Weszło Junior

Pierwszy trener: Karol Struski

Sławomir Pogonowski prowadził w Akademii Górnika Łęczna m.in. dwóch byłych reprezentantów Polski (Mariusza Pawelca oraz Grzegorza Bronowickiego) czy Pawła Jaroszyńskiego, który aktualnie gra w Serie A. Coraz więcej w Jagiellonii Białystok zaczyna znaczyć kolejny z jego wychowanków – Karol Struski. 

20-latek od początku swojej przygody z futbolem był związany z klubami z Łęcznej, natomiast sam Pogonowski zaczął go prowadzić dopiero w kategorii trampkarza. Karol pierwsze sukcesy w piłce zaczął osiągać w wieku 10 lat, gdy wraz z drużyną złożoną z zawodników z województwa lubelskiego zajął 4. lokatę na finałach krajowych Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Trenerem tamtego zespołu był Bernard Bojek.

– To był pierwszy większy turniej, w którym miałem okazję wziąć udział. Dla takiego dzieciaka możliwość zagrania na stadionie Ruchu Chorzów, na pewno jest fajną sprawą. Byliśmy też na bodajże 14-dniowym zgrupowaniu w Kluczborku, gdzie można było poznać się także z innymi chłopakami – mówi sam zawodnik w poniższym materiale wideo:

Czy Struski już na pierwszy rzut oka był dzieciakiem, który robił różnicę na boisku? – Współpracowaliśmy ze sobą ok. 4-5 lat. Od razu było widać, że Karol ma „papiery” na granie. Nie każdy zawodnik potrafi kreować albo czytać grę, a on to wszystko potrafił. To nie tylko moja opinia, ale jak organizowaliśmy u siebie np. turnieje halowe, to on regularnie zdobywał statuetki dla najlepszego zawodnika czy strzelca turnieju. Słuchał się tego, co się do niego mówiło. Jeżeli zwracałem mu uwagę, że w jakimś elemencie poprawiłbym daną rzecz, to on przyjmował do siebie te uwagi i starał się, żeby wychodziły mu jeszcze lepiej – wyjaśnia nam Sławomir Pogonowski.

Jak to często bywa w przypadku wyróżniających się jednostek, wychowanek Górnika Łęczna występował w starszym roczniku. Z biegiem lat nie zmieniła się również jego pozycja, jako dzieciak także przeważnie występował w środku pola. – Był reżyserem, odpowiadał za kreowanie gry. Walczył na boisku, wyróżniał się też pod względem zaangażowania. Byłem pod wrażenia tego chłopaka. Ja prowadziłem go w drużynie rocznika 99’, Karol był o dwa lata młodszy od reszty zawodników. Nie robiło mu różnicy, że musiał rywalizować z chłopakami, którzy byli od niego o kilkanaście centymetrów wyżsi. Czasami ręce same składały się do oklasków. Nie miał dobrych warunków fizycznych, ale nadrabiał to innymi rzeczami – tłumaczy jeden z jego pierwszych szkoleniowców.

Co jeszcze wyróżniało Karola Struskiego? Fakt, że uczęszczał do gimnazjum w Lublinie, gdzie trenował na co dzień, natomiast… nadal był zawodnikiem Górnika Łęczna. – Był koleżeński, często pomagał innym. Nigdy nie miałem z nim problemów wychowawczych. Jedyne zwarcie mieliśmy, gdy zdecydował się na odejście do Gimnazjum Mistrzostwa Sportowego w Lublinie. Miałem inny plan na niego, proponowałem mu i jego rodzicom, żeby został w Łęcznej pod moim okiem, bo wiedziałem, co mam z nim dalej robić, jak go rozwijać. Gdy poszedł do tej szkoły, miał później trochę słabszy okres. Tam trenował w tygodniu, a w weekendy przyjeżdżał do nas na mecze. Po odejściu z Górnika trafił do Jagiellonii Białystok, gdzie ponownie występował w starszym roczniku. Nie przeszkadzało mu to w tym, żeby być czołową postacią swojego zespołu w Centralnej Lidze Juniorów U-17 – wspomina Pogonowski.

Młody pomocnik przeniósł się do klubu z Podlasia niecałe pięć lat temu. Z drużyną juniorów młodszych wywalczył mistrzostwo kraju, a w finałowym spotkaniu z Pogonią Szczecin zdobył jedną z czterech bramek. Sezon później wyróżniał się już w CLJ U-18, a dwa – na stałe trafił do pierwszego zespołu. Tam miał problem z regularną grą, więc w minionej kampanii „Jaga” wypożyczyła go do… Górnika Łęczna, gdzie pomógł swojemu macierzystemu klubowi w awansie na najwyższy szczebel rozgrywkowy w Polsce.

Dzisiaj 20-latek, obok Xaviera Dziekońskiego, jest podstawowym młodzieżowcem Jagiellonii Białystok. W tym sezonie wystąpił już w 14 spotkaniach, a w starciu z Wisłą Kraków zanotował swoją premierową asystę. Czy pod wodzą „coacha” Piotra Nowaka dalej będzie mógł liczyć na regularną grę? Tego dowiemy się w przyszłości.

– Mogę być dumny, że kolejny z moich zawodników zaczął występować w Ekstraklasie. Niektórzy szkoleniowcy chwalą się, że to jest ich podopieczny i tak dalej. Ja wyznaję inną zasadę – uważam, że jeszcze większą pochwałą jest, gdy to zawodnik przyznaje się do swojego trenera. Jak poradzili sobie inni chłopacy z tamtego zespołu? Jedynie Przemek Skałecki gra w II-ligowej Wiśle Puławy z tego zespołu. Wydaje mi się, że Karol zrobił wszystko, co mógł. Doszedł do tego miejsca, w którym się znalazł, przede wszystkim ciężką pracą – kończy Sławomir Pogonowski.

Fot. Newspix