Wywiady

Najciekawsze wywiady Juniora w 2021 roku. Co mogliście przegapić?

Zbliża się koniec roku, a to idealny czas na podsumowanie tego, co już za nami. Rok 2021 dla naszego portalu był niezwykle obfity. Przeprowadziliśmy wiele ciekawych, wartościowych, jak i kontrowersyjnych oraz zabawnych wywiadów. Postanowiliśmy wybrać dziesięć najciekawszych rozmów, do których warto wrócić lub nadrobić, jeśli przeoczyliście ich premierę.

Czy w rankingu znajdują się same duże nazwiska? Nie, aczkolwiek i takich nie brakuje. Najważniejsza jest treść samej rozmowy, a nie tylko to, jak nazywa się nasz rozmówca. Jak w przypadku każdego TOP 10 muszą pojawić się kontrowersje, bo ciężko wyróżnić tak niewielką liczbę wywiadów, gdy w każdym tygodniu serwujemy wam od dwóch do czterech większych rozmów z ludźmi ze świata piłki.

Czym się sugerowaliśmy tworząc ranking? Zainteresowaniem, jakim cieszyły się artykuły w momencie publikacji oraz wartością merytoryczną. Po prostu miały w sobie coś, co nas (i was) urzekło.

10. Przemysław Prętkiewicz

Ciekawostka: to jest wywiad, który najchętniej komentowaliście i sprawdzaliście jego treść, jeśli chodzi o 2021 rok. Sami byliśmy bardzo mocno zszokowani tym faktem, gdyż nasz sympatyczny rozmówca, pracownik PZPN-u, Przemysław Prętkiewicz nie powiedział w nim nic kontrowersyjnego. Aczkolwiek opowiadał o projekcie, który jeszcze nie ujrzał światła dziennego, a w swoim założeniu ma być rewolucyjny – więcej piłki nożnej na lekcjach wuefu.

– Zaobserwowaliśmy, że dla wielu osób prowadzenie wuefu w klasach 1-3 to nie jest łatwe zadanie, z uwagi też na fakt, że w grupie są dzieci o bardzo zróżnicowanych umiejętnościach ruchowych. Chcemy pomóc nauczycielom, dać im materiały i narzędzia do tego, żeby ta praca była dla nich łatwiejsza, a ich podopieczni mieli ciekawsze zajęcia. Chcemy, żeby dzieci były aktywne, co jest oczywiste, a wuef był dla nich czymś atrakcyjnym. Cel jest taki, żeby zaszczepić w nich pasję do aktywności fizycznej. Z badań, które przeprowadziliśmy, na podstawie rozmów z nauczycielami wynika, że do klasy czwartej szkoły podstawowej trafiają dzieci ze sporymi deficytami ruchowymi. Chcemy wspomóc nauczycieli w klasach 1-3, żeby dzieci były bardziej zaznajomione ze sportem i ruchem. Cel jest też taki, żeby w przyszłości było jak najmniej zwolnień z wuefu.

Dlaczego to piłka nożna ma być tym sportem, który w klasach 1-3 mają wprowadzać nauczyciele?

Dlatego, że jesteśmy przekonani o tym, że możemy zaproponować zajęcia, które będą, de facto, zajęciami ogólnorozwojowymi. One spowodują, że dzieci będą się ruszać, aktywnie spędzać czas i przede wszystkim dobrze się bawić. Jeśli w przyszłości będą uprawiać jakiś sport pozalekcyjnie i akurat wybiorą piłkę nożną, to będzie nam bardzo miło. Taki jest też nasz cel, żeby jak najwięcej dzieci uprawiało piłkę nożną. Chcemy docierać do chłopców i dziewczynek, pokazywać im, że piłka jest dla wszystkich. Aczkolwiek, jeśli dzieci będą później uprawiać inne sporty to też będziemy zadowoleni, bo najważniejsze jest dla nas to, żeby aktywnie spędzały czas i były przede wszystkim zdrowe.

Więcej piłki nożnej na lekcjach wuefu? Nowy projekt PZPN-u na wykończeniu

9. Marcin Dorna

Udało nam się porozmawiać z Marcinem Dorną tuż po tym, jak objął funkcję dyrektora sportowego PZPN-u. Zapytaliśmy go m.in. o: relacje ze Stefanem Majewskim, przyczyny zwolnienia Mariusza Rumaka z kadry U-19, przyszłości reprezentacji Polski, działalność obecnego, nowego PZPN-u względem rządów Zbigniewa Bońka.

“Mieliście z dyrektorem Majewskim jakieś „burze mózgów”? Podpisuje się pan pod decyzjami, które zapadały przez ostatnie lata?

Bardzo szanuję trenera Majewskiego. Wielokrotnie toczyliśmy ciekawe dyskusje, finalnie to dyrektor podejmował decyzje. Jak to w strukturze każdej istniejącej instytucji… W wielu tematach byliśmy zgodni, w części były burze mózgów. Podejmowane decyzje były decyzjami federacji i to był kierunek naszego rozwoju. Wiele rzeczy zrobionych było dobrze, ale wiadomo, że nic nie jest idealne.

Również za sprawą eksponowanego stanowiska Stefana Majewskiego – ostatnimi laty PZPN był trochę zbyt skostniały?

– Nie użyłbym takiego słowa. Zawsze było tu wielu młodych ludzi z dużą energią, chęcią pracy. Ale wydaje mi się też, że globalnie niedoceniana jest rola doświadczenia.

Tak pan myśli?

– Tak, w piłce nożnej – zdecydowanie. Nie chciałbym operować tylko wokół metryki, bo równie ważna jest suma doświadczanych przez lata przeróżnych sytuacji i wyciągania z nich wniosków. I niekiedy tę wiedzę – w myśl kolejnej zmiany – odrzucamy lub deprecjonujemy.

Trudno się z tym zgodzić. Wydaje się, że w polskim środowisku, również piłkarskim, ten szacunek do siwego włosa jest wręcz przesadnie czołobitny. 

– Pozwolę sobie mieć inne zdanie. Takie jest moje spostrzeżenie. Pewnie nie jest tak, że tego szacunku brakuje zawsze i w każdym przypadku, ale uważam, że powinniśmy lepiej wykorzystywać doświadczenie starszych i bardziej doświadczonych od siebie”.

Więcej w załączniku

8. Artur Andruszczak

Artur Andruszczak to były piłkarz m.in. GKS-u Katowice, Zagłębia Lubin, Pogoni Szczecin czy Lechii Gdańsk. Na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce rozegrał 171 spotkań i zdobył 10 goli. W seniorskiej reprezentacji Polski nie udało mu się zadebiutować, aczkolwiek z kadrą do lat 16 zdobył złoty medal na Mistrzostwach Europy w 1993 roku. Dlaczego rozmowa z nim należy do takich, które warto nadrobić?

Przede wszystkim, dlatego, że Andruszczak jest otwarty i przedstawia swój punkt widzenia, który niekoniecznie jest zgodny z wieloma opiniami. Wielu z was dyskutowało w komentarzach o jego spojrzeniu na ośrodki Mobilnej Akademii Młodych Orłów, które zostały zlikwidowane przez PZPN, gdyż Andruszczak uważa, że to był świetny projekt, a są takie głosy, które stanowczo temu zaprzeczają.

– Myślę, że w województwie lubuskim ten projekt się sprawdzał. Mieliśmy u nas duże zainteresowanie wśród młodych adeptów piłki nożnej. To były dwa dodatkowe treningi w tygodniu w fajnej, wyselekcjonowanej grupie. Przede wszystkim były to darmowe zajęcia. Trenerzy pracowali na dobrym programie szkoleniowym, który ciągle był w fazie modyfikacji i ulepszania. Ten projekt w każdych obszarach rozwijał młodych zawodników: motorycznych, technicznych i inteligencji piłkarskiej. Ten proces szkolenia był na wyższym poziomie, co przekładało się na umiejętności zawodników.

Nawiążę też do pana kariery juniorskiej i złotego medalu na Mistrzostwach Europy w 1993 roku. Na palcach jednej ręki możemy wyliczyć tych, którzy przebili się na seniorski poziom. Aczkolwiek u niektórych ten początek obcowania z seniorami był obiecujący, bo wchodzili szybko do seniorów, jak Marcin Thiede czy Maciej Terlecki. Ten pierwszy przepadł, a drugi nie zrobił takiej kariery, jaką mu przepowiadano. 

Każda historia jest inna. Aby zostać profesjonalnym piłkarzem musi wystąpić wiele składowych. Piłka nożna nie wybacza, trzeba być cały czas przygotowanym, dawać sto procent siebie na treningu i w taki sposób można coś osiągnąć, żeby przebić się do piłki seniorskiej. Nie można pozwolić sobie na chwilę słabości, a wiemy, jak to jest z okresem dojrzewania – pierwsze dziewczyny, zawody miłosne itd. W historii piłki nożnej było wiele talentów, które nie zaistniały w dorosłej piłce, a mówiło się, że powinny grać i być najlepsi. Każda historia jest inna. Jednych przystopowały kontuzje, drugich problemy wychowawcze. Tych przyczyn jest bardzo dużo. Ze swojej perspektywy mogę powiedzieć, że trzeba mieć sporo szczęścia. Pamiętam rozgrywki kadr wojewódzkich, na których pojawił się selekcjoner młodzieżowej reprezentacji Polski, Andrzej Zamilski. Spodobało mu się jedno moje zagranie piłki zewnętrznym podbiciem. To jest bardzo trudne zadanie i rzadko widzimy, żeby ktoś wykonywał takie podanie na 20-30 metrów. Oczywiście, to też nie jest tak, że tylko jedna rzecz mi wyszła w tym meczu (śmiech). Musiałem dobrze wypaść, że otrzymałem powołanie do reprezentacji i pojechałem na zgrupowanie. Tam usłyszałem od selekcjonera, że jestem słaby pod względem technicznym. Miałem to szczęście, że trafiłem pod skrzydła wybitnego fachowca w stilonie Gorzów Wielkopolski, Jerzego Polaczyńskiego, który zalecił mi treningi indywidualne. Przychodziłem do niego na dodatkowe zajęcia, a po pół roku okazało się, że na tyle się poprawiłem, że pojechałem na Mistrzostwa Europy, zdobyłem medal. Dlatego też trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie. Ciężka praca, a do tego fachowość trenera, który potrafi dostrzec i rozwinąć potencjał u danego zawodnika.

“Projekt AMO sprawdzał się, był przydatny i rozwijał młodych zawodników”

7. Radosław Bella

Ten wywiad był zupełnie inny niż wszystkie, gdzie liczył się tylko jeden temat – pracoholizm, który wielu osobom kojarzy się  z czymś pozytywnym – dużo pracujesz, czyli na czymś ci mocno zależy i dążysz do osiągnięcia sukcesu. Jednak czy to jedyna droga do zrealizowania swojego celu? Czy pracoholizm to nie jest choroba? Rozmawialiśmy na ten temat z Radosławem Bellą, trenerem pracującym w akademii Śląska Wrocław.

– Nie da się nie odnieść wrażenia, że gdzieś między wierszami pracoholizm łączony jest z sukcesami trenerskimi. Wręcz jest warunkiem koniecznym. Uważam to za bardzo niebezpieczne stwierdzenie. W mojej opinii jest to zła analiza, która nie uwzględnia tego, czym faktycznie pracoholizm jest oraz nie pokazuje różnicy między pracoholizmem, perfekcjonizmem a profesjonalizmem. To, co mi się jednak bardzo podoba, to fakt, że zaczęto o tych zagadnieniach mówić. Twój artykuł oraz tekst Przemka Michalaka pokazały, jak poważny stał się ten problem. Myślę, że jest to naszemu środowisku potrzebne. Niemniej trzeba obiektywnej wiedzy, by nie podchodzić do tematu subiektywnie.

Czym zatem jest pracoholizm?

– Najlepiej zamaskowanym uzależnieniem dzisiejszych czasów. Jest to poważne zaburzenie, które może mieć negatywne skutki dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Odbija się to również na zdrowiu rodziny i miejscu pracy. Badania naukowe nie pozostawiają wątpliwości, że pracoholizm ma wymiar patologiczny! Niestety jest też piękną bajką, która świetnie się sprzedaje… By bardziej zrozumieć istotę rzeczy, postaraj się odpowiedzieć na moje pytanie: czy powierzyłbyś koordynowanie najważniejszego dla ciebie projektu osobie, która straciła kontrolę nad swoim zachowaniem, czuje silny wewnętrzny niepokój, jest chronicznie zmęczona i niewyspana oraz nie potrafi podejmować racjonalnych decyzji? Albo czy chciałbyś być operowany przez takiego lekarza?

Oczywiście, że nie.

– Właśnie te rzeczy kryją się za maską pracoholizmu. Niestety, widzimy tylko jej przednią część: człowieka ambitnego i pracującego.

“Pracoholizm to piękna bajka, która się sprzedaje. A ma wymiar patologiczny”

6. Paweł Guziejko 

Paweł Guziejko jest trenerem dzieci i młodzieży i od kilkunastu lat pracuje w zawodzie poza granicami naszego kraju. Najpierw działał w Stanach Zjednoczonych, później przeniósł się do Anglii. Przez wiele lat pracował przy projekcie Angielskiego Związku Piłki Nożnej – FA Skills, gdzie zajmował się edukacją trenerów i nauczycieli wychowania fizycznego. Obecnie pracuje w akademii Norwich City i prowadzi swój autorski program PavFunball Academy, gdzie pracuje według własnego systemu, wprowadzając wiele nowatorskich rozwiązań w zakresie szkolenia dzieci, ale także trenerów.

Czego trener powinien nauczyć się od dzieci, z którymi prowadzi trening piłki nożnej? Dlaczego każdy szkoleniowiec, który odpowiada za rozwój najmłodszych, powinien wsłuchać się w potrzeby dzieci i na ich podstawie budować kolejne jednostki treningowe? Dlaczego trenera na takich zajęciach powinno być jak najmniej? Na te pytania odpowiedział nam Paweł Guziejko, który rzucił zupełnie nowe, świeże spojrzenie na pracę z dziećmi.

“Czego może trener nauczyć się od dzieci? W jednym z tekstów na portalu “Łączy Nas Trening” przytoczyłeś historię, w której jeden ze starszych trenerów, zapytał się ciebie po jednym z treningów: “czego nauczyłeś się dzisiaj od dzieci?” I nie byłeś w stanie odpowiedzieć na to pytanie w tamtym momencie.

– Przede wszystkim najważniejszą rzeczą na treningu jest obserwacja. To jest metoda treningowa, która naprawdę jest pomocna w zawodzie trenera. Od dziesięciu lat prowadzę notatki. Ostatnio rozpocząłem zapiski w piątym notesie. I tam zapisuję to, czego nauczyłem się od dzieci. Pierwszą rzeczą, którą nauczyłem się od nich to komunikacja – w jaki sposób dziecko komunikuje się z innym dzieckiem? Krótko, maksymalnie dwadzieścia sekund, a zdania są jednosylabowe, proste, ale zrozumiałe. Komunikacja w każdym zawodzie jest bardzo ważna. I to, co zauważyłem na zajęciach, jestem w stanie przełożyć na praktykę i w taki sam sposób się z nimi komunikować. Drugą rzeczą jest cierpliwość. Dziecko z natury nie jest cierpliwe, ale ja nauczyłem się, że najmłodsi na treningu potrzebują dwóch rzeczy: piłkę i bramkę. Mniej znaczy więcej. Im więcej rzeczy na zajęciach, tym dziecko będzie bardziej zakłopotane. Kiedyś rozpisywałem im szczegółowe ćwiczenia, ale z tego zrezygnowałem.

Dlaczego? 

– Bo zauważyłem, że dzieci potrzebują czegoś innego. Często robiłem tak, że ustalałem im, że teraz będzie mała gierka 2 na 2, dałem im piłkę i bramki. Resztę oni podzielili, wybrali w jaką gierkę będą grać, bo poznali wcześniej kilka różnych opcji i po prostu grali. Gdy dziecko gra to zawsze się uczy, Trzecia rzecz: jednostka, czyli indywidualne potrzeby dzieci. Nie jest ważne to, co ja chcę, żeby było wykonywane na treningu, bo jest to wizja dorosłego człowieka, a nie jest to jednoznaczne z tym, co dziecko chce się nauczyć. Musisz być wnikliwym obserwatorem i dowiedzieć się, czego te dzieci potrzebują i czego mogą się nauczyć? To nie ja decyduję, w jaki sposób ma przebiegać trening. Oczywiście to ja jestem trenerem, ale nie decyduję o tym, co będzie na treningu. Muszę najpierw zobaczyć, czego one potrzebują, a później przygotować jednostkę treningową wedle ich potrzeb.

Czwarta rzecz – pozwolenie im na wybór i podjęcie decyzji w każdej dziedzinie życia. Gdy zaczynałem swoją przygodę z trenerką to wszystko sam przygotowywałem i przede wszystkim mało graliśmy w piłkę. Jak dzieci mają się uczyć i podejmować decyzje, gdy nie grają? Na początku zawsze panuje chaos na boisku, a dla mózgu dziecka jest to dobre, bo w takiej sytuacji uczy się, jak podejmować decyzje. Piąta, najważniejsza rzecz – zrozumienie, w czym dziecko jest dobre. Większość trenerów skupia się na rozwijaniu słabych stron. Po co tracić na to czas? Jeżeli ktoś jest znakomitym dryblerem to oznacza, że nie ma problemów z omijaniem przeciwników. W takiej sytuacji trzeba mu pomóc w tym, żeby dokonywał lepszych decyzji. Dzieci nauczyły mnie tego, żeby skupiać się na ich mocnych stronach. I to wszystko dzięki jednej rzeczy – obserwacji”.

“Konspekt nie świadczy o tym czy trener jest dobrze przygotowany do zajęć”

5. Marek Stopczyński

Przez kilka ostatnich lat absolwenci AWF-ów z dyplomami trenerów I i II klasy co rusz z pretensjami odnosili się do działań Polskiego Związku Piłki Nożnej. Najpierw piłkarska centrala zagroziła im odebraniem prawa do wykonywania zawodu, a po czasie, gdy ci posłusznie wzięli udział w kursach wyrównawczych… zmieniła zasady gry.

W 2016 roku w życie wszedł nowy regulamin licencji trenerskich. Wtedy to absolwenci AWF-ów, z dyplomami trenerów I i II klasy, przestali mieć możliwość prowadzenia swoich klubów w rozgrywkach ligowych na określonym wcześniej poziomie. Wtedy to nakazano im “wyrównać” licencje. Specjalne kursy kosztowały tysiące złotych, a PZPN utrzymywał, że nie ma innego wyjścia. Choć z roku na rok szedł trenerom na rękę (przedłużając ostateczny termin na “wyrównanie” uprawnień), nie dawał za wygraną, trzymając się swego stanowiska.

Porozmawialiśmy z Markiem Stopczyńskim, który przeciwko piłkarskiej federacji prowadzi w sądzie kilka spraw. O radcy prawnym wcześniej głośno było przez wojnę, którą w imieniu swojego klienta wytoczył ZPRP (Związkowi Piłki Ręcznej w Polsce) i którą, dzięki prawomocnemu wyrokowi, klient ów wygrał. Sytuacja trenera Krzysztofa Kotwickiego była podobno niemal bliźniacza do tej tysięcy zaangażowanych w świat futbolu, a szkoleniowiec z Kwidzyna dziś może być dumny z tego, że nie odpuścił.

To dotyczy około 20 tysięcy trenerów! Każdy z nich zapłacił około czterech tysięcy złotych za kurs wyrównawczy, a do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty zakwaterowania i dojazdów. Liczymy, że związek “skasował” na tym około 80-100 milionów złotych! To jest pierwsze, podstawowe roszczenie, które po wtorkowej uchwale można w uproszczeniu przedstawić tak: związek sam, swoją decyzją, przyznaje się do błędu i uznaje, że kursy nie były potrzebne – mówi Stopczyński. A jeżeli wierzyć mu na słowo… burza dopiero się zaczęła.

Trenerzy vs PZPN, a w puli 100 milionów?! “Związek nie miał prawa odbierać zdobytych uprawnień”

4. Maciej Bykowski

Maciej Bykowski to były piłkarz, który występował na pozycji napastnika. W Ekstraklasie rozegrał 238 spotkań i strzelił 38 goli, m.in. dla takich klubów jak Polonia Warszawa, ŁKS Łódź, Lech Poznań, Górnik Łęczna czy Polonia Bytom. W swoim piłkarskim CV ma również greckie kluby (Panathinaikos Ateny, OFI Kreta). Po zakończeniu piłkarskiej kariery, wraz z Marcinem Mięcielem, założył w Warszawie szkółkę piłkarską Szkoła Techniki Futbolu “Champion”.

I zajmuje się na co dzień pracą z najmłodszymi, dlatego w rozmowie z nim poruszyliśmy tematy, o których się głośno nie mówi, a są problemem np. koordynacja ruchowa u dzieci. –  Koordynacja ruchowa u dzieci jest dramatyczna. Jeżeli dziecko w wieku 10 lat nie potrafi zrobić przewrotu w przód i w tył, to na czym my mamy to wszystko budować? To jest jak z budową domu, najpierw musi być wylany fundament, żeby móc ruszyć z kolejnymi etapami budowy. Patrząc przez pryzmat najmłodszych dzieci, uważam, że koordynacja ruchowa jest bardzo słaba, wręcz dramatyczna. Popatrzmy na bramkarzy. Kiedyś to grało się na wszystkich pozycjach. Stałeś na bramce, rzucałeś się, łapałeś piłkę, a dzisiaj dziecko ma kłopot z tym, żeby złapać piłkę prosto w ręce. Nie mówię tutaj o technikach zbijania piłki do boku, bo nie każdy szkoli się na bramkarza, tylko o złapaniu futbolówki, która leci prosto do ciebie.

Kiedyś chciałem zrobić na sali gimnastycznej trochę koordynacji ruchowej… wycofałem się z tego pomysłu, bo musiałbym poświęcić wiele czasu tylko na dwóch, trzech zawodnikach, żeby poprawnie zrobili przewrót w przód, nie robiąc sobie przy tym krzywdy, bo to jest najważniejsze. Podwórko kształtowało kiedyś koordynację, ale przede wszystkim charakter. Dzisiaj dzieciom przede wszystkim brakuje charakteru do piłki, bo wszystko za dziecko robi rodzic. Normalne jest to, że wszyscy rodzice kochają swoje dzieci, ale czasami wychodzą z tego absurdy i widoczne jest to na treningach. Tutaj upatrywałbym duży problem dzisiejszej młodzieży.

A propos kształtowania charakteru, czy to nie jest czasem tak, że dzieci i młodzież mają po prostu za dobrze? Wszystko mają podane jak na tacy. Nie muszą o nic walczyć, bo akademie, jak i sami rodzice zapewniają im komfortowe warunki do trenowania.

Dobrze to pan ujął. Dzisiaj większość tych chłopców pochodzi z zamożnych rodzin, gdzie niczego im nie brakuje. Zobaczmy na zawodników, którym się powiodło w piłce nożnej, większość z nich pochodzi z mniejszych miejscowości, gdzie determinacja, żeby osiągnąć sukces jest dużo większa, bo chcą wyrwać się z danego środowiska i polepszyć swoje warunki życiowe, poprzez grę w piłkę. Na początku jest pasja, a potem wizja, żeby móc się z tego utrzymywać. Dzisiaj większość chłopców, nie wszyscy, mają bardzo dobrze. Za nich wszystko robią rodzice. Oni nie potrafią o siebie walczyć. My, trenerzy nie możemy mieć pretensji do tych dzieci, musimy uświadamiać rodziców, rozmawiać z nimi. Z uwagi na fakt, że często są na wysokich stanowiskach w swoich pracach, czasami ciężko ich przekonać do metod i zasad, jakie powinny funkcjonować w piłce nożnej.

“Koordynacja ruchowa dzieci jest dramatyczna. 10-latek nie potrafi zrobić przewrotu w przód”

3. Maciej Mateńko

To na nim były skierowane wszystkie oczy, gdy Cezary Klesza, nowy prezes PZPN, namaścił go na osobę odpowiedzialną za szkolenie, otrzymał funkcję wiceprezesa ds. szkolenia w PZPN-ie. Jak na szkolenie i jego problemy patrzy Maciej Mateńko? Jakimi ludźmi się otoczy? Jakie pomysły będzie chciał wdrażać i czy… szykuje w trenerskim środowisku rewolucję? – Pomysłów jest dużo, zmian będzie sporo – zapowiada w wywiadzie dla Weszło.

“Cofnijmy się o kilka miesięcy – do Szczecina przyjeżdża Cezary Kulesza i pyta: “Maćku, co twoim zdaniem jest największym problemem polskiego szkolenia?”.

Brak pomysłu na to szkolenie. Dziś pomysł na szkolenie mają duże akademie. Akademie, które coraz lepiej prowadzą ten proces. Średnie i mniejsze kluby nie mają programów. Każdy robi coś dowolnie. Ja się mogę cofnąć nie o kilka miesięcy, a o kilkanaście lat. Kiedy byłem na kursie UEFA A, usłyszałem o polskiej myśli szkoleniowej. Zadałem wtedy pytanie: a jaka to myśl? W Polsce mamy dziś mnóstwo treningów, na każdym z nich mamy coś innego. Mamy jakąś myśl? Mamy sprecyzowane, jakiego zawodnika chcemy wychować? Jakie powinien on posiadać umiejętności? Jaką wiedzę? Jak powinien wyglądać reprezentant Polski, który trafia do młodzieżówki? Jestem samoukiem, pracę jako trener zaczynałem mając 20 lat. Nie otrzymałem jednak od Polskiego Związku Piłki Nożnej żadnej pomocy. Sam musiałem do pewnych rzeczy dochodzić. Wiem, ile po drodze popełniłem błędów. Wiem, ile rzeczy mogłem zrobić dużo, dużo lepiej i wiem, ilu lepszych piłkarzy wyszłoby wtedy spod mojej ręki. Chcę pomóc trenerom, by nie marnowali tych lat. Czasy się zmieniły, dzisiaj, jeśli ktoś chce, może się rozwijać. Ale ja chcę wynieść to na jeszcze inny poziom.

Czy kursy trenerskie wymagają zmian?

Zawsze można coś poprawić. Spotkałem się z edukatorami z całej Polski w Białej Podlaskiej i umówiłem się z nimi, że każdy z nich prześle mi informacje na temat swoich spostrzeżeń – co można zmienić w kształceniu trenerów. Wiem, że każdy z nich ma swoje przemyślenia i będę starał się to zebrać w jedną całość. Zastanowimy się co możemy wprowadzić szybko oraz jakie zmiany potrzebne są w dalszej perspektywie. Piłka nożna nie stoi w miejscu, ona ewoluuje, dlatego w szkoleniu trenerów też potrzebne są zmiany”.

Wiceprezes PZPN chce zmienić polską piłkę. “Przez lata popełnialiśmy błędy w szkoleniu”

2. Bartosz Markiewicz

Nie kojarzycie tego młodego piłkarza? Ten 18-latek obecnie jest zawodnikiem III-ligowej Wólczanki Wólka Pełkińska. I zapewne macie w głowie takie zapytanie: dlaczego miałbym/miałabym przeczytać wywiad z takim zawodnikiem? Z uwagi na to, co już przeżył i jakimi anegdotami się z nami podzielił. Jego historia o rozmowie Lukasem Haraslinem (byłym piłkarzem Lechii Gdańsk) stała się viralem w Internecie. –  Gdy byłem na treningu pierwszej drużyny, i już był u nas Lukas Haraslin, który chwilę wcześniej grał w Lechii Gdańsk, spytałem się go po polsku: “czy widzisz jakiś przeskok między Polską a Włochami?“. Głęboko wzdychał i odpowiedział: “ku*wa, chłopie to ty się jeszcze pytasz? Tu jest zapie*dol! Mamy trening z rana, interwały, potem siłownia, następnie gierki na boisku. Przychodzę do domu i nie mam siły, żeby usiąść na kibel” (śmiech).

Aczkolwiek to nie jedyna ciekawa historia, którą nam opowiedział: – Pamiętam bardzo dobrze debiut Stefano Turatiego w Serie A. To jest bramkarz urodzony w 2001 roku. Swój pierwszy mecz zagrał przeciwko Juventusowi na Allianz Stadium 1 grudnia 2019 roku, czyli miał zaledwie 18 lat. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2, a Turati zagrał naprawdę dobre zawody, gdyby nie on Sassuolo przegrałoby to spotkanie. To był duży sukces też dla naszego klubu, który w tamtym sezonie znajdował się w środku tabeli, a był w stanie nawiązać walkę z jednym z najlepszych klubów na świecie. Wszyscy byliśmy dumni w akademii i klubie z Turatiego, że zadebiutował w tak ważnym meczu i pokazał się z naprawdę niezłej strony. Gdy wrócił do nas do bursy, wbił zadowolony z… papierosem w buzi. Włosi mają ogólnie luźne podejście do palenia papierosów i picia wina do obiadu. W bazie treningowej znajduje się kuchnia dla zawodników pierwszej drużyny i nieraz widziałem, jak trenerzy pili winko do obiadu albo wychodzili przed klub, żeby zapalić fajkę. Jednak nie powiem, że nie zaskoczył mnie widok 18-letniego Turatiego z papierosem w buzi po meczu z Juventusem.

Jak wyglądało jego pierwsze spotkanie z Francesco Caputo? – Miałem taką sytuację z “Cici” Caputo, gdzie on był przy piłce odwrócony plecami do bramki, a ja chciałem go mocniej zaatakować. Efekt był taki, że we dwójkę się przewróciliśmy. Od razu podszedł do mnie pierwszy trener Sassuolo i powiedział: “spokojniej, spokojniej, Caputo ma wystąpić w najbliższym ligowym meczu, nie atakuj go aż tak mocno”.  Caputo nie miał o to większych pretensji. Pokazał mi tylko, żebym grał nieco spokojniej, bo jest dzień przed meczem, a on nie chcę się bić na boisku (śmiech). Jednak nie był na mnie zły. Dał mi do zrozumienia, że dobre jest to, że chcę się pokazać i grać twardo, ale zaraz jest liga, więc podchodził do tego ze spokojem. W ogóle na tych gierkach nie było spięć między zawodnikami na boisku.

“Młodym w Ascoli ciężko było wytrzymać psychicznie”. Markiewicz o przygodzie we Włoszech

1. Paweł Grycmann

Darmowe materiały dla trenerów z licencjami, współprace z AWF-ami, jasne kryteria przyjęć na UEFA Pro i pismo do europejskiej federacji z prośbą o zgodę na organizację tego kursu częściej niż raz na dwa lata. Czego jeszcze możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Od czego swoje działania na szkoleniowym gruncie rozpocznie nowy dyrektor Szkoły Trenerów PZPN? Co dziać się będzie z programem certyfikacji? Czy szkoła w Białej Podlaskiej zmieni swoją siedzibę? Na te wszystkie pytania odpowiedział nam nowy dyrektor Szkoły Trenerów PZPN, Paweł Grycmann.

“Powie pan wprost, że przez ostatnie lata, jako polskie środowisko szkoleniowe, błądziliśmy?

Zabrzmiało trochę, jak osiem sekund Lewandowskiego.

– Wie pan dlaczego jest to trudne pytanie? Bo co to znaczy polskie środowisko trenerskie? Ja błądziłem. Mogę powiedzieć o sobie, że błądziłem i chciałbym, żeby ludzie, którzy będą na moim miejscu, czyli tacy, którzy skończą grać w piłkę i będą chcieli zostać trenerami, nie musieli już błądzić. Być może roczniki, które wypuszczałem do piłki seniorskiej, można było wprowadzić na wyższy poziom? Już niestety się tego nie dowiem, a chciałbym mieć taką pewność, żeby trener tworzył im lepsze środowisko. Na tym się skupmy.

Skąd bierze się ta motywacja? Skąd u pana taka ambicja?

– Stąd, że piłka nożna zawsze była dla mnie czymś najważniejszym. Oczywiście do momentu, kiedy pojawiła się kobieta mojego życia, żeby nie było (śmiech). Zdarzało się, że koledzy poszli na dyskotekę, a ja w tym samym czasie chodziłem biegać, bo mówiłem sobie, że będę miał przewagę nad nimi i lepszą wydolność. Gdzie mnie to doprowadziło? Na teście Coopera przebiegłem 3600 metrów, co jest fantastycznym wynikiem i praktycznie w każdym zespole byłem wśród najwydolniejszych zawodników. Do czego jeszcze mnie to doprowadziło? Do kontuzji. Biegałem zbyt wolno na początku, biegałem w złym obuwiu, na twardej nawierzchni. Proszę zobaczyć, jaki fajny morał z tego wychodzi na koniec… Ta ambicja zaprowadziła mnie do czegoś, ale jednocześnie brak wiedzy doprowadził mnie do tego, że musiałem bardzo szybko zakończyć swoją piłkarską karierę, bo chrząstka stawowa w kolanie cały czas się ścierała, a łękotka od 15. roku życia nie pełniła funkcji ochronnej. Na studiach nie chciałem się uczyć fizjologii, bo była trudna, a zacząłem się jej uczyć dopiero, jak te studia skończyłem. Dlatego ułatwmy dzisiaj trenerom pracę i powiedzmy im, co jest priorytetem”.

Więcej w załączniku

***

Stworzyliśmy ranking, jednak to wy jesteście odbiorcami naszych materiałów. Które wywiady najbardziej zapadły wam w pamięć? Podzielcie się z nami swoimi opiniami w komentarzach. I oczekujcie kolejnych materiałów od nas! W tym zestawieniu nie ma żadnego wywiadu z naszych stałych, co tygodniowych cyklów, które również są bardzo ciekawe i warto je czytać. Na tym nie poprzestaniemy, będziemy dalej działać i dostarczać wam jak najlepszego i najbardziej wartościowego kontentu. Obserwujcie nas uważnie!

ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI