Blogi i felietony

Mamczak: Jedno to mówić, a drugie – zrobić. Krótkowzroczna piłka polska

– Chcemy zacieśnić współpracę z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Dzisiejsze spotkanie to jeden z przykładów naszej kooperacji – powiedział na konferencji prasowej podczas ESA_Lab18 Marcin Animucki, prezes Ekstraklasy SA. Co wyjdzie z planów obu podmiotów?

Kilka dni wcześniej Animucki na Forum Sportu i Biznesu opowiedział o rozwoju polskiej piłki klubowej na przestrzeni ostatnich lat. Kilkukrotnie odwoływał się tam do telewizyjnego kontraktu i tego, jak wiele więcej telewizje za pokazywanie ligi zapłacić muszą dziś, względem tego, co miało miejsce kilka lat wcześniej. Wyróżnił marketingowe ruchy i opowiedział o pięknych stadionach. I trudno Animuckiemu zarzucić, żeby nie mówił prawdy. Bo stadiony mamy piękne, otoczka ligi zdecydowanie przewyższa jej poziom sportowy, a i pieniędzy kluby otrzymują z góry znacznie więcej niż w przeszłości.

Ale no właśnie – jeden z wyróżnionych przez niego obszarów to poziom sportowy. Czego, poza tym, że otoczka ligi zdecydowanie go przewyższa, dowiedzieliśmy się na jego temat? Przez półtorej godziny dyskusji obyło się bez konkretów. W jaki sposób mógłby się on poprawić?

Ekstraklasa ma plan rozwoju na lata 2021-2027. W kontekście strategii podnoszenia poziomu sportowego mówi się jednak w zasadzie tylko o warsztatach, które odbyły się także w minionym tygodniu. I są planowane cyklicznie. Fakt, dyrektorzy sportowi, dyrektorzy i koordynatorzy oraz trenerzy akademii mieli się od kogo uczyć. Do Polski przyjechali między innymi Xavier Tamarit, czyli wielki autorytet w tematyce periodyzacji taktycznej, a także Eric Abidal, były dyrektor techniczny Barcelony. Goście ESA_Lab18 podczas swoich wykładów pokazali wiele bardzo ciekawych perspektyw. Czy jednak inspiracja jest tutaj wystarczająca?

Moim zdaniem nie. Bo moim zdaniem osoby na najwyższych stanowiskach w polskiej klubowej piłce inspirować się w dzisiejszych czasach mogą nawet tanim kosztem. Wystarczy w zasadzie trochę chęci i proaktywnego działania.

– Każdy klub jest kompletnie różny. Każdy musi mieć swoją własną filozofię, własny plan. Znacznie łatwiej do pierwszego zespołu dołączyć zawodnika z akademii, niż piłkarza z zewnątrz – mówił Abidal, dwukrotny triumfator Ligi Mistrzów i były reprezentant Francji.

To, o czym słyszymy od autorytetów z Zachodu, rzadko kiedy przekłada się jednak na realne ruchy. – Abidal już na starcie podkreślił wartość strategii, która decydować ma o projekcie szkoleniowym. Strategii, która determinuje jak funkcjonuje pierwszy zespół, jak wyglądają wszystkie ruchy transferowe. Jak mocno w Barcelonie drużyna zależna była od tego, co działo się w akademii i od tego, jakich wychowanków akademia za moment na szczyt ma dostarczyć. Doświadczyliśmy fantastycznej teorii, przeniesionej na praktykę w jednym z największych klubów w Europie, natomiast nikt w Polsce nie chce wziąć z tego wzoru – uważa dyrektor Akademii Rakowa Częstochowa Marek Śledź.

Z jednej strony Ekstraklasa chce dać marchewkę, a nie kijem zachęcać do zmian. Z drugiej – czy ktoś zbadał jak wiele treści, o których przed rokiem, podczas tego typu szkoleń, mówili przedstawiciele Ajaksu Amsterdam, Anderlechtu Bruksela czy Athletic Bilbao, zostało u nas wdrożonych? Jestem przekonany, że gdybyśmy sprawdzili rezultaty, byłyby one dość mierne.

Czyli: przyjechali specjaliści, którzy pochwalili się swoimi sukcesami w skali światowej. Opowiedzieli o ich kulisach. A przedstawiciele polskich klubów z uznaniem bili im po tych wystąpieniach brawo. Następnie ci ostatni wrócili jednak na swoje podwórko i w kolejnych dniach do klubu znów dreptali tą samą, wydeptaną przez lata ścieżką. Być może jestem w tym nazbyt surowy, ale masowo nic się przecież nie zmieniło. Masowo nikt nie skorzystał z recept przepisanych przez, nie tanich przecież, doktorów zza granicy.

Możemy mówić, że kluby to prywatne przedsiębiorstwa. Możemy uznać, że właściciele odpowiedzialni są za to, co dzieje się w ich firmach. Że jeśli nie chcą korzystać z tego, co dobre i sprawdzone za granicą, to mają do tego święte prawo. Że jeśli Abidal mówi, że klub musi mieć DNA i własną filozofię, to w Polsce kluby strategii wcale mieć nie muszą.

Tylko nikt nie bierze pod uwagę, że zmiany można faktycznie wprowadzić. Jeżeli Ekstraklasie realnie zależałoby na tym, żeby jej produkt nie miał tylko ładnej otoczki i opakowania, a liga wypełniona była też faktyczną treścią, piłkarską treścią, poziomem, za który polscy kibice nie musieliby się wstydzić, to wyszłaby od tego, by proponowane na konferencjach wzorce i ich wdrażanie wymusić na zrzeszonych w lidze klubach.

Na konferencji zapytałem pana Animuckiego o to, dlaczego tak mało mówi się o obszarze sportowym, który przecież wzniesiony na odpowiedni poziom, byłby naturalnie napędem dla każdej innej płaszczyzny. Obszarze, który mógłby sprawić, że kibice nie potrzebowaliby otoczki do tego, by zmotywować się do przejścia na stadion. Bo chcieliby przyjść zobaczyć dobrą piłkę. A przy wypracowanej otoczce, konsumowaliby ją z ochotą. I pan prezes odpowiedział, że w tym obszarze też sporo się zmieniło. Że mamy jedne z piękniejszych stadionów w Europie.

No dobrze, ale dlaczego w takim razie nie chcemy pójść za ciosem? Dlaczego w podręczniku licencyjnym nie zawrzeć też infrastruktury dla akadememi?

Już dawno pisałem o tym, że moim zdaniem my się od Europy nieustannie oddalamy. Trudno ocenić to inaczej, kiedy patrzymy na ceny zawodników na światowym rynku transferowym. Nas nie stać nie tylko na graczy czołowych, ale już nawet na średniaków. Ba, my nie jesteśmy w stanie ściągnąć do Ekstraklasy graczy czwartego czy piątego wyboru większości rywalizujących w europejskich pucharach podmiotów. Haloo, czy ktoś ma na to jakiś pomysł? Czy leci z nami pilot?

Być może jestem nudny i być może nadmiernie wierzę w siłę szkolenia i odbudowy podstaw, które przez lata zostały u nas zaniedbane. Ale ja po prostu nie widzę innej drogi. Ta, którą podążamy, zmierza donikąd. Mam wrażenie, że rozwarstwienie w europejskim futbolu jest coraz większe, a my głową staramy się przebić mur. Więc rozpędzamy się i uderzamy. Raz jeszcze robimy to samo, licząc że przebijemy się przez niego, choć mamy przecież klarowne sygnały, że nie jesteśmy w stanie. Że to już nie jest ścianka gipsowa, jak jeszcze w latach dziewięćdziesiątych czy na przełomie wieków, ale kilkumetrowy żelbet, który kruszyć możemy wyłącznie powoli, systemowo oraz krok po kroku.

Znów zalinkuję do swojego felietonu na temat suplementu do podręcznika licencyjnego. Czy wiecie, że od czasu jego publikacji (a minęło prawie półtora roku) nikt nie podał mi racjonalnego argumentu, dla którego mielibyśmy tego… nie zrobić? Nikt nie uargumentował mi, co w moim pomyśle jest nie tak.

No dobra, może nie do końca nikt. Bo w międzyczasie dostałem informację, że “Ekstraklasa to przecież spółka, na której decyzje wpływa lobby klubowe”. Lobby, które musiałyby nagle zostać do czegoś zmuszone. A że nikt zmuszany być nie lubi, w dodatku pozycje osób decyzyjnych w większości miejsc są niestabilne – więc liczy się tu i teraz.

Pamiętacie, z jak wielkim oporem spotkały się lata temu wymogi dot. stadionowej infrastruktury? Jak wiele było na ich temat narzekań? Jak kluby płakały, że przecież nie mają tyle pieniędzy, by dźwignąć to, do czego zostały zobligowane? A dziś Animucki, pytany o poprawę poziomu sportowego Ekstraklasy, właśnie o stadionach mówi. Ma prawo o tym mówić dlatego, że kiedyś uznano, że zmienić coś trzeba systemowo.

Rafał Wisłocki opowiadał mi ostatnio, jak kilka lat temu przebywał na stażu w Saint-Étienne. Henryk Kasperczak podzielił się tam z nim planem na Wisłę Kraków, który miał. I przez który jego drogi z Białą Gwiazdą się rozeszły. Medalista mundialu i Igrzysk w Montrealu chciał wybudować akademię z prawdziwego zdarzenia. Taką, by była ona fundamentem dla klubu na kolejne lata. Szkoda, że nie udało mu się przekonać ówczesnego właściciela do takiego ruchu, bo to był na niego idealny czas.

Dziś, napędzani wynikami, wciąż nie myślimy o tym, co będzie za 10 lat. Decyzyjnym na tym nie zależy, bo większości z nich w klubie już za te 10 lat nie będzie. Więc decyzyjni wolą jednego Hiszpana czy Portugalczyka więcej – to oni zapewnią przecież klubowi kilka dodatkowych punktów na już. A im kolejną chwilę spokoju i może kilka pensji więcej.

Wychylać nie zamierza się też Ekstraklasa, bo łatwiej jest zorganizować konferencję, opłacić ją i zbytnio nie wychodzić przed szereg. Nie narażać się na krytykę. Tym bardziej, że w Radzie Nadzorczej zasiadają przecież prezesi ekstraklasowych klubów. Prezesi, z których część, o czym już wspomnieliśmy, drży o swój los i na komfort w realizacji długofalowej wizji liczyć nie może, oraz druga grupa, która może pochwalić się szkoleniowymi działaniami we własnym klubie, dlatego też nie potrzebuje dodatkowo  narzuconych zasad (i dodatkowej konkurencji).

Ale czy miasta i inni lokalni sponsorzy wielkiej pliki nie powinni podejść do tematu nieco bardziej odpowiedzialnie? Czy oni, nakreślenia strategii i filozofii, o których mówił przed tygodniem Abidal, nie powinni wymóc na zatrudnianych przez siebie pracownikach? Przecież w kontekście ich związków z danym klubem, w przeciągu kilku czy nawet kilkunastu lat, raczej nic nie powinno się zmienić…

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].