Reportaże

Akademia Grassroots wróciła na hale w całej Polsce. Relacja ze Świdnicy

Po pandemicznej przerwie na hale w całym kraju wróciły Akademie Grassroots. Inicjatywa Polskiego Związku Piłki Nożnej to cykl konferencji dla trenerów piłki nożnej, w których na przełomie listopada i grudnia brać udział można za darmo. Jak edycja 2021 wygląda od środka? Wybraliśmy się do Świdnicy i sprawdziliśmy to.

Zaczęło się jak zwykle – od najnudniejszej części dnia. PZPN przedstawił projekty, których podjął się w ostatnim czasie i opowiedział o nich nieco szerzej. Z jednej strony – wiele z osób na trybunach, poza dobijaniem punktów do licencji na koniec roku, nie śledzi regularnie tego, co dzieje się w środowisku, więc taki wstęp jest zasadny. Z drugiej – co roku niemiłosiernie nudzi nas ta PR-owa wstawka, bo przecież nikt nie przyjeżdża na konferencję dla niej. Choć cieszy, że względem tego co przed laty – czas prezentacji uległ skróceniu.

Do meritum przeszli Maciej Szeliga i Dariusz Olszanowski, trenerzy Mobilnej Akademii Młodych Orłów, którzy podzielili się swoimi wnioskami z pracy “w terenie”. – Zauważyliśmy, ze wszyscy skupiamy się na ataku, na kreowaniu, ale czy wiemy jak mamy bronić? Czy wiedzą to nasi zawodnicy? – pytał ten ostatni.

Olszanowski: – Największy deficyt, moim zdaniem, jest widoczny w momencie przejścia do praktyki, do meczu. Niezwykle istotne jest to, by detale, o których w kontekście bronienia mówimy, miały poparcie w podłożu mentalnym graczy. Żeby mieli chęć i determinację do tego, by odebrać piłkę przeciwnikowi.

Kolejny na scenie pojawił się Łukasz Sasin, który przekazał swoje spostrzeżenia o analizie video, pokazując jakie korzyści z niej płynąć mogą w ujęciu procesu szkolenia w klubie. Czasem w bardzo prosty sposób można… jej dopomóc. – Każdy procent zyskany dzięki analizie to coś, z czego powinniśmy się cieszyć i czego powinniśmy szukać – tłumaczył trener Akademii Polonii Warszawa. – Kiedy pracowałem w Akademii Wisły Kraków, mieliśmy zawodnika, który grał na boku, a nie potrafił pilnować otwartej pozycji. Mówiliśmy mu o tym kilkanaście razy, ale w niczym to nie pomagało. Nagle wpadliśmy na pomysł, żeby… go nagrać. Telefonem, zwykłe siedem sekund… To zmieniło wszystko, nagle zaczął się otwierać, jego gra uległa kompletnej przemianie. Obraz często potrafi zastąpić 1000 słów, o czym w pracy analityka warto pamiętać – stwierdził.

W części teoretycznej najdłuższy wykład przeprowadził Michał Libich, koordynator do spraw szkolenia dzieci i młodzieży w PZPN. “Potęga świadomości” miała na celu przybyłym zwrócić uwagę na to, jakim szkoleniowcem warto być i jak ważne w pracy trenera jest świadome podejście do niej.

Świadomość i idea, które przyświecają trenerowi, pomagają mu stawać się lepszym – powiedział Libich, według którego trener powinien odpowiedzieć sobie na starcie na wiele pytań – dopiero gdy zrozumie dlaczego odpowiada na nie w ten, a nie inny sposób, odnajdzie swoją drogę:

  • Z kim chciałbym pracować?
  • Gdzie chciałbym pracować?
  • Jakiej potrzebuję wiedzy?
  • Jak mogę się rozwijać?
  • Od kogo mogę się uczyć?
  • Jakie mam mieć zasady?
  • Jak zwiększyć swoje szanse na sukces?
  • Refleksyjność

Libich: – Świadomy trener wie z kim pracuje. Zna cele szkoleniowe na danym etapie i zna potrzeby dziecka. Potrafi temu dziecku stworzyć warunki pro-rozwojowe. Aby móc określić świadomość szkoleniową względem swoich podopiecznych, trener musi wiedzieć przede wszystkim jakich LUDZI chce wychować. Następnie jakich PIŁKARZY chce wyszkolić oraz jak ma grać jego zespół, jaka jest jego wizja organizacji szkolenia, jak trenować, by realizować cele czy jak dać coś ekstra swojemu piłkarzowi.

Każdy z omawianych obszarów był rozwijany i opisywany, popierany przykładami. Trener odnosił się do swoich doświadczeń, ale też historii innych osób, które miały na celu zainspirować do działania proaktywnego. Szalenie ważnego, gdy spojrzymy na większą część uczestniczących w zajęciach. Zdaniem Libicha idealny zawodnik powinien być kreatywny, techniczny, efektywny, inteligentny, mobilny, dynamiczny, wytrzymały, pogodny, cierpliwy oraz pracowity. – Z naciskiem na ostatnie trzy cechy, bo wszyscy moi wychowankowie, którzy przebili się gdzieś wyżej, byli właśnie pogodni, cierpliwi i pracowici. W ogóle, moim zdaniem, pracowitość to fundament wszystkiego w piłce. Warto dążyć do wychowania zawodników zgodnie ze swoją ideą gry. A swoim podopiecznym mówię zawsze: jeśli chcesz osiągnąć sukces, rób więcej niż od ciebie wymagają. To pragnę przekazać także wam – podsumował.

Wniosek, który wybrzmiewał co rusz na tegorocznej Akademii Grssroots dotyczył deficytów w grze w obronie. Po tym jak o niej mówili przedstawiciele Mobilnej AMO, głos zabrał też Bartłomiej Zalewski. Selekcjoner młodzieżowych reprezentacji Polski krótko opowiedział o zasadach gry w defensywie, bo to ona jego zdaniem kuleje wśród graczy, których spotyka na zgrupowaniach.

Konferencję podsumowały trzy części praktyczne i z naszej perspektywy to tutaj federacja ma największą przestrzeń do tego, by podnieść poziom wydarzenia. Trening skierowany do skrzatów przeprowadzony na grupie żaków, które nieźle radzą sobie z piłką, to jednak organizacyjny strzał w kolano. Bo jak przekonać trenera skrzatów do organizacji podobnych zajęć, gdy widzi on na parkiecie dzieciaki na zupełnie innym etapie piłkarskiej edukacji? Takie, które posłusznie wykonywały kolejne zadania, takie, które potrafiły znacznie lepiej się na nim skoncentrować. Takie, którym wszystko pięknie wychodziło.

Jeszcze większe zastrzeżenia mieliśmy do “treningu pokazowego z zachowaniem filarów szkolenia” – bo chociaż wyglądał on na pozór dobrze, wiele do życzenia pozostawiał coaching prowadzącego:

  • “Próbujmy się odwrócić z rywalem na plecach, co jest tematem zajęć”
  • “Kryj blisko białego”
  • “Ustaw się tutaj”
  • “Graj do neutralnego”
  • “Zobacz, po prawej jest wolny”
  • “A ty, czemu nie atakujesz?!”
  • “Cofnij napadzior, cofnij, bo się zamykasz!”
  • “Odbiegaj od pachołków, rób sobie głębię, będziesz miał więcej czasu”
  • “W tym środku chodzi nam o drybling, więc próbujmy dryblować, a nie grać do kolegi”

Zawodnicy przez całe zajęcia byli mocno instruowani, co przecież przeczy teorii, którą wykłada związek. Jasne, najłatwiej jest usiąść na trybunach i wypunktować trenera, tak jak zrobiliśmy to powyżej. Ale nieuczciwym byłoby też bić mu brawo, gdy słuchaliśmy o tym, jak to zawodnik dochodzić do własnych rozwiązań powinień sam, po czym wszystko położyła praktyka. Formy coachingu w tej części były kompletnie niespójne z założeniami.

Zastanowić by się można też odnosząc do ostatniego cytatu: bo środek rozpoczynający się grą 3v1 nie bardzo tu naszym zdaniem pasował. Trudno o punktowane zagrania mieć pretensje do zawodników, bo oni po prostu… odpowiedzili na stworzone im środowisko. Miało być kreatywnie, mieli się kiwać, ale warto było w tym miejscu zapytać – po co się tam mieli kiwać, skoro mogli… grać z partnerami tworzącymi przewagę? Warto było wyjść od celu. Oczekiwane zachowanie było nienaturalne i dość dalekie od gry właściwej.

***

Od autora: najczęściej po swoich podróżach pytany jestem o to, jak mi się podobało. I generalnie muszę napisać, że w Świdnicy mi się podobało. Efektu “WOW” się nie spodziewałem, ale było w porządku. Organizacyjnie? Dobra przepustowość na wejściu (nie wiem jak na wyjściu, bo musiałem pojechać po dzieci do przedszkola, a i tak trenerzy z licencją UEFA A nie otrzymywali za to wydarzenie punktów), mailing z adresem i agendą z odpowiednim wyprzedzeniem, porządne nagłośnienie, kawa, ciasteczka (co jak na tak liczne grono przybyłych jest zawsze wyzwaniem). Merytorycznie? Też wyglądało to tak, jak powinno, bo było dość treściwie i dynamicznie, a nacisk położony został na to, co dotyczy jednak każdego trenera. Jak na darmowe wydarzenie więc – głośne narzekanie byłoby zwykłym malkontenctwem.

Tym bardziej szkoda mi więc boiska, bo jednak dla wielu ono weryfikuje całość. Presja i odpowiedzialność na barkach tych, którzy występują, jest olbrzymia. Kamieniem niech rzuci ten, który przed pełną halą widzów na luzie poprowadził idealną jednostkę… To jednak od trenerów delegowanych do części pokazowych zależy najwięcej. To od ich występów zależy, co o sensie rozwoju i projektach PZPN-u sądzić będą trenerzy w całej Polsce. Bo będę podkreślał to nieustannie – na Akademię Grassroots przyjeżdża wiele osób, które poza nią się za bardzo… nie szkolą. I za bardzo z tymi inicjatwyami gdzie indziej do czynienia nie mają.

O prelegentów więc związek zawalczyć musi szczególnie. Wciąż twierdzę (bo trzy lata temu pisałem to samo), że pokazy i wykłady spaść muszą na barki największych kozaków. Podsumowując, w zasadzie, mógłbym zacytować ostatni akapit z relacji z AG 2018 w Wałbrzychuliczę na to, że włożone w te konferencje środki pieniężne okażą się dobrą inwestycją. A mam przekonanie, że żeby tak się stało, należy każdym szczegółem i najwyższym poziomem prelekcji przyciągnąć tych, których na wykładowej sali spotkać niezwykle trudno. Czy tegoroczna szansa została wykorzystana?

ZE ŚWIDNICY – PRZEMYSŁAW MAMCZAK