Wywiady

CLJ-ka od środka: “Przyjmuję wysoką porażkę, gdy zespół realizuje cel”

Juventus Academy Bydgoszcz najprawdopodobniej utrzyma się w CLJ U-15, ale już na pewno nie zobaczymy ich w tych rozgrywkach w przyszłym sezonie. Powód? Nie mają młodszego rocznika i postanowili, że skupią się tylko na szkoleniu dzieci do 12. roku życia. Skąd taki ruch? Czego nauczyła ich CLJ-ka? Co się stanie z zawodnikami, którzy zaraz skończą wiek trampkarza? Rozmawiamy z Michałem Jakubowskim, trenerem rocznika 2007 w Juve Academy.

Jak na ten moment ocenia pan rundę wiosenną w wykonaniu swojej drużyny w CLJ U-15? Po 8. kolejkach macie na swoim koncie 13 punktów i zajmujecie trzecie miejsce w tabeli.

– Ostatnio jesteśmy w bardzo dobrej dyspozycji i tabela odzwierciedla naszą formę, ale poziom ligi jest na tyle wyrównany, że po dwóch kolejnych spotkaniach nasza sytuacja może wyglądać zgoła inaczej. Łatwo i szybko można przejść z nieba do piekła. Jednak cieszy nas to, że na tle renomowanych rywali z naszej grupy wyglądamy bardzo obiecująco. Założenia na mecz, które padają w szatni, są realizowane na boisku. Bardzo dobrze u nas funkcjonuje skok pressingowy i otwarcie gry. Czy zakładaliśmy przed rundą, że tak to będzie wyglądało? Mało skromnie powiem, że tak. Chcieliśmy się tak prezentować, nawet kosztem wyniku. Rezultat jest czymś dodatkowym, co nas cieszy, ale od samego początku wbijaliśmy chłopakom do głów, że ważniejsza jest dla nas gra w piłkę niż cele wynikowe.

Chce pan przez to powiedzieć, że winnym waszych wysokich porażek jest styl? Spójrzmy, chociażby na 1:5 z Radunią Stężyca czy 1:4 z Lechią Gdańsk?

– Trafna uwaga, gdy ostatnio wracaliśmy ze Stężycy, gdzie przegraliśmy 1:5, chwaliłem chłopaków za to, jak prezentowali się na boisku, w jaki sposób próbowali grać. Postronni obserwatorzy też to przyznali, że przyjemnie patrzyło się na poczynania mojego zespołu w tym starciu. Gramy bardzo otwarty futbol. Anglicy powiedzieliby, że to takie typowe “box to box”. I zdarza się tak, że gdy mamy słabszy dzień w obronie i z tego tytułu popełniamy błędy indywidualne, to po prostu te wyniki są bardzo niekorzystne. Jednak, gdy jesteśmy w lepszej dyspozycji w defensywie, gramy na zero z tyłu, to nasza gra ofensywna w postaci wysokiego pressingu przynosi też efekty punktowe.

Względem rundy jesiennej widzi pan duże zmiany i rozwój w swojej drużynie? Jesienią byliście beniaminkiem CLJ-ki, poznawaliście realia tej ligi, walczyliście o utrzymanie. 

– Na pewno zrobiliśmy kolejny krok do przodu. Mimo że borykamy się z różnymi problemami, a jednym z nich jest brak wzmocnień kadrowych zimą. Obawialiśmy się tego, że będzie tej drużynie brakowało świeżej krwi. Aczkolwiek chyba to przekuło się w nasz atut, bo ta ekipa jest jeszcze bardziej zgrana i ze sobą zżyta, co ma przełożenie na boisko. Nasza gra wygląda lepiej niż jesienią, ale nie mówiłbym tu o ogromnym progresie, tylko o kroku do przodu.

Czym jest Centralna Liga Juniorów dla Juventus Academy Bydgoszcz? Co daje zawodnikom uczestnictwo w tych rozgrywkach?

– Zawodnicy czerpią z tego tytułu mnóstwo korzyści. Zrobił się wielki szum wokół naszych zawodników. Swoją pracą i postawą na boisku, sprawili, że wręcz urywają się telefony z zapytaniami o potencjalne transfery. Cieszymy się bardzo, że inne kluby są mocno zainteresowane naszymi zawodnikami. To jest też wisienka na torcie pracy trenera, gdy widzi, że jego podopieczny się rozwija i trafia do renomowanego klubu. Nasi chłopcy rywalizują obecnie z najlepszymi rówieśnikami w kraju, co wpływa na ich samorozwój. To jest chyba największa zaleta tych rozgrywek.

Z kolei, co panu jako trenerowi daje CLJ-ka? Czego się pan nauczył, dzięki Centralnej Lidze Juniorów? Jakie wnioski zostały wyciągnięte z dotychczasowej obserwacji?

– Cały czas się rozwijam, a jest to naprawdę cenne doświadczenie. Co tydzień mierzę się z innymi taktykami i pomysłami na grę u przeciwników. Na bieżąco wyciągam wnioski i się uczę. Jestem otwarty na ciągłą naukę. CLJ-ka nauczyła mnie przede wszystkim odwagi w realizowaniu celów, które narzucamy drużynie. Zauważyłem, że w tej lidze, gdy drużyny są postawione pod murem, naciskane wysokim pressingiem, a pozytywny wynik jest postawiony na szali, to samoistnie przechodzą do prostych rozwiązań. My od tego uciekamy. Nie szukamy gry, idąc tylko po wynik. Naszym celem jest piłkarski rozwój zawodników. Dzięki wyrozumiałości naszego prezesa oraz całej filozofii Juventus Academy trenerzy mają możliwość realizowania swoich celów, nie zwracając uwagi na wynik. Piłka nożna szybko oddała nam za ten sposób myślenia. Pokazujemy, że w CLJ-ce można połączyć grę w piłkę i budowanie akcji od bramki z wynikami.

Powiedział pan, że nauczył się odwagi w CLJ-ce. Z czym ta cecha się wiąże? Co ma trener dokładnie na myśli, używając tego słowa?

– Przede wszystkim z ustawieniem taktycznym zespołu na boisku. Nie zobaczycie u nas nigdy niskiej obrony. Wychodzimy wysoko, nie boimy się, chcemy prowadzić otwartą grę, nawet kosztem porażki pięcio- czy sześciobramkowej. To jest piłka młodzieżowa, a pamiętajmy, że nawet w seniorach takie wyniki się zdarzają. Jesteśmy w stanie przyjąć mniejsze zło, jeśli chłopcy realizują założenia ofensywne i na boisku są proaktywni. W takim układzie jako trener jestem w stanie przyjąć na klatę słabszy wynik w danym meczu, realizując cel. Odwaga uwydatnia się tym, że chcemy grać do przodu, wysokim pressingiem z każdym rywalem. Najważniejsza jest realizacja planu i modelu gry.

Jakie miał pan wyobrażenia o tej lidze przed awansem? Co trenera zaskoczyło? 

– Wiele rzeczy się potwierdziło – bardzo wysoki poziom sportowy, intensywność, szybka gra i najlepsi zawodnicy z tego regionu w Polsce w tej kategorii wiekowej. Nic mnie nie zaskoczyło w tym temacie. Uważam, że jest to świetne miejsce do rozwoju i chłopcy w tym wieku powinni szukać sobie miejsca w klubach z CLJ-ki. Z kolei my awansowaliśmy do tej ligi i mieliśmy problem z tym, żeby pozyskać nowych zawodników, choćby na wypożyczenie. To mnie zdziwiło, my, zamiast się wzmacniać to jeszcze się osłabiliśmy. Przed pierwszą rundą odeszło od nas trzech zawodników, a jeden w przerwie zimowej. Myślę, że każdy chłopak, który myśli o profesjonalnej karierze piłkarskiej powinien przejść przez CLJ-kę. To jest bardzo cenne doświadczenie, prestiżowe rozgrywki, które są bardzo profesjonalne a poziom wysoki.

Co się stanie  z tymi zawodnikami po CLJ-ce? Dalej będziecie kontynuować przygodę z tymi chłopakami i walczyć w szerszej perspektywie o CLJ U-17? Jaki jest plan na tę ekipę?

– Nasza akademia rezygnuje i odcina się od szkolenia młodzieży w piłce jedenastoosobowej. Będziemy skupiać się tylko i wyłącznie na młodszych zawodnikach. Co z tą ekipą? Będziemy starali się im pomóc w znalezieniu nowych klubów. Gdy oficjalnie ogłosiliśmy, że po tym sezonie nie będziemy kontynuować pracy z tym rocznikiem, to odezwało się do nas mnóstwo klubów z zapytaniami o naszych podopiecznych. Zainteresowanie jest ogromne i większość naszych podstawowych zawodników ma określony kierunek rozwoju. Co z CLJ-ką? Na ten moment jeszcze żadna drużyna nie zapewniła sobie utrzymania, więc nic nie jest pewne. Jeśli uda nam się utrzymać w lidze to powiem szczerze, że nie wiem, co się stanie z naszym miejscem. To pytanie należy kierować do zarządu. Możliwe, że obierzemy taki kierunek jak Olimpijczyk Kwakowo, który stworzył fuzję ze Spartą Sycewice

Nie macie kolejnych roczników? Rocznik 2008 nie może przystąpić do CLJ U-15?

– Nie mamy rocznika 2008. Funkcjonuje u nas rocznik 2009, ale z uwagi na fakt, że kończymy przygodę z piłką jedenastoosobową, to nie będziemy też kontynuować szkolenia z tą grupą.

Dlaczego rezygnujecie z piłki jedenastoosobowej?

– Na to pytanie powinien odpowiedzieć prezes Akademii, Radosław Michalski. Jestem tylko trenerem, nie uczestniczę w rozmowach z zarządem, więc nie chcę zajmować oficjalnego stanowiska. Jednak, jeżeli chodzi o szkolenie do 12. roku życia, podchodzimy do tego bardzo profesjonalnie i zapewne wiele osób z naszego województwa to potwierdzi. Na tym chcemy się skupić, żeby dawać się z siebie 100% i rozwijać naszych chłopców.

Wracając do rocznika 2007, on pójdzie w Polskę? Czy dalej waszym celem jest to, żeby zawodnicy Juventus Academy Bydgoszcz nie opuszczali województwa i zasilali pobliskie kluby oraz akademie? Pytam, bo taki punkt widzenia przedstawił nam rok temu Przemysław Mazurkiewicz.

– Wydaje mi się, że ta rozmowa sprzed roku jest już trochę nieaktualna. Sam dyrektor sportowy naszej akademii, jak i my wszyscy w klubie, nie spodziewał się, że tak potoczy się nasza przygoda w CLJ-ce. Po naszych topowych zawodników zgłaszają się największe kluby w Polsce tj. Lech, Legia, Raków. To są akademie, które mają więcej do zaoferowania od ekip z naszego województwa, więc będzie to dla nich naturalny kierunek i zapewne wyjdą poza nasze województwo. Aczkolwiek nasz drugi trzon zespołu z CLJ oraz drużyna rezerw, która występuje w I lidze wojewódzkiej, najprawdopodobniej trafi do takich ekip jak: Chemik Bydgoszcz, Zawisza Bydgoszcz czy MUKS Bydgoszcz. Rozmawiamy z przedstawicielami tych klubów, aby ci przedstawili swoje plany naszym rodzicom i zachęcili do tego, żeby ich wybrali.

Jakie teraz będą cele waszej akademii? Bo jest to jednak spora zmiana, więc co będzie dla was najważniejsze od przyszłego sezonu?

– Głównym celem akademii będzie przygotowanie zawodnika do tego, żeby w przyszłości mógł się odnaleźć w każdym systemie gry, w każdym klubie. My nie szkolimy pod daną formację taktyczną czy taktykę. My uzbrajamy zawodnika w takie umiejętności, żeby później dał sobie radę w każdej formacji i na każdej pozycji.

Z uwagi na fakt, że jesteście franczyzową akademią Juventusu, czerpiecie z tego wiele korzyści. Logo, barwy, koszulki, nazwa są fajne, ale to raczej dodatek do tego, co zyskujecie, dzięki “Starej Damie”. Niech trener powie coś więcej o szkoleniach, wyjazdach do Włoch i rozmowach ze szkoleniowcami akademii Juventusu, bo nie każdy ma okazję tego doświadczyć, a dla was to chleb powszedni.

– Gdy przychodziłem do akademii Juventusu Bydgoszcz, istotne dla mnie było to, że jako nieliczna szkółka w naszym województwie ma napisany swój model szkolenia i ukierunkowana jest na propagowanie otwartej gry. Cała otoczka Juventusu dodaje barwnego kolorytu. Trener ma komfortowe warunki, gdzie skupiony jest tylko na prowadzeniu zajęć, nie interesuje go nic poza tym. Model i plan na szkolenie to jest podstawa. Uważam, że każda szkółka powinna działać według jakiegoś planu. Czy on jest dobry? To wyjdzie po czasie, a po drodze można go poprawiać, modyfikować. Nie mówię, że nasz model jest idealny i każdy musi z niego korzystać, bo nie ma przepisu na sukces. Każdy może pracować w oparciu o inny dokument, ważne jest to, żeby ta droga była usystematyzowana. Rozmowy, szkolenia z trenerami z Włoch są w oparciu o ten model. Nowi trenerzy są wdrażani w ten program, a później realizują jego założenia.

W takim razie niech pan nam krótko scharakteryzuje wasz model szkolenia i przedstawi jego główne założenia.

– Jeżeli chodzi o najmłodsze kategorie wiekowe, to ważna jest nauka gry od bramki. W naszym modelu gry to jest podstawa – bramkarz nie wybija piłki na oślep, ale szuka podań do najbliższego zawodnika. Druga rzecz – nieprzywiązywanie zawodników do danej pozycji. U najmłodszych występuje bardzo duża rotacja włącznie z pozycją bramkarza. Każdy gra na bramce, obronie, pomocy i ataku. Do tego dochodzi bardzo duża indywidualizacja zajęć. Dzięki temu, że możemy pozwolić sobie na taką pracę, że w każdej grupie jest dwóch trenerów, a na jednego przypada 12 osób, to ta praca jest bardzo intensywna i indywidualna. Gdy zaczynaliśmy naszą działalność to było coś, co nas mocno wyróżniało w województwie, jeśli chodzi o szkolenie.

Co jeszcze wyróżnia Juventus Academy Bydgoszcz na rynku lokalnym?

– Powtarzalność – styl gry każdego naszego rocznika jest taki sam. Nie ma wyjątków. Trenerzy się wyłamują, sposób grania się nie zmienia. Nasi zawodnicy są dobrze wyszkoleni pod względem techniki użytkowej. Nie mówię, że inne akademie z naszego województwa takich chłopaków nie kształcą, bo byłoby to spore nadużycie, aczkolwiek naszych wychowanków wyróżnia ten aspekt.

Chciałbym poruszyć jeszcze temat mistrzostw świata akademii Juventusów. Mega impreza, której finały odbywają się na Allianz Stadium w Turynie, gdzie przyjeżdżają drużyny “Starej Damy” z całego świata. Czy miał pan okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu?

– Tak, i to nawet w pierwszej edycji. Co więcej, z rocznikiem 2007, który teraz prowadzę w CLJ U-15. Ogólnie to jest pierwszy rocznik, który wystartował w naszej akademii, a w jego sztabie jestem od samego początku. Zwykle jest tak, że zmienia się trenerów w drużynach, co dwa, trzy lata. Tutaj się tak złożyło, że jestem związany z tymi chłopakami od samego początku. Cieszy nas to, że spora grupa dalej z nami gra. Zaczynali, gdy mieli 5 lat, a teraz dalej grają, ale już w CLJ U-15. Wracając do pytania, braliśmy udział w pierwszej edycji mistrzostw świata, graliśmy z rocznikiem starszym. Wzięliśmy chłopaków z 2007, a rywalizowaliśmy z 2006. Efekt? Awans do ćwierćfinału, więc osiągnęliśmy dobry wynik sportowy. Świetny turniej, który wraca w tym roku po pandemicznej przerwie. I rocznik 2007 pojedzie w czerwcu do Włoch na te mistrzostwa, tym razem czeka ich rywalizacja z rówieśnikami. Mamy nadzieję, że uda nam się zajść daleko. Spisujemy się ze świetnej strony na krajowym podwórku, wygraliśmy ligę wojewódzką, rywalizujemy drugą rundę w CLJ-ce, więc mamy podstawy ku temu, żeby z dobrymi nastrojami jechać na turniej i w efektowny sposób zaprezentować nasz “last dance”.

Ten turniej to będzie zwieńczenie waszej wieloletniej historii?

– Byłoby pięknie, gdybyśmy go zakończyli z medalami. Ten turniej odbędzie się tuż po zakończeniu sezonu w CLJ U-15, więc to idealnie składa się na to, żeby ten wyjazd był puentą naszej historii. A same mistrzostwa świata akademii Juventusów to coś kapitalnego – świetna oprawa, kapitalna organizacja, drużyny z całego świata i wielkie emocje. Chcemy się dobrze bawić. To jest nasz cel, a jak dojdzie do tego wynik, to będzie coś fantastycznego.

Mówił pan sporo o modelu gry, że wszystkie wasze zespoły grają w bardzo podobny sposób. Czy na tych mistrzostwach świata wszystkie Juventusy grają tak samo? Widoczne jest gołym okiem to, że pracujecie na tym samym modelu? Czy jednak każda drużyna z innego kraju ma swój niepowtarzalny styl?

– Ujęło mnie to, że takie rzeczy jak: gra od bramki czy techniczne wyszkolenie to są elementy, które były widoczne w każdej ekipie. Nie widziałem chaotycznej gry ani takiej nastawionej na wynik. Co nas różniło? Drużyny grały w innych formacjach. Australijczycy mieli trójkę obrońców, a Kanadyjczycy grali czwórką z tyłu. Aczkolwiek gołym okiem było widoczne to, że wszystkie te ekipy mają jedną przewodnia myśl. To mnie jeszcze bardziej przekonało do tego, że jestem w dobrym miejscu, gdy zobaczyłem, że cały świat działa według tego modelu gry.

Czy jest pan przekonanym o tym, że gdybyśmy wyjęli zawodnika z polskiego Juventusu i wstawili do kanadyjskiego lub australijskiego to od razu odnalazłby się w tej ekipie, mimo bariery językowej i tego, że nie zna swoich kolegów z drużyny?

– Tak, jestem o tym przekonanym, że odnajdzie się w tym systemie i pomyśle na grę. Nie musi znać języka, ale będzie wiedział, jak zachowywać się na boisku. Przede wszystkim będzie przygotowany na grę od bramki. Nie będzie zaskoczony tym, że ktoś chce mu podać piłkę, rozpoczynając grę.

Historia rocznika 2007 Juventus Academy Bydgoszcz powoli dobiega końca. Czy nie będzie panu trudno rozstać się z tą ekipą? Pamiętam, jak Krzysztof Muller mówił na łamach naszego portalu, że dla niego pożegnanie się z Olimpijczykiem Kwakowo było trudnym przeżyciem. Był z chłopkami z rocznika 2006 od samego początku, doszedł do CLJ U-15, a po drodze przeżyli wiele międzynarodowych przygód. Na koniec pojechali do Włoch i wygrali turniej, pokonując Udinese i Pordenone, ale po końcowym gwizdku, zamiast radości po zwycięstwie, był łzy rozpaczy, bo doszło do nich, że nigdy więcej już ze sobą nie zagrają. Czy możemy szukać analogii w waszej historii? 

– To jest ludzka rzecz. Takie emocje na pewno będą nam towarzyszyć. Aczkolwiek do CLJ U-15 dotarło ok. 10 zawodników. Ta drużyna musiała się przeobrażać. Przez te lata dochodzili do nas nowi zawodnicy. Przełomowy moment był trzy lata temu, gdzie doszło do nas ośmiu nowych zawodników. Do tego jeden z rodziców mocno nam pomógł finansowo, a do sztabu trenerskiego dołączył Grzegorz Och. To nie jest ten sam zespół osobowy, co miałem w skrzatach. Ta drużyna ewoluowała, była modyfikowana i się ciągle rozwijała. Aczkolwiek nie da się ukryć tego, że mocno zżyłem się z tym zespołem, zawodnikami i ich rodzicami. Pożegnania zawsze są trudne i smutne. Liczę się z tym, że tak będzie i w tym przypadku, bo jednak kawał życia z nimi spędziłem. Jednakże, pociesza mnie myśl, że później przyjdą dobre momenty, że będę mógł dalej śledzić ich postępy, ale już przed telewizorem. Aczkolwiek przy rozstaniu na pewno łezka się w oku zakręci.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix