Blogi i felietony

Wtorkowa rozgrzewka z Mamczakiem: nie na raz

Dwa ciekawe tematy poruszyliśmy ostatnio na łamach Weszło Junior. Dwa tematy, które wzbudziły sporo emocji wśród komentujących. Tematy na tyle istotne, że warto poddać je refleksji. Bo na pierwszy rzut oka oba nie wydają się takie oczywiste…

Po wywiadzie z Radkiem Bellą na temat trenerskiego pracoholizmu, odezwało się do mnie, w wiadomościach prywatnych, kilku innych szkoleniowców. Byli i tacy z… Ekstraklasy.

Temat, który z jakiegoś powodu stał się niestety tematem tabu, istnieje. Istnieje i wielu osobom doskwiera na co dzień. Grupa ta jednak jest tak nieliczna, że często jej dylematy zamiata się pod dywan.

Dlatego apeluję do tych, którzy problem przerabiali i przetrawili – dopiszmy wspólnie kolejny rozdział! Taki, który pokaże wasze praktyki. Taki, który pomoże innym. Tym, którzy dziś być może nie mają pomysłu, jak sobie z nim poradzić.

Ja jestem do dyspozycji.

A uzupełniając jeszcze niedzielny tekst, bo wyszło trochę, jakbym z Radkiem się spierał – taka była tylko konwencja. Muszę zaznaczyć, że zdecydowanie zgadzam się ze słusznością jego tez. Rozumiem naukowe spojrzenie na to zagadnienie i w pełni je akceptuję.

Myślę jedynie, że spirala emocji, nakręcająca się z weekendu na weekend, powoduje, że zanurzamy się w tym świecie i wtapiamy w niego bez namysłu. Że na najwyższym poziomie po prostu się wyłączyć i zaplanować stosowanie praktyk, o których rozmawialiśmy, jest szalenie trudne. Tak trudne, że dla większości po prostu niedostępne. Tak trudne, że ja nie widzę wielu, nawet na topie, którzy swoje taktyczne szaleństwo są w stanie zestawić ze zrównoważonym, zbalansowanym życiem.

***

Drugi wątek wywołał burzę kilka dni wcześniej. W materiale o ocenianiu i jego sensie, mocne słowa wypowiedział m.in. Tomasz Wilczewski, wychowanek śp. Tadeusza Hucińskiego. – Ocena jest wywieraniem wpływu. To jest szantaż emocjonalny i fizyczny, bo zmusza do działań często niepożądanych przez ucznia. Dziecko, zgodnie ze swoją naturą, samo chce się uczyć, doświadczać i się tym dzielić. W okresie sensytywnym dla klas 1-3 i 4-6 kształtuje się m.in. poziom samooceny i poczucia wartości. Ten moment ma przełożenie na twoje poczucie wartości, czyli to, jaką jesteś poźniej osobą dorosłą – przychodzisz do domu z pracy zadowolony, bo szef cię pochwalił. Wracasz zły, gdy twój przełożony na ciebie krzyczał. Tak samo jest w relacjach z partnerem czy partnerką. W efekcie, nie potrafimy komunikować swoich prawdziwych potrzeb, bo nieustannie poddawani byliśmy cudzym osądom, opiniom i ocenom – powiedział, później rzeczowo argumentując swoje spojrzenie.

– Moim zdaniem ocen w szkole w ogóle nie powinno być przez cały system edukacji. Oceny zabijają radość z nauki, działania, uczą porównywania do innych, dołują, niszczą motywację wewnętrzną, uczą cwaniactwa i kombinowania – dodał socjolog Artur Hibner.

A w komentarzach wylało się szambo:

“Nie ma szkół bez ocen… co wy za bzdury piszecie”.

“No tak, bez ocen, żeby dzieci nie stresować. Leczcie się”.

“Od wieków istniały oceny i jaki jest sens to zmieniać? Chyba tylko taki, że teraz się do szkoły nie chodzi, wiec i oceny są zbędne”.

“Tak samo można stwierdzić, że nie ma potrzeby wystawiania piłkarzom pomeczowych ocen w mediach. Totalny bezsens. Wykonaną czynność trzeba ocenić, żeby otrzymać miarodajną informację, na jakim poziomie się jest i co trzeba poprawić. Problemem w szkole nie są oceny same w sobie, tylko sposób, w jaki się je traktuje”.

“Ten artykuł mógł napisać tylko ktoś zupełnie oderwany od rzeczywistości szkolnej, nie mający pojęcia o praktyce nauki w szkole…”.

Jak zwykle przykro, że większość komentujących zwyczajnie… nie przeczytała nawet tekstu. I z nimi trudno jakkolwiek dyskutować.

Z jednym z powyższych ja się jednak zgodzę. Z tym, że artykuł mógł napisać tylko ktoś zupełnie oderwany od rzeczywistości szkolnej. Tomek jest od tej rzeczywistości oderwany. Mało tego, on chciałby ją zmienić. I to jak najprędzej.

Nie mam wątpliwości, że droga, którą opisuje, ma sens. Że mądre odejście od aktualnego systemu oceniania wpłynęłoby na poziom edukacji pozytywnie. I że to, co dzisiaj dzieje się w salach lekcyjnych, nie przygotowuje nas do życia w żadnym stopniu.

Tego, co istotne, uczymy się poza szkołą. Ba, w normalnych warunkach, więcej niż z lekcji wyciągamy… z przerw.

Ale takie zmiany następować mogą powoli. Wprowadzane mogłyby być stopniowo. Dziś wizja nakreślona w tekście to utopia. Społeczeństwo zwyczajnie nie jest gotowe na taki “przewrót”. Najpierw trzeba zbudować świadomość otoczenia, przekonać tych, którzy dziś przy temacie stawiają znak zapytania. A później, dobrym przykładem, inspirować też takich, jak wspomniani wyżej komentujący.

Dziesięciolecia.

Wierzę, że zarówno w szkołach, jak i podczas treningów (bo przecież bezpośrednim punktem zaczepnym dla nas było podejście do oceny swoich podopiecznych przez trenerów), zmiany są realne. Zmiany wymagają jednak czasu.

A dlaczego dzisiaj są tak trudne? Dlaczego wywołują tyle emocji i od razu znajdują rzeszę krytyków? To akurat jest proste.

Wszyscy wychowaliśmy się w systemie ocen. Wielu z nas żyje na niezłym poziomie, ma się dobrze. Prowadzi szczęśliwy żywot, zarabia godnie, część nawet robi to, co lubi. A więc… da się. A więc – może ten system nie jest wcale taki zły.

Ja w takim momencie zadałbym pytanie nawet nie o tych, którzy mają się gorzej. Ale o to czy jesteśmy w danym miejscu dzięki szkole czy pomimo niej?

Na nasze twarde dyski tak trwale wgrany jest schemat, który poznaliśmy jako siedmiolatkowie, że przeorganizować go jest olbrzymim wyzwaniem. Czy faktycznie jesteśmy tak skuteczni, jak moglibyśmy być?

– It’s a sad truth about the workplace: Just 30% of employees are actively committed to doing a good job. According to Gallup’s 2013 State of the American Workplace report, 50% of employees merely put their time in, while the remaining 20% act out their discontent in counterproductive ways, negatively influencing their coworkers, missing days on the job, and driving customers away through poor service. Gallup estimates that the 20% group alone costs the U.S. economy around half a trillion dollars each year – znalazłem kiedyś w “Harvard Business Review”.

No właśnie. Zaledwie 30% pracowników angażuje się w swoją pracę. Aktywnie. Trzech na dziesięciu JEST W STANIE coś tworzyć. Kreować. Trzech na dziesięciu może wziąć na siebie odpowiedzialność, wykonywać zadania niekoniecznie będąc prowadzonym przy każdym z nich za rączkę. 30% z nas, gdy szef odda nieco więcej niż utarło się powszechnie decyzyjności, pociągnie ten wózek.

I zapytacie – to gdzie te 30% w komentarzach pod waszym tekstem, mądrale? Oni również komentowali:

“Istnieją szkoły bez ocen. Dzieciaki z nich podchodzą normalnie do egzaminów i matur i gorsze nie są. Osiągają wręcz lepsze wyniki. Oceny nigdy nie świadczyły ani nie świadczą o tym czy ktoś jest inteligentny czy nie jest. Świadczyły tylko o tym, czy ktoś wykuł wiedzę faktograficzną w danym temacie czy nie. Szkoły waldorfskie pokazują, że ocen może nie być wcale, a dzieciaki potem egzaminy państwowe zdają często lepiej niż ze szkół klasycznych”.

“Pandemia to tylko jeden z powodów dla zmiany przestarzałego systemu szkolnictwa. Świat idzie do przodu, a dzieci nadal uczą się tego co ich rodzice. Więcej warsztatów i otwartych umysłów”.

Za co serdecznie dziękujemy. Tak jednym, jak i drugim.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].