamy w Polsce takich ośrodków szkolenia, po których mamy pewność, że jak chłopak tam trafi, to za pięć lat będzie siedział na zgrupowaniu reprezentacji przy stoliku z Lewandowskim i Zielińskim. Mamy kilka dobrych akademii, owszem, ale żadna z nich nie gwarantuje, że każdego roku do piłki seniorskiej trafi… cała drużyna.

***

Dlaczego mniejsze kluby mają cierpieć na reformie? Komu ona ma pomóc? Czy są jakieś zalety? Wykonaliśmy drugi telefon do Michała Libicha, żeby mógł odpowiedzieć na powyższe zarzuty:

Rozmawiałem na temat tej reformy z ludźmi ze środowiska i mówią o niej w gorzkich słowach. Sam widzę w tym pomyśle kilka wad, tracą małe i średnie szkółki, więc jakie pana zdaniem są zalety tego pomysłu? 

– Co tracą?

Możliwość występowania w wyższych ligach. Często zdarza się, że w tych mniejszych klubach są po 1-2 roczniki, które są na poziomie najlepszych drużyn w województwie. I one teraz nie będą mogły się z nimi mierzyć, tylko będą rywalizowały ze słabszymi zespołami. 

– Mówimy o starszych kategoriach wiekowych. Jaka jest droga tych chłopaków? Czy oni powinni występować w tych mniejszych ośrodkach, czy jednak szukać miejsca w ośrodkach, gdzie mieliby stworzone lepsze warunki?

Niektóre mniejsze ośrodki również dobrze szkolą. 

– Czytam te wszystkie komentarze i na ogół są tu ludzie, którzy mają interes w tej reformie. Chcę mówić o dzieciach. Wszyscy mówią o ligach, o drużynach, że nie będziemy grali z najlepszymi, ale jeżeli mój najlepszy zawodnik pójdzie do najlepszego okolicznego klubu, to nie tylko będzie grał z najlepszymi, lecz przede wszystkim – z nimi trenował. To jest klucz. Uważam, że rozgrywki ligowe są dodatkiem do szkolenia. Dam przykład, mamy tygodniowo setki godzin obserwacji szkółek, więc nie jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Jest szkółka X, która wygrywa z każdym. Natomiast, trenują 2-3 razy w tygodniu, trafiło się im kilku fajnych zawodników. Duży klub, który nie wszedł jeszcze mocniej w selekcję, ale trenują codziennie, mają pełną opiekę szkoleniową, szkoła jest na miejscu – oni wszystko gwarantują. Mniejszy ośrodek, oczywiście, może gwarantować fajnego trenera, bo takich jest bardzo wielu, ale jednak nie gwarantuje tej ciągłej rywalizacji, ciągłego rozwoju. Dla mnie najważniejsze jest dziecko. Może podchodzę do tego zbyt idealistycznie, ale wydaje mi się, że ci najlepsi zawodnicy muszą trafiać do najlepszych klubów. 

Nie ma pan wrażenia, że nawet bez tej reformy oni i tak trafialiby do tych najlepszych klubów? Jeżeli jakiś zawodnik wyróżnia się w mniejszym ośrodku i chce zrobić krok naprzód, to i tak musi iść do większego. 

– Właśnie z tym jest problem. Na codzień też pracuję w akademii i to nie jest tak, że kluby chętnie pozbywają się dobrych zawodników. Nie pozbywają się, bo marzy im się gra w CLJ-ce czy najwyższych ligach wojewódzkich. Plusy tej reformy? Pracuje pan w klubie i decydują się losy pana zespołu. Widzi pan, że o wszystkim decydują pojedyncze punkty, na które wpływ mają trenerzy starszych drużyn. Dostrzega pan, że kolega ze starszego rocznika olewa sprawę, co będzie pana kosztowało tym, że pana zespół nie będzie grał w wyższej lidze. Jaka jest pana reakcja? Osobiście stymulowałbym tego szkoleniowca, żeby lepiej pracował, albo prezes klubu by takiego trenera zmienił.

Dochodzimy do myślenia typowo wynikowego. Musimy osiągać dobre wyniki, żeby być wyżej.

– Tak, w starszych kategoriach wiekowych. 

Czyli do 11. roku życia uczymy dzieci, że wynik nie ma znaczenia, a od 12. roku życia, że wynik jest najważniejszy?

– Dlaczego najważniejszy?

Ponieważ będzie decydował o tym, w jakiej lidze będzie grał dany zespół, co ma w jakimś stopniu wypływ na rozwój zawodników.

– Dobre szkolenie jest jednoznaczne z wynikiem?

Nie zawsze, ale będzie liczyło się to, żeby być w wyższej lidze, bo każdy chce w niej być. 

– Dlatego chcemy to zmienić. Słyszał pan głosy negujące rezygnację z rozgrywek ligowych w kategoriach U8-U11?

Nikt nie powiedział mi wprost, że jest to zły pomysł. Również uważam, że jest to potrzebna inicjatywa. 

– To jeszcze nie jest tak, że ta reforma na pewno wejdzie w życie. Sam mam różne rozterki, bo zdaję sobie sprawę, że może być najlepsza drużyna w województwie z małego klubu i ona będzie grała w najniższej lidze. Rozumiem to, są to pewne zagrożenia. Też pracowałem w małym klubie i pierwszą rzecz, jaką zrobiłem, to wysłałem najlepszego zawodnika do większego klubu, bo wiedziałem, że on nie będzie miał tutaj zapewnionych najlepszych warunków do rozwoju. Wiedziałem, że nie jesteśmy w stanie codziennie trenować, nie dam mu indywidualnej opieki, bo nie jesteśmy w stanie tego pogodzić finansowo czy czasowo. Wiem, to jest idealistyczne podejście, ale mniejsze kluby muszą wypychać tych najlepszych zawodników.

Nie uważa pan, że zawodnik będzie mógł się lepiej rozwijać, jeżeli nawet w tym słabszym klubie dostanie szansę rywalizacji z czołowymi podmiotami, a nie jeździł na spotkania, które jego drużyna będzie wygrywać po 20:0?

– Jeżeli nie będzie miał w swoim klubie rywalizacji na treningu, to uważam, że nie zrobi postępu. Nawet, jeżeli jego drużyna będzie w tym roczniku najlepsza w kraju. Napisałem na “Łączy Nas Trening” dwa artykuły na temat likwidacji rozgrywek ligowych w młodszych kategoriach wiekowych i wszyscy byli za. W momencie, jak się pojawił ranking klubowy jako jedna z propozycji, bo wszyscy to wzięli za pewnik, a tak nie jest, narracja się zmieniła. Ja też nie jestem do tego do końca przekonany.

Czytałem pana wpisy i widziałem, że nie są one w 100% za tą reformą.

– Sam pan mówi, że rozmawiał pan z ludźmi ze środowiska i mogę sobie uciąć głowę, że nikt nie zaproponował takiego rozwiązania, które wszystkich by zadowoliło. Nie ma złotego środka, zawsze ktoś będzie pokrzywdzony.

Teraz głównymi pokrzywdzonymi byłyby małe i średnie ośrodki. 

– Owszem. Małe kluby i tak nie mają szans na to, że w kategorii U-14 grać w najwyższych ligach. Wystarczy prześwietlić rozgrywki i sprawdzić, kto w nich gra – w zdecydowanej większości są to większe ośrodki. 

Ale jeżeli pojawią się jakieś wyjątki, to nie będą miały już takiej możliwości. 

– Będą miały możliwość. Obecny układ zakłada, że co pół roku będą awanse. Dla przykładu, w Anglii wprowadzili brak szans dla mniejszych klubów na to, żeby awansować wyżej, bo tam jest większy podział. Największe akademie w kraju od początku rywalizują między sobą. Tylko tam jest inna mentalność – oni są zaszczyceni, jeżeli trener z większego klubu podejdzie i zaprosi. U nas jest od razu, że zła reforma, bo nie awansujemy – awansuje twój zawodnik. To jest chyba najważniejsze. Wszyscy mówią o tym, że drużyna nie awansuje, ale powiem szczerze, że mnie interesuje, żeby w klubie była, jak najlepsza praca. Na Mazowszu jest tak, że w ciągu jednej rundy można awansować. W związku z tym, furtka jest otwarta i w dwa lata możesz przeskoczyć kilka lig. Nie ma z tym kłopotu. Rozwiązania różnego typu są, ale na pewno nie ma tego złotego. Nie uważam, że ta reforma jest genialna i wymyśliłem coś fantastycznego. 

Jeszcze jedna rzecz. Mówi pan o tym, że chłopcy z mniejszych ośrodków będą mogli się rozwijać, jeżeli trafią do większych klubów, ale ile mamy w Polsce akademii, które naprawdę szkolą na topowym poziomie? Kilka? Nie mamy w kraju np. 20 ośrodków szkolenia, które gwarantują to, że jeżeli zawodnik tam trafi, to szanse na to, że będzie kiedyś piłkarzem, znacząco wzrosną. 

– Zgadza się i to jest kolejny argument za tym, że ten ranking nie jest pozbawiony wad. Zdaję sobie sprawę z jego niedoskonałości, ale cały czas czekam, aż ktoś przedstawi taki podział lig, który zadowoli wszystkich. Słyszałem o tym, żeby wprowadzić system pucharowy czy grać regionami, ale to zaraz będzie głos, dlaczego ja jestem w takiej lidze, tamci mają w swoim ośrodku samych słabszych, a ja mam samych lepszych. I ta słabsza drużyna awansuje, a ja nie – dalej będą pojawiały się różne spory i dywagacje. 

Pana zdaniem, obecny system rozgrywek jest zły?

– Dla mnie najważniejsza jest zmiana mentalności wśród trenerów, że wynik nie jest kwestią najważniejszą. Pierwszym krokiem do tego jest likwidacja rozgrywek ligowych w najmłodszych kategoriach wiekowych. Cały czas słyszę o wynikach, tabelach, a mnie interesuje dziecko – po prostu. Gdzie bym nie pracował, w dużym czy w małym klubie, to moim marzeniem jest, żeby przyszedł facet z wielkiej akademii i powiedział: biorę dwudziestu. O czym by to świadczyło? Że jestem dobrym trenerem.

Wszystko trochę prowadzi do tego, że dużymi akademiami będą szkółki, który tylko z nazwy są duże, a nie szkolą na jakimś świetnym poziomie.

– Według mnie, jest to równoznaczne, że jeżeli ktoś ma wyniki, to musi w miarę dobrze szkolić. Jeżeli ma wyniki tylko dzięki selekcji, a źle szkoli, to myślę, że rodzice szybko to zauważą i przepiszą swoje pociechy do innych ośrodków. 

Znaleźlibyśmy niejeden przykład ośrodka, który bazuje na tym, że ich zawodnicy są o głowę wyżsi od rywali.

– Tutaj też jest rola nas wszystkich, żeby się edukować, żeby porzucić na bok swoje ambicje typu, że ja chcę coś wygrać. Jak chcę coś wygrać, to powinienem iść pracować w juniorach czy seniorach – tam byłby to mój główny cel. Pracując w piłce młodzieżowej, staram się, żeby zawodnicy stawali się coraz lepsi, a nie zastanawiam się, w której lidze będziemy grać. Co zmienia w procesie szkolenia, ża za tydzień mam mecz w Ekstralidze, albo w ósmej lidze? Co to zmienia z punktu widzenia szkoleniowca? Moim zdaniem – nic. Tylko, niższa liga jest mniej prestiżowa, a to trenerów uwiera… 

W najwyższej lidze będą się też mogli zmierzyć z lepszymi zawodnikami. 

– Zgadza się, ale jeżeli ci najlepsi już tam będą, to będą się z nimi mierzyć. Ktoś musi grać w tych klubach, które będą w I, II, III lidze, więc będą grać tam ci najlepsi, według powtarzam – idealistycznego – planu. Reasumując, nie twierdzę, że jest to najlepszy plan i mam nadzieję, że pojawi się również jakiś inny pomysł. Cały czas zarzuca mi pan, że ludzie mówią to, że ludzie mówią tamto…

Pojawia się wiele negatywnych opinii, dlatego chciałem poznać także pana zdanie w tym temacie. 

– Dzisiaj siedziałem całą noc na różnych forach – nagonka straszliwa. Wie pan, co mnie martwi? Że nikt nie mówi o dzieciach, tylko cały czas, że ja będę grał w takiej lidze, a nie innej. Chyba nikogo nie interesuje trening, filary szkolenia, rozwój zawodnika, tylko wszyscy: liga, liga i liga. Mam dziecko w kategorii U-11. Wchodzi ta reforma i czego oczekuję? Żeby grał w klubie, który okej, jest na pierwszym miejscu w najwyższej lidze i nie ma już szans grać wyżej, ale tam są trzy treningi w tygodniu, nie ma zajęć indywidualnych, a do szkoły jest daleko? No nie, zabrałbym takie dziecko do klubu z III ligi, gdzie widzę, że jest praca indywidualna, stawianie na rozwój zawodnika, i wiem, że za 3-4 lata moje dziecko ma szansę zrobić większy postęp.

– Cały czas myślę też nad taką opcją, żeby każdy miał równe szanse, żeby zrobić jakieś ścieżki awansu czy różne turnieje. Trenerzy zgłaszaliby się pod pierwszą, drugą, trzecią ligę, bo takie mają ambicje. Może tędy droga? Byłby jednak problem z dobieraniem drużyn, bo zawsze będzie tak, że jeden trener powie, że tamta liga jest o wiele słabsza, i gdybym tam grał, to na pewno bym wygrał. Weszło ma duże zasięgi, więc może ogłośmy program na utworzenie lig?

To jest dobry pomysł.

– Gwarantuję, że z setek komentarzy zrobi się pięć. Wszyscy narzekają, ale żeby samemu coś zrobić… Najważniejsze jest dziecko. Z tych, co są w danych rocznikach, może z 2% będzie kiedyś grało w piłkę, a pozostałych trzeba wychować. Nie sądzę, żeby wpływ na to miała liga – na to wpływ ma szkoleniowiec. Liga to jest alibi, bo komuś się wydaje, że jak gra w wyższej lidze, to jest lepszym trenerem. Tak nie jest. Jesteśmy otwarci na propozycje ludzi ze środowiska. Jeżeli ktoś wymyśli jakąś ciekawą ideą, na pewno zostanie doceniony – tu chodzi o polską piłkę, a nie czyjeś ego. 

***

Wchodzimy w okres świąt Bożego Narodzenia, w wielu domach są już ustrojone choinki, więc Polski Związek Piłki Nożnej postanowił sprawić nam prezent. Rezygnacja z rozgrywek ligowych w kategoriach U8-U11? Bardzo dobra decyzja, trochę jakbyśmy wygrali wycieczkę dookoła świata. Wprowadzenie rankingu dla szkółek i akademii w kategoriach U12-U18? Nagle granice są już zamknięte, ale jest jeszcze szansa, że do wylotu obostrzenia zostaną zniesione.

BARTOSZ LODKO

Fot. Łączy Nas Piłka