Weszło Junior

Czy dzieci mogą zarazić się COVID-em grając w piłkę? Rozmawiamy z wirusologiem

Od dwóch tygodni w Polsce trwa wzmożona dyskusja na temat zamknięcia piłki młodzieżowej oraz amatorskiej. Jakie jest ryzyko zarażenia się na świeżym powietrzu? Czy naprawdę nie można pozwolić dzieciakom powrócić na boiska? Co stawiamy na szali? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy u prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, prof. Roberta Flisiaka. 

Każdy ma już serdecznie dość aktualnej sytuacji. Od roku nasze życie wygląda jak scenariusz filmu katastroficznego. Ludzie są znużeni ciągłymi obostrzeniami i ograniczeniami – chcieliby wrócić do stanu sprzed pandemii. Denerwuje ich to, że w marcu minął rok od wykrycia pierwszego przypadku zarażenia wirusem SARS-CoV-2, a my nadal nie mamy wiedzy na temat, co jest głównym powodem nieustającego wzrostu liczby chorych albo czy ścisły lockdown faktycznie przynosi korzystne skutki.

Na tym wszystkim cierpią również dzieci, którym niedawno odebrano możliwość wspólnego trenowania w szkółkach i akademiach. Dlaczego nie mogą normalnie ćwiczyć z innymi? Fakty są takie, że prawdopodobieństwo zarażenia się na świeżym powietrzu jest dużo mniejsze niż w zamkniętych pomieszczeniach. Nie złapiemy wirusa od tego, że miniemy na ulicy chorą osobę – w ten sposób wszyscy byliby już dawno zarażeni. Na zewnątrz jest dużo większa cyrkulacja powietrza, ale cały czas pamiętać trzeba o bezpiecznym dystansie.

Gdyby szczyt trzeciej fali przyszedł w środku stycznia, gdzie treningi poza halami raczej nie wchodzą w grę, wydaje się, że wtedy faktycznie bardzo nieodpowiedzialnym zachowaniem byłoby luzowanie obostrzeń. Ale w kwietniu w halach już nikt nie trenuje, a zamknięte obiekty sportowe… można pozostawić dalej zamknięte, czyli nie byłoby możliwości korzystania z szatni czy siłowni, natomiast zawodnicy przyjeżdżaliby na zajęcia już przebrani. Można by również spróbować zakazać zbiorowego celebrowania goli i wszystkich innych podobnych zachowań, które są obarczone potencjalnie większym ryzykiem. Nie sama gra na boiskach jest największym problemem, a wszystko, co z nią dookoła związane.

– Nawet w sporcie potrzeba kilka minut bliskiego kontaktu, aby doszło do zakażenia. Problem pojawia się, gdy korzystasz z szatni, żeby się przebrać, lub musisz skorzystać z toalet. Należy upewnić się, że obszary te są dobrze wentylowane – wyjaśniał portalowi “dw.com” niemiecki badacz Gerhard Scheuch.

Czy naprawdę nie ma teraz możliwości, żeby dzieci oraz młodzież wróciły do gry? O komentarz poprosiliśmy kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, profesora Roberta Flisiaka:

Minister Zdrowia poinformował na środowej konferencji, że do 18 kwietnia przedłużone zostały obostrzenia związane z piłką młodzieżową i piłką amatorską. Z czego one wynikają?

– Przedłużenie obostrzeń wynika z obciążenia systemu opieki zdrowotnej i wysokiej liczby zgonów. Nie można było spodziewać się innej decyzji.

Tak, ale skupmy się na temacie piłki młodzieżowej i uprawiania sportu na świeżym powietrzu.

– Nie może być wyjątków w tak krytycznej sytuacji, jaką mamy. Nie możemy po prostu pozwolić sobie na rozluźnienie ograniczeń, bo ceną za to byłoby utrzymanie się wysokiej liczby zakażeń i zgonów.

Jakie jest ryzyko zarażenia się wśród kilkunastu dzieci, które uprawiają sport na świeżym powietrzu? W piłce nożnej nie mamy ze sobą długotrwałego stałego kontaktu twarzą w twarz, czy cząsteczki wirusa mogą się rozprzestrzeniać?

– Myśląc w ten sposób, w pierwszej kolejności powinien zostać zdjęty obowiązek noszenia masek w otwartej przestrzeni przy zachowaniu dystansu, czego jestem zwolennikiem. Zacznijmy od tego, ponieważ to nie wiąże się z wysiłkiem, bliskim kontaktem, krzykiem czy wydychaniem wilgotnego powietrza, o dużym potencjale transmisji drobnoustrojów, w zwiększonej ilości. Kiedy będzie zniesiony nakaz noszenia maseczek przez ludzi spokojnie spacerujących po ulicach, w następnej kolejności będzie można myśleć o dopuszczeniu do uprawiania sportów, które na pewno odbywałoby się bez masek. Jestem zwolennikiem tego, żeby już wkrótce zniesiono obowiązek noszenia maseczek w otwartej przestrzeni, a potem będzie można mówić o sprawach, o których pan teraz mówi.

Jak duże jest ryzyko zachorowania wśród dzieci grających w piłkę nożną?

– Wśród dzieci, które trudno kontrolować oraz ciężko im wytłumaczyć pewne rzeczy, ryzyko przeniesienia zakażeń SARS-CoV-2 jest na pewno większe niż wśród osób spacerujących po ulicach w odległości 10-20 metrów od siebie, bez wydawania okrzyków czy wysiłku fizycznego wiążącego się z dużym obrotem powietrza. Proszę pamiętać, że to puszczenie dzieci do szkół było bodźcem inicjującym obie fale zakażeń. Zbieżność czasowa nie była przypadkowa. Dzieci, które zostały dopuszczone do powrotu do szkół, miały duże możliwości kontaktu ze sobą, a przez to przekazywania zakażeń i przenoszenia ich do domów. Dzieci zwykle nie chorują lub chorują łagodnie, natomiast średnio ciężko chorują ich rodzice, a ciężko – dziadkowie, przy czym niektórzy umierają. Podkreślę jeszcze raz, że jak będzie zniesiony obowiązek noszenia maseczek na świeżym powietrzu, wtedy będzie można mówić o poluzowaniu ograniczeń, o których pan mówi.

***

Bliski kontakt (poniżej 2 metrów od siebie) pomiędzy zawodnikami w trakcie meczu wynosi statystycznie ok. 67 sekund.

Profesor Flisiak ma rację, mówiąc, że dzieciom nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Czy ktoś wierzy w to, że 8-latek przypadkiem nie napije się z czyjejś butelki? Nawet jeżeli omyłkowo, to przecież nie jesteśmy w stanie wyeliminować takich przypadków u wszystkich młodych zawodników w 38-milionowym kraju. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że część obostrzeń to jedna wielka fikcja i ludzie się do nich nie stosują. Tak samo w autokarze – żadna drużyna piłkarska nie będzie jechała kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów w prawidłowo założonej maseczce i przy zachowaniu dwumetrowego dystansu. Oczywiście, że trzeba do wszystkiego podchodzić racjonalnie, ale ludzie z czasem, czemu nie da się specjalnie dziwić, coraz bardziej lekceważąco podchodzą do pandemii.

Jeżeli to dzieci były bezpośrednią przyczyną wystąpienia drugiej i trzeciej fali, to logika podpowiada, że należałoby ich kontakt między sobą ograniczyć do minimum. Ale tak się nie da. One też muszą się ze sobą od czasu do czasu spotykać, dla nich także obecna sytuacja jest ciężka. Szkołę nie wszyscy muszą lubić, ale jeżeli ktoś chodzi na treningi piłkarskie, to przecież nie z przymusu, tylko dla przyjemności. I ta przyjemność, a właściwie obecnie jedyna szansa na kontakt z rówieśnikami, została im odebrana. Trzy tygodnie bez treningów z drużyną nie sprawią, że świat się zawali i oni po tym czasie zostaną inwalidami, ale całkiem realna wydaje się opcja, że obostrzenia zostaną przedłużone, więc zbierają się kolejne tygodnie bez prawdziwej aktywności fizycznej. Lekcje WF-u im tego nie zrekompensują, bo te w systemie zdalnym często pozostawiają sporo do życzenia. Dzieci tracą kontakt ze sportem, spada ich odporność, a części z nich będzie brakowało motywacji, żeby w “lepszych czasach” powrócić do trenowania w szkółkach i akademiach.

Chociaż w innych europejskich krajach sytuacja pandemiczna jest dużo lepsza niż u nas, w wielu przypadkach nie pozwolono na szybki powrót piłki dziecięcej i amatorskiej, a to przecież nie dlatego, że rządzącym kilku państw nagle się ubzdurało, że musimy zrobić wszystkim zainteresowanym tym tematem na złość. Muszą lub przynajmniej powinni mieć jakiś racjonalny powód. Ostatnio podawaliśmy na łamach naszego portalu, w jakich krajach nie zdecydowano się na przerwanie rozgrywek młodzieżowych i… ta liczba nie była zbyt porażająca.

Jakie jest ryzyko zarażenia się podczas uprawiania sportu? Uprawianie, których sportów jest dosyć bezpieczne? Sprawdźmy to podstawie kilku najważniejszych kategorii ze strony healthychildren.org: 

  • Rodzaj sportu – dużo mniejsza jest szansa na zarażenie się w sporcie indywidualnym niż zespołowym
  • Dzielenie się sprzętem – futbolówkę bierzemy do rąk tylko przy okazji wyrzutów z autu, ogólnie rzecz biorąc, nie ma w piłce nożnej za dużo dzielenia się sprzętem, bo przecież nie tyczkami czy bramkami
  • Długość kontaktu ze sobą – poniżej 10-15 minut ryzyko zarażenia się jest bardzo małe
  • Lokalizacja – bezpieczniej jest na świeżym powietrzu, najgorzej w zamkniętych, ciasnych i niewentylowanych pomieszczeniach
  • Liczba graczy w drużynie – mniej ludzi równa się mniejsze ryzyko, w piłce nożnej mamy ich niestety sporo
  • Podróżowanie – w zależności od kategorii wiekowych, starsze zespoły są często zmuszone podróżować po województwie czy nawet kraju małymi busikami, które nie słyną z przestronności
  • Noszenie maseczek – nie zapowiada się, żeby miało dojść do rozgrywania spotkań w maseczkach, realniejsza wydaje się opcja, w której wracamy do gry i to bez obowiązku zasłaniania ust oraz nosa
  • Przestrzeganie procedur – spotkania odbywają się bez publiczności, przynajmniej oficjalnie, natomiast, jeżeli chodzi o stosowanie się do obostrzeń, to w piłce nożnej jest z tym różnie

Z przykrością musimy stwierdzić, że piłka nożna jest jednym z “najniebezpieczniejszych” sportów do uprawiania w czasach pandemii. Może nie ma się ze sobą bliskiego kontaktu na boisku, a przynajmniej nie przez długi czas, tak jest za to wiele innych negatywnych czynników – spora liczba osób, częste podróże czy brak noszenia maseczek. Biorąc pod uwagę powyższe kryteria, absurdalne wydaje się zamknięcie np. kortów tenisowych. W tenisie nie ma dzielenia się sprzętem, trenuje się na świeżym powietrzu, maksymalna liczba osób w drużynie wynosi dwa, są zachowane naprawdę wielkie odległości pomiędzy zawodnikami, łatwo jest o przestrzeganie obostrzeń, a mimo to tenisiści również zostali zamknięci w domach.

W tym całym zamieszaniu dziwi też brak protestów czy nawet publicznych zapytań ze strony osób zarządzających piłką w kraju, dlaczego w ogóle zdecydowano się na taki ruch? Nikt nie wytłumaczył wprost, że zamykamy piłkę młodzieżową i amatorską, bo to i tamto. Pojawia się argument, że doszło do wzrostu nowych przypadków i liczby zgonów na SARS-CoV-2, ale to wina A-klasowego zespołu czy grupy orlików? Nie ma też zapewnień ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej czy Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej, że zrobimy wszystko, żeby wrócić do stanu sprzed pandemii. Nie jest to, może sprawa życia i śmieci, ale jeżeli ludzie odpowiadający za futbol w Polsce o niego nie walczą, to kto ma się niby ubiegać?

Dopiero wczoraj Zbigniew Boniek poruszył publicznie ten temat, ale dlatego, że wywierano na nim presję i zapytano go o to w wywiadzie. Prezes PZPN-u w rozmowie z Radosławem Przybyszem ze sport.tvp.pl powiedział: – Oczywiście, że chciałbym, żeby piłka amatorska wróciła jak najszybciej, tak jak w ogóle uprawianie sportu na otwartej przestrzeni. Zostały nam narzucone z góry jakieś wytyczne, których nie potrafię zrozumieć. Skoro gramy na poziomie zawodowym, to uważam, że współzawodnictwo dzieci, młodzieży i amatorów też powinno być dozwolone. Natomiast pan Marek (Marek Wawrzynowski, dziennikarz – red.) nie bierze pod uwagę jednej rzeczy. I ja tu nie chcę być żadnym rzecznikiem rządu, wręcz przeciwnie. Ale jeśli będą jakieś poluzowania, to nie mogą one dotyczyć tylko piłki nożnej, a wszystkich sportów. A wiemy doskonale, że już rywalizacja w sportach halowych, wewnątrz budynku, może grozić zakażeniami. Trzeba mieć odwagę i zezwolić na współzawodnictwo sportowe na otwartej przestrzeni, oczywiście z zachowaniem jakiegoś reżimu. Nie tylko powinno to nastąpić jak najszybciej, ale powinno tak być od początku. Musimy zapewnić dzieciom możliwość ruchu. Pamiętajmy, że najlepiej uodparniamy się nie przez lockdown, tylko przez ruch, słońce, przebywanie na świeżym powietrzu, brak nadwagi. To są rzeczy fundamentalne. Piłka amatorska to kultura pozytywnego spędzania wolnego czasu. Zdrowe społeczeństwo musi mieć możliwość uprawiania sportu. Tu się w pełni zgadzam.

Reasumując – przynajmniej do 18 kwietnia piłka młodzieżowa oraz piłka amatorska pozostanie zawieszona. Co będzie dalej? Na razie zapowiada się na to, że obostrzenia zostaną przedłużone, a rozgrywki ligowe pewnie ponownie przedwcześnie zakończone. Prawda jest taka, że lepiej dla zastopowania pandemii, jest ograniczyć kontakt między osobami, ale jeżeli pojawia się furtka na zniesienie niektórych obostrzeń, to trzeba z niej skorzystać. Wszystko zależy od odpowiedzialności ludzi. Naturalnie chcielibyśmy powrotu dzieci na boiska i podpisujemy się pod wszelkimi petycjami na ten temat. Jesteśmy zdania, że wszystko da się jakoś zorganizować, sprawdzić, przetestować, ale trzeba chcieć i próbować.

BARTOSZ LODKO

Fot. Łączy Nas Piłka, concultancy.uk, za: dw.com, healthychildren.pl, kidshealth.org