Reportaże

Najciekawsze reportaże Weszło Junior w 2020 roku. Co przegapiliście?

W tym roku, podobnie jak w poprzednim, podróżowaliśmy sporo po Polsce i sprawdzaliśmy jak szkoli się najmłodszych adeptów piłki nożnej w naszym kraju. Nie zatrzymała nas nawet pandemia! Ale to nie były nasze jedyne reportaże w 2020 roku. Do jakich artykułów warto wrócić lub po prostu nadrobić zaległą lekturę? Poniżej przedstawiamy, naszym zdaniem, dziesięć najciekawszych propozycji.

Wczoraj polecaliśmy wam wywiady, które przeprowadziliśmy w 2020 roku, a warto je nadrobić, jeśli przegapiło się ich premierę. To samo robimy dziś z reportażami, ale od razu zaznaczamy, że NIE JEST to ranking szkółek, które odwiedziliśmy w 2020 roku. Nie wartościujemy tych tekstów pod względem jakości szkolenia, bo też na tej liście znajdują się nie tylko nasze eskapady do różnych rejonów Polski, ale innego rodzaju grube materiały zrealizowane w tym roku.

Rok 2020 nie był może tak obfity w reportaże jak poprzedni, ale to nie oznacza, że nic ciekawego nie pojawiło się na łamach naszego portalu.

10. “Cel? Chcemy dalej cieszyć się z gry w piłkę!” – UKS Szóstka Inowrocław

Najświeższy materiał w tym zestawieniu. I zdecydowanie inny niż większość naszych reportaży ze szkółek, gdzie rozpisujemy się na temat struktur, bazy i daleko idących planów. W Inowrocławiu jest po prostu jeden trener, który kilkanaście lat temu postanowił założyć klub dziewczęcy i do dziś go prowadzi sam. W UKS-ie Szóstka Inowrocław nie ma zatrudnionych więcej trenerów. Marcin Kozłowski pracuje sam i ogarnia wszystko.

I przy tym nie ma ambitnych planów, żeby stworzyć najlepszy ośrodek szkoleniowy w regionie. Najważniejsze jest to, żeby dziewczynki czerpały radość z gry w piłkę na jego zajęciach. Reszta nie ma znaczenia. A co stało za tym, że “Szóstka” zdobywała liczne medale i puchary na turniejach ogólnopolskich tj. Turniej “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”?  – Mniejsza konkurencja. To był taki etap, gdzie można było jeszcze powalczyć w mniejszym gronie, a teraz sporo klubów poszło w piłkę kobiecą. To jest chyba główna przyczyna. Bo coraz więcej drużyn jest budowanych z zawodniczek z całego województwa, a nie tylko z jednej szkoły czy miasta, jak to jest u nas. A do tego też inni częściej trenują – trzy razy w tygodniu, a do tego też dochodzą treningi indywidualne i bramkarskie. Piłka kobieca, jak i również szkolenie dziewczynek mocno się rozwinęło w ostatnim czasie – odpowiada Kozłowski.

“Cel? Chcemy dalej cieszyć się z gry w piłkę!” – UKS Szóstka Inowrocław

9. “Rywal dla Podbeskidzia i Rekordu? Z wizytą w Football4pro, szkółce Bartłomieja Koniecznego”

Dlaczego Bartłomiej Konieczny zdecydował się na otworzenie własnej akademii? Jaki mają pomysł na szkolenie dzieci i młodzieży? Jak wygląda ich rywalizacja z innymi ośrodkami? Co jest ich celem?

– Pamiętam zapisy na pierwsze zajęcia, miało być 15 dzieciaków – przychodzę na trening, a tam… 35, bo kolega koledze powiedział, że są zajęcia i może by spróbował i tak dalej. Jak zobaczyłem tę grupę, to od razu zadzwoniłem po kumpla, przyjechał na trening i na następny dzień byliśmy już przygotowani na większą liczbę chętnych – wspomina Konieczny.

Rywal dla Podbeskidzia i Rekordu? Z wizytą w Football4pro, szkółce Bartłomieja Koniecznego

8. “Nie będziemy mistrzami kraju, ale możemy mieć wychowanków w mistrzowskich drużynach” – Lukam 2010

Lukam 2010 to naprawdę ciekawy projekt, który mimo dziesięciu lat istnienia, nie jest jeszcze dobrze zakorzeniony w świadomości kibiców na Śląsku. Warto się jednak z nimi zaznajomić, bo szkółka ma się czym pochwalić – profesjonalnym podejściem do treningu, produkcją piłkarzy do topowych drużyn w kraju czy osiąganymi wynikami, które poskutkowały awansem młodzików do najwyższej ligi wojewódzkiej.

Ireneusz Kościelniak udowodnił, że nie trzeba mieć akademii w Krakowie czy Warszawie, żeby dobrze szkolić. Potrzebni są odpowiedni ludzie, z odpowiednim podejściem, a czy robi się to w prawie 2-milionowej metropolii czy w 12-tysięcznym miasteczku nie ma znaczenia, chociaż wiadomo, że w tym drugim przypadku jest trudniej.

Nie zrobisz kroku w przód, jeżeli nie będziesz znał swoich ograniczeń. Lukam jest zbyt słabym podmiotem, żeby walczyć o mistrzostwo kraju, ale z drugiej strony na tyle silnym, żeby każdego roku wysłać najzdolniejszego wychowanka do drużyn, które o taki tytuł aspirują – Mencnarowski i Laskowski potrafili wejść do zespołu Pogoni Szczecin bez żadnych kompleksów.

“Nie będziemy mistrzami kraju, ale możemy mieć wychowanków w mistrzowskich drużynach” – Lukam 2010

7. “Będziemy jedną z czołowych akademii w Wielkopolsce” – Warta Śrem

Warta Śrem w przyszłym roku będzie obchodzić setne urodziny. Mimo wielkiej tradycji klub nie jest znany szerszemu gronu w Polsce, bo też od wielu lat grywa na niższych poziomach rozgrywkowych. A szkolenie dzieci i młodzieży? Mówią, że chcą być jednym z najlepszych ośrodków w Wielkopolsce. Na jakim są etapie realizacji tego planu? Jakie mają atuty, że mogą myśleć o takich ambitnych założeniach?

Jeździmy po całej Polsce i szukamy miejsc, gdzie szkolą najlepiej. Porównujemy je do siebie, rozkładamy na czynniki pierwsze itd. Absolutnie nie powinno być priorytetem to, żeby powstawały na pęczki “fabryki piłkarzy”, gdzie katuje się dzieci reżimem pracy. To są tylko dzieci i ważne, żeby dorastały w aktywnym, zdrowym trybie życia. Fajnie, że są miejsca, które dbają o to, żeby ci mali ludzie czerpali radość z gry w piłkę. I wygląda na to, że takim miejscem jest też Warta Śrem.

Niekoniecznie muszą być jedną z najlepszych akademii w Wielkopolsce. Wystarczy, że będą kontynuować to, co zaczęli. A z czasem, przy okazji, wychowają chociaż jednego zawodnika na poziom minimum Ekstraklasy.

“Będziemy jedną z czołowych akademii w Wielkopolsce” – Warta Śrem

6. “Transformacja po wrocławsku. Ślęza chce zbudować poważną akademię piłkarską”

Imponujący ośrodek szkoleniowy, ciekawe podejście do szkolenia od strony metodologii i 1500 dzieciaków w strukturach akademii. Na Kłokoczycach we Wrocławiu rozwija swój poważny projekt piłkarski miejscowa Ślęza.

Na zachętę wrzucamy fragment rozmowy z prezesem Ślęzy Wrocław, Katarzyną Ziobro o współpracy ze Śląskiem:
Jak patrzycie na współpracę ze Śląskiem Wrocław? To uznana marka, tuż obok was.

– Choć nie jestem facetem, jestem dżentelmenem. Czasem nie potrzeba umowy o współpracy, by współpracować. Nasza współpraca ze Śląskiem układała się różnie, nie ma się co czarować. W ostatnich miesiącach można to jednak nazwać współpracą i będzie ona coraz szersza. Śląsk jest bardzo na nas otwarty, cieszę się, że drużyna ekstraklasowa będzie u nas pod balonem rozgrywała mecze kontrolne, chcemy także nawiązać współpracę przy drużynie kobiet, bo Śląsk taką utworzył, a my mamy świetną akademię dziewczynek. Każdy ma swój charakter i swoje cele. Nasze dzieciaki mają Ślęzę w sercu i mają kochać ten klub, ale celem dla nich zawsze będzie Ekstraklasa. A Ekstraklasa to Śląsk.

A to nie będzie problem? Chcąc realnie powalczyć o II ligę, może zabraknąć utalentowanych piłkarzy w okolicy. Śląsk musi wypełnić składy pierwszej drużyny, drugoligowego zespołu rezerw i ekipy U-18 występującej w CLJ…

– Jeżeli tylko w naszej akademii piłkarskiej jest 1500 dzieci, z czego 1000 to chłopcy, a klubów w mieście jest 65, potencjał dzieci nie będzie problemem. Śląsk też ma przecież swoją akademię. Problemem jest to, by u najmłodszych dzieciaków podnieść jakość szkolenia. Skupić się na tym. Oczywiście w przedszkolu nie mówimy o wielkim szkoleniu, ale trzeba te dzieciaki zarazić pasją do piłki. Boiska są potrzebne, ale szkolić trzeba też trenerów. W nich trzeba inwestować, to samo się nie zrobi. Potrzeba lat, by to zaczęło funkcjonować, ale jeśli nie podejmiemy próby, to niczego nie zmienimy. Jeżeli zaczniemy od podstaw, efekty będą dla nas, dla Śląska i dla zespołu rezerw Śląska. Dla wszystkich.

Co będzie więc dla was celem?

– Dla trenerów grup reprezentacyjnych celem będzie awans do wyższej ligi i to się nam udaje, ale tak naprawdę cała nasza transformacja, która nastąpiła w ostatnim czasie, przynosi efekty czysto sportowe. Będę się cieszyć, gdy z naszej akademii wychodzić zaczną pełnowartościowi piłkarze, ale celem dla mnie jest to, by wychodzili z niej pełnowartościowi ludzie. Super będzie, jeśli procent tych dzieci będzie realizował profesjonalne kariery, ale cała reszta ma spędzić fajne dzieciństwo, poznać kolegów, nie mając czasu na głupoty. To jest mój cel.

Transformacja po wrocławsku. Ślęza chce zbudować poważną akademię piłkarską

5. “Biznes, piłka nożna i marketing – misja Sportis SFC Łochowo, klubu Marcina Krzywickiego”

Sportis Social Football Club Łochowo istnieje zaledwie dwa lata, występuje w IV lidze i buduje swoją markę przez social media. Jak stworzyć klub od zera? Jak pozyskać i zbudować relacje z nowym kibicem? Poznajcie historię klubu z mniejszej miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim.

A za tym klubem stoi nie kto inny jak “król Twittera”, czyli charyzmatyczny piłkarz Marcin Krzywicki. Wrzucamy fragment rozmowy z nim o Sportis SFC Łochowo:

“Dlaczego zdecydowałeś się wejść w ten projekt?

– Dyrektor generalny, Sebastian Zieliński spotkał się ze mną i przedstawił swoją wizję na funkcjonowanie klubu. Stwierdził, że będę niezbędny w tym planie (śmiech). Długo  mnie nie namawiał. Zaciekawił mnie projektem. Postanowiłem dołączyć. Chciałem wrócić do Bydgoszczy i zająć się swoimi biznesami. Z uwagi na fakt, że znałem wszystkie osoby zaangażowane w rozwój nowego projektu klubu, postanowiłem budować z nimi markę Sportis. Nie żałuję tej decyzji nawet w 1%.

Można to interpretować w ten sposób, że chciałeś spróbować czegoś nowego?

– Można tak powiedzieć. Chciałem przede wszystkim wrócić do Bydgoszczy i nie skupiać się na grze w piłkę nożną. Finalnie zaangażowałem się nie tylko organizacyjnie, ale i piłkarsko.  Szkoda marnować takie umiejętności (śmiech). Wierzę w projekt Sportis, bo spotkałem tu ludzi, dla których sport i biznes idą w parze. Z perspektywy dwóch lat pracy widzę, że się rozwijamy.

Obecnie lepiej czujesz się na boisku czy w social mediach?

– Na razie łączę obie te rzeczywistości – wirtualną i boiskową. W social mediach koszę niezłe zasięgi, a i na boisku daję radę. Po dwóch kolejkach czwartej ligi mam na swoim koncie trzy bramki i dwie asysty. Spokojnie. Mam z tyłu głowy, że to czwarta liga. Nie chodzę po mieście i się tym chwalę, napotkanym przypadkowo dziewczynom. Czuję się dobrze, jestem kondycyjnie przygotowany. Trochę nam przeszkodziła pandemia, bo byłem jeszcze w lepszej dyspozycji. Po drodze jeszcze złapałem kontuzję, ale w tym wieku to normalne”.

Biznes, piłka nożna i marketing – misja Sportis SFC Łochowo, klubu Marcina Krzywickiego

4. “Futbol bawi, naucza i wychowuje” – dewiza AP Ostrzeszów

Czy treningi mogą bawiąc uczyć i ucząc – bawić? Czy mogą przy okazji też wychowywać? Swój pomysł na to, żeby tak było, ma Akademia Piłkarska Ostrzeszów. Ocenianie zachowania dziecka po każdym treningu w formie zero-jedynkowej, zadania domowe, a w starszych grupach wiekowych podsumowanie treningu w formie ankiety – “co muszę poprawić?”, “w jaki sposób chcę to zrobić?” i “ile czasu poświecę na ten element?”.

Ciekawym pomysłem wprowadzonym w AP Ostrzeszów, jest ocenianie treningu poprzez wystawianie not. Mamy w tym miejscu do czynienia z zadaniami typowymi na zajęciach z psychologii czy wykładach z samorozwoju. To wszystko ma na celu uświadamiać zawodnika. Te ćwiczenia tylko mu w tym pomogą.

Na treningu skrzatów jeden z chłopców nie był skupiony na ćwiczeniu. Psocił rówieśnikom, na co spokojnym głosem zareagował trener. Przypomnienie o końcowej ocenie podziałało na tyle, że kilkulatek wrócił do swoich zadań.

“Po co tu przyszyliście?” – zapytał trener wspomnianych skrzatów. “Grać w piłkę!” – odpowiedziały chórem dzieci. I tego, by najmłodsi mogli realizować się w swoim hobby – życzymy wszystkim wychowankom AP Ostrzeszów.

“Futbol bawi, naucza i wychowuje” – dewiza AP Ostrzeszów

3. “Zawisza Bydgoszcz. Klub, który nigdy nie zginie”

Nie tak dawno Zawisza Bydgoszcz występował jeszcze w Ekstraklasie, wygrywał Puch i Superpuchar Polski i miał epizod w europejskich pucharach. Teraz jest to klub nieco zapomniany, bo jest w fazie odbudowy. Latem odwiedziliśmy bydgoskiego Zawiszę, żeby zobaczyć, co u nich słychać, jaki pomysł mają na szkolenie i jak widzą to, co wydarzyło się w przeszłości na linii Osuch-kibice?

Ambasadorem Zawiszy jest jego wychowanek, reprezentant Polski, Jacek Góralski, który zgodził się z nami porozmawiać i wzbogacił nasz reportaż swoimi wypowiedziami:

Dlaczego wspiera pan Zawiszę Bydgoszcz?

– Jestem wychowankiem tego klubu. Spędziłem w nim wiele lat. Kocham ten klub, pochodzę z Bydgoszczy i tam się też wychowałem. Mam wielu znajomych w tym mieście i chciałbym, żeby taki klub, jak Zawisza grał minimum na poziomie drugiej ligi.

W jaki sposób stara się pan wspierać Zawiszę?

– Jestem ambasadorem klubu. Jeżeli są jakieś zbiórki pieniężne albo akcje na rzecz klubu organizowane przez działaczy Zawiszy, to staram się zawsze pomóc. Często są również organizowane spotkania z dziećmi. Gdy jestem w Bydgoszczy, to zawsze chętnie wpadnę i porozmawiam z nimi. Ten klub jest dla mnie bardzo ważny. Marzę o tym, żeby Zawisza grał na poziomie Ekstraklasy. Pamiętam taki moment, gdy Zawisza awansował do Ekstraklasy po długiej przerwie. Grałem wtedy w Wiśle Płock, kiedy przyjechałem na mecz i zobaczyłem atmosferę na trybunach… są to piękne chwile. Potrzeba sporo czasu, aby to wszystko odbudować. W tym momencie są w IV lidze. Uważam, że nawet grając na tym poziomie rozgrywkowym, trzeba mieć dobrych piłkarzy, żeby rok po roku robić awans.

Czy wyobraża sobie pan taką sytuację, żeby Zawisza mógł kompletnie zniknąć z piłkarskiej mapy? Bo były już momenty w historii tego klubu, gdzie blisko było od całkowitego upadku.

– Nie wyobrażam sobie tego. Nie widzę takiej możliwości, ponieważ w każdej kryzysowej sytuacji Zawiszy zawsze pomagają kibice. To też pokazali kilka lat temu, gdzie było blisko od upadku klubu, a kibice postanowili go uratować. Stworzyli swój zarząd, drużynę i zaczęli wszystko od początku – B-klasy. Próbują odbudować ten klub, ale to nie jest takie proste. Bo też potrzebne jest wsparcie miasta i lokalnych sponsorów, żeby co roku był awans na wyższy poziom rozgrywkowy”.

Zawisza Bydgoszcz. Klub, który nigdy nie zginie

2. “Szkoleniowy rozwój czy cztery tysiące za licencję? Weszło Junior na kursie trenerskim – UEFA A od kulis”

Trwające kursy trenerskie przez pandemię koronawirusa biją rekordy pod względem swoich długości. Na jeden z takich natrafiliśmy osobiście. Po ponad rocznej przygodzie możemy go jednak wreszcie podsumować. Jak wyglądał od kulis kurs UEFA A w Katowicach? Co zostało po nim w pamięci? Czy uczestnicy stali się dzięki niemu lepszymi trenerami? Egzaminacyjne pytania, tematyka zajęć, postawa edukatorów, oceny, plusy i minusy, opinie kursantów – zapraszamy na duży reportaż Przemysława Mamczaka.

“Generalnie, ja jestem zadowolony. Ludzie, których spotkałem, zarówno w szkolnej ławce, jak i w roli wykładowców, gwarantowali wysoki poziom naszych futbolowych dysput. Jednak trudno nie wspominać ciągle, że te kursy to wciąż trochę samowolka. Że nie są one poukładane i że w każdym związku wyglądają zupełnie inaczej. Że dziś odbywając dwa razy UEFA A, w różnych częściach Polski, możemy posiąść totalnie inną wiedzę. Ba, jedne informacje będą sprzeczne z innymi!

Skłamałbym pisząc, że dziś nie jestem lepszym trenerem niż rok temu. Jestem też pewien, że po odbyciu kursu w wielu innych związkach musiałbym napisać znacznie bardziej negatywny reportaż. Ale jeżeli ktoś decyzyjny pochylił się nad moją, myślę, maksymalnie jak mogłem, rzetelną opinią, proszę o jedno – o analizę i wnioski. Do nich byliśmy bodźcowani przez 15 miesięcy, bo one rozwijają. Przeanalizujcie też sobie to wszystko, tam na górze i wyciągnijcie więc wnioski. Być może kilka prostych zabiegów, decyzji i ruchów mogłoby spowodować, że koledzy, którzy dziś są na B, doświadczą UEFA A w wersji 3.0?”

Szkoleniowy rozwój czy cztery tysiące za licencję? Weszło Junior na kursie trenerskim – UEFA A od kulis

1. “Sztuka stwarzania problemu. O UEFA Pro w Polsce”

“Brak transparentności w procesie rekrutacji na UEFA Pro. Trenerzy nie mający jakiejkolwiek informacji zwrotnej, dotyczącej tego dlaczego nie dostali się na kurs. A odkąd PZPN zdecydował, że najbardziej prestiżowa licencja trenerska świata jest wymagana również w I i II lidze, załapanie się na UEFA Pro dla wielu szkoleniowców to kluczowy próg w rozwijaniu kariery. Polska piłka ma wiele problemów, ale najwyraźniej władze polskiej piłki uznały, że przyda się jeszcze jeden” – takimi słowami zaczyna się reportaż Leszka Milewskiego i Przemysława Mamczaka o pozyskiwaniu licencji trenerskiej UEFA Pro w Polsce.

Od czasu jego powstania trochę się zmieniło, bowiem w II lidze nie będzie już wymagana licencja UEFA Pro, żeby móc prowadzić zespół na najniższym poziomie centralnym w kraju. Aczkolwiek inne problemy, które zostały poruszone w poniższym tekście są nadal aktualne. Jeżeli jeszcze nie zaznajomiliście się z tą sprawą, ten reportaż wszystko dokładnie wyjaśnia.

Sztuka sztucznego stwarzania problemu. O UEFA Pro w Polsce

ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Piotr Kucza